czwartek, 30 listopada 2017

Klatki z komórki cz.218

Dziś dwie klatki z dwóch różnych dzielnic.

Na początek Grochów...



...a teraz, dla odmiany, Wrzeciono.

środa, 29 listopada 2017

HELLOWEEN Pumpkins United Tour - Hala Koło, 28 listopada 2017




Zacznę od de strony. Nie po to się, oczywiście, chodzi na koncerty, żeby biec do toalety. Chyba że koncert jest bardzo nieudany, ale w tym przypadku był akurat wielce udany a toaleta nie. Hala Koło po prostu nie ma toalet na imprezy tego kalibru. Na zewnątrz, na zimnie (publiczność oddała kurtki do szatni) stał sobie rządek toi toiów. Oczywiście, nieoświetlonych i bez wody. Jak za 150 zeta to dość ekstrawagancka przyjemność.



Na szczęście nie kibelki były najważniejsze, tylko Strażnik Siedmiu Toi-to.. przepraszam, Siedmiu Kluczy. Bo zespół Helloween odbywa właśnie trasę Pumpkins United, polegającą na tym, iż do bieżącego składu dołączył były wokalista Michael Kiske oraz były śpiewający gitarzysta Kai Hansen, jeden z założycieli grupy. Panowie wykonują utwory z całej kariery, od pierwszego krążka (na którym śpiewał Hansen), przez albumy 2-5 z Michaelem Kiske za mikrofonem, aż po dokonania z ostatnich dwudziestu kilku lat z Andy Derisem na wokalu.

Koncert był udany - ba, udany - to chyba jeden z najfajniejszych koncertów w moim życiu, mimo iż trwał bite trzy godziny. Panowie bawili się równie dobrze, co stłoczona go granic możliwości publiczność (kupiłem bilety w czerwcu i była to mądra decyzja, bo od pewnego czasu już ich nie było) a uwaga wszystkich skupiona była, rzecz jasna, na Michaelu Kiske, bo ten ostatni wystąpił w Polsce jakieś trzydzieści lat temu.



Ortodoksyjni fani grupy (czytaj: zakute łby) nawet nie słuchając muzyki, stworzonej z Derisem, twierdzili, że to nic nie warte łajno i bez Kiskego Helloween są niecacy. A jednak to właśnie Deris spowodował, że po wydaniu ostatniej płyty z Kiske, tragicznej "Chameleon", po której formacja powinna udać się pod ziemię i nie wracać, brzmienie Helloween odzyskało metalowy charakter a nowy frontman uratował honor grupy i kolejne krążki sprzedawały się na przyzwoitym, jak na ten gatunek, poziomie.

Panowie pojawiali się na scenie razem i osobno. Rzecz jasna, największą furorę wzbudzały duety w starych i nowych kompozycjach. O ile dobra forma Derisa jest ogólnie znana, bo Helloween co jakiś czas odwiedzają nasz kraj, to zastanawiałem się czy Kiske da radę wydostać z gardła wysokie dźwięki. Radę niby dał, ale to co Derisowi przychodziło z lekkością, spasionego Kiske kosztowało sporo wysiłku. Michael Kiske nie jest wybitnym zwierzęciem scenicznym i dobrze, że miał obok Derisa, bo obaj panowie doskonale się uzupełniali a jak razem brali "górki" unisono bądź w harmonii, to wszyscy mieli banana na ryju. Jakość dźwięku była doskonała, koncert przebiegał sprawnie a niezwykle miłym gestem był brak tzw. supportu.



Muzyków wspomagały animacje, odtwarzane do kolejnych pieśni. Były też interludia z animowanymi dyniami, włączane zapewne w celu zyskania czasu na ocucenie wokalistów. Instrumentaliści (nie wszyscy) mieli także okienka solowe, z czego tym razem - ku zaskoczeniu - zwracało uwagę solo perkusisty. Odbył on bowiem wirtualny pojedynek ze swoim poprzednikiem, którego archiwalny popis wyświetlono z ekranu. Oryginalny bębniarz cierpiał na depresję i alkoholizm, i zakończył żywot ponad dwadzieścia lat temu na szynach hamburskiego metra.




Publiczność, jak się można domyślać, czekała głównie na kompozycje z dwóch części "Keeper Of The Seven Keys” i to głównie otrzymała: Helloween, A Tale That Wasn’t Right, I Want Out, Eagle Fly Free, Future World, Keeper Of The Seven Keys pt.2, I’m Alive, A Little Time, Dr Stein… była nawet strona B singla z tym ostatnim utworem, Living Ain’t No Crime. Kai Hansen otrzymał także kilka minut na wiązankę z albumu „Walls Of Jericho”, natomiast reszta należała głównie – z małymi wyjątkami – do hitów z epoki nowożytnej: If I Could Fly, Forever And One, Sole Survivor, Waiting For The Thunder, Power czy moje ukochane Are You Metal. W sumie zespół wykonał aż 25 utworów. Wyszedłem szczęśliwy, spocony i zaopatrzony w nową koszulkę. Ciekawe czy skład ten utrzyma się, by nagrać wspólnie album studyjny (jeden singiel już jest) – może być ciekawie…

wtorek, 28 listopada 2017

Poznań - dekoracje

Wrócimy jeszcze na parę dni do Poznania, ponieważ nie zdołałem w poprzedniej serii umieścić wszystkich wpisów, które chciałem. A dziś wpis, jak sam tytuł głosi, bardzo dekoracyjny.

poniedziałek, 27 listopada 2017

Lublin - burdelik zdjęciowy

Na pożegnanie z Lublinem kilka zdjęć, które nie mieściły się w żadnej z poprzednich kategorii.