niedziela, 24 listopada 2019

pożegnanie z bloggerem


Nadszedł czas pożegnać się z bloggerem. Spędziłem tu równo dziesięć lat. Czas blogów jednak już minął i zagląda na nie coraz mniej osób. Nie znaczy to jednak że zaprzestaję robienie zdjęć. Oba moje blogi będą mieć kontynuację na FB. Tych, którzy są na FB, zapraszam do polubienia stron. Tych, których na FB nie ma, informuję, że mogą oglądać zdjęcia bez logowania. Poniżej adresy:

Wczoraj i dziś

Na zawsze Warszawa

 Dziękuję za dziesięć lat bycia tutaj, poznania ciekawych ludzi i za zyskanie wiedzy o moim rodzinnym mieście, której pewnie sam nigdy bym w takim zakresie nie zdobył. Mam nadzieję, że do zobaczenia na Fejsie.

poniedziałek, 11 listopada 2019

35-lecie PAPA D. Palladium, 11.11.2019



Tylko winni się tłumaczą, zatem winny jestem tłumaczenie. W siermiężnych latach osiemdziesiątych muzyka stanowiła dla dzieciaków (oraz starszych dzieciaków) pewnego rodzaju odskocznię od rzeczywistości. A muzyka dobrze zrobiona w Polsce rajcowała podwójnie, bo nie dość, że okazywało się, iż Polak potrafi, to jeszcze wiadomo było, o czym śpiewa. I o ile muzyka rockowa wówczas miała się całkiem nieźle, to zespoły, uprawiające rozrywkowy pop na dobrym poziomie, można było policzyć na palcach jednej ręki. Dziś proporcje są odwrócone a obecny rozrywkowy pop często jest strasznym chłamem, ale to inna historia. No i właśnie Papa Dance, a szczególnie dwie pierwsze płyty tegoż – z towarzyszącymi singlami, bo nie wszystkie wczesne przeboje znalazły się na debiucie - to taki przykład popu, który był doskonale zagrany i nagrany. Z tekstami różnie było, ale w niektórych piosenkach można było znaleźć różne ciekawe smaczki. Papa Dance istnieli do końca lat osiemdziesiątych a w XX wieku reaktywowali się z uwspółcześnionym już na potrzeby nowego rynku brzmieniem.

Już czterokrotnie byłem na koncertach Papa D (niegdyś Papa Dance), ale ten był najlepszy. Bo najdłuższy. W wyprzedanym Palladium zespół grał bite trzy godziny (!) a zgromadzona publiczność śpiewała i próbowała tańczyć, choć wiele miejsca na to nie było. Dowodzeni przez niezniszczalnego Pawła Stasiaka muzycy świętują 35-lecie i z tej okazji organizowane są koncerty jubileuszowe takie jak ten w Palladium. Grupa zagrała tyle piosenek, żeby jednocześnie nie pominąć żadnych znanych przebojów, ale i żeby mocno zaakcentować twórczość w nowych czasach. Trzy piosenki - wszystkie stare- zostały wybrane w specjalnym plebiscycie fanów, w tym nie grany nigdy na żywo bardzo przeze mnie lubiany "Twój ziemski eden" ze świetnym tekstem Jana Sokoła, ojca słynnego rapera. W czterech utworach zespół wspomogły wokalistki: Ruda z Red Lips, Agnieszka Chylińska, Anna Karwan i Kayah, z czego najlepiej wypadły te dwie ostatnie. Na scenie pojawiła się również muza z teledysków grupy, słynna niegdyś i nadal bardzo ładna szkolna koleżanka Stasiaka, modelka i miss Bogna Sworowska, a także grono fanek - wśród nich pani, która była Olą w klipie "O-la-la". Co by tu rzec... stare kawałki niestety grane są już ciut nowocześniej, ale publiczność i tak doskonale się bawiła. Zapewne także przy nieplanowanych atrakcjach w postaci zaplątania się Pawła Stasiaka w kable. Poza tym wokalista ogłosił, że grupa ostatnio wygrała prawo do dawnej nazwy, czyli Papa Dance, ale nie zamierza do niej wracać, bo raz że marka Papa D im wystarczy, a dwa że chcieliby uniknąć ewentualnych powtórek z rozrywki w przyszłości. Powiedział także, że zaproszenia otrzymali wszyscy żyjący muzycy poprzednich składów, ale nie jest wielką tajemnicą, że Grzegorz Wawrzyszak do dziś ma uraz związany z wyrzuceniem z Papa Dance w połowie lat 80 i raczej by się nie zjawił. Za to pokazał się na moment Konstanty Dinos. Zresztą, okres Wawrzyszaka był reprezentowany przez cztery utwory -tylko tyle i aż tyle. Na koniec na scenę wjechał ogromny tort. Było fajnie, po prostu. Trochę nostalgicznie, ale bardzo żywiołowo. Wyszedłem zaopatrzony w bardzo miłe wrażenia oraz nowy, składankowy dysk ze starymi i nowymi piosenkami zespołu. No i stooo lat, stooo lat…

Dla zainteresowanych setlista:

Teraz, Będziemy tańczyć, Gdzie one są, Ordynarny faul, Czarny śnieg, Pocztówka z wakacji, Panorama Tatr, Ciało i talent, Kamikadze wróć (ft.Ruda z Red Lips), Maxi singiel, Nietykalni, Galaktyczny zwiad, Bezimienni, Chodź pomaluj mój świat (kower 2 plus 1), Ocean wspomnień (ft. Ania Karwan), Kiedy do Ciebie wracam, Tora! Tora! Tora! (kower Numero Uno), Historyjka z talii kart (z Bogną Sworowską), O-la-la, Nasz Disneyland (ft. Kayah) , Twój ziemski eden, Mamy cały świat, Naj story (ft. Agnieszka Chylińska), Wiecznie młodzi, Nasz Disneyland (bis).

piątek, 8 listopada 2019

Dzielnica Marszałka Piłsudskiego - makieta w BUW

Nie bardzo rozumiem zachwyty nad planowaną przed wojną planowaną Dzielnicą Marszałka Piłsudskiego. Ale, rzecz jasna, nie znam się, więc mogę nie rozumieć. Miała się owa dzielnica ciągnąć od placu Na Rozdrożu aż po Pole Mokotowskie i składać… no właśnie, z „wielkiego modernizmu”. Jej makietę – replikę makiety z wystawy „Warszawa wczoraj, dziś, jutro”, która odbyła się w latach 30-tych pod patronatem prezydenta Stefana Starzyńskiego, możemy obecnie obejrzeć w BUW jako część ekspozycji „Tożsamość: 100 lat polskiej architektury”. Wystawa odbywa się w kilku miastach i dotyczy indywidualnie każdego z nich – u nas, oczywiście, jest o Warszawie. No więc planowana, imponująca rozmiarami i rozmachem Dzielnica Piłsudskiego to wielki betonowy bloczyzm, wyprzedzający swoje czasy. Przynajmniej na makiecie wygląda to tak, jakby zbudowano kilka placów Konstytucji, jeden po drugim, tylko bez ozdób. Całość miała wieńczyć Świątynia Opatrzności projektu Bohdana Pniewskiego, przypominająca trochę Prudential a trochę nowojorskie drapacze chmur z tamtych lat. Gdzieś tam miał, oczywiście, stać pomnik Piłsudskiego. Z całej dzielnicy nie zrealizowano prawie nic, no może Urząd Statystyczny przy Alei Niepodległości. Zastanawia mnie też, jak wyglądałoby to cudo architektoniczne, gdyby jednak udało się je postawić. Ponieważ sama architektura była mało finezyjna, choć modna i hołubiona, już sobie wizualizuję tony styropianu, kolorków i jakiegoś innego zniekształcającego ją gówna, typowego dla współczesnej zaradności ekonomicznej. A może się mylę – może powstałoby dzieło tak posągowe, że przyjeżdżałyby je oglądać wycieczki zagraniczne i dziś to tam byłoby modne centrum hipstersko-turystyczno-klubowe? Tego już się raczej nie dowiemy.

czwartek, 7 listopada 2019

Pomnik Wojciecha Korfantego w Warszawie

Mamy w Warszawie kolejny nowy pomnik. Ani ładny, ani brzydki. Przedstawia Wojciecha Korfantego, działacza narodowego z Siemanowic Śląskich, który stanął na czele III powstania śląskiego w 1921 roku, później był posłem na Sejm. Skonfliktowany z obozem rządzącym Korfanty doznał wielu upokorzeń z przymusową emigracją do Czechosłowacji włącznie. Po powrocie do Polski został aresztowany, jego stan zdrowia gwałtownie pogorszył się (podejrzewa się otrucie) i zmarł w sierpniu 1939 r. Autorem pomnika jest krakowski rzeźbiarz i wykładowca tamtejszej ASP, Karol Badyna. Jest to już trzeci pomnik przy placu Na Rozdrożu, z których każdy przedstawia jakiegoś polityka (są jeszcze Dmowski i Daszyński). I chyba już wystarczy.