czwartek, 30 czerwca 2016

Klatki z komórki cz.147: klatka schodowa z Dolnego Mokotowa



No więc nic dodać, nic ująć, jesteśmy sobie gdzieś między Morskim Okiem a Królikarnią...


środa, 29 czerwca 2016

Jak pięknie latem na Zaciszu!


Czasami zdarza mi się zacisznie przemknąć Zaciszem. Po pierwsze zacisznie, żeby nie burzyć sielskiego spokoju tamże, po drugie zacisznie, gdyż jest tam tak przepięknie, że normalnie odejmuje mowę. Parę  innych zmysłów też (przywracanie wymaga mocnej wątroby).

 Siding z wieżyczką? Mniam!

 Nie odnotowałem w okienku baszty żadnej uwięzionej przez smoka białogłowy. Chyba nie te czasy.

 United Colors of Stevie Wonder

 Można sobie wtrysnąć klimatyczną fryzurę, wszystko naraz.

 Tu z cyklu "Warszawskie pożegnania".

 Interesujące połączenie zadęcia kamienicznego z mentalnością zagrodową.

 Eleganckie ogrodzenie. Prawie jak kuta krata wokół pomnika Mickiewicza.

 Ten kościół od paru lat nie może powstać. Nie żeby było szkoda. Szkoda że w ogóle zaczął.


 Przepiękny krajobraz okołomiejski.

Od prawej - blacha falista, kominy, siding. Ostatni lokator ze zdiagnozowanym prawidłowym wzrokiem wziął rower i spieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeżdża daleko.

wtorek, 28 czerwca 2016

W Ogrodzie Krasińskich nie robi się rzeczy świńskich

Te się robi w Saskim, bo tam malują po wieży ciśnień. A u Krasińskich można kupić co najwyżej książkę (ostatnio nabyłem album o Warszawie z 1993 i zastanawiam się czy umieścić jego fragmenty na "Wczoraj i dziś", czy też tutaj w dziale "żenada"), można także posłuchać książki w ramach jednego z licznych odczytów w wykonaniu aktorów, a można też po prostu, zwyczajnie się przejść. No to idziemy.

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Sielce z góry, z której wcale nie widać Sielc.

Nie widać Sielc, bo przykryte są taflą zieleni, której tak mało mamy w Warszawie. Za to dzięki bardzo uprzejmej uprzejmości mogłem wdrapać się na dziesiąte piętro jednego z sieleckich budynków, skąd wykonałem kilka zdjęć przy dość zmiennej pogodzie (ulewa-słońce). Takich widoków z okna tylko pozazdrościć; stąd nie widać chyba tylko napisów "Amrit kebab", i bardzo dobrze, zresztą. A - no i Sielc nie widać.

niedziela, 26 czerwca 2016

Po deszczu w Parku Bródnowskim

Deszcz, nawet wiosną i latem, to takie zjawisko, przy którym ludzie z niezrozumiałych dla mnie przyczyn dostają jakiejś histerii, paniki i sraczki (opcjonalnie). Rozumiem, że większość pań i panów ma tyle żelu na głowie, że jak deszcz spadnie, żel spłynie im na twarze i udusi ich po zastygnięciu. A makijaże spłyną do butów. A ubranie nieodwracalnie zmieni barwę. Wystarczy, że z nieba siknie kilka kropel i od razu słychać krzyki i piski, zupełnie jakby ktoś Belzebuba opryskał wodą święconą. A ja tam wiosenny deszczyk bardzo lubię - nawet jak człowiek zmoknie, to szybko wysycha. I tak też było w tym przypadku.

Zdjęcia mają dobry miesiąc, więc małe kaczuszki, widoczne na niektórych fotkach, nie są już takie małe a być może niektórzy z Was poznali je bliżej, korzystając z dobrodziejstw wschodniej gastronomii w jej licznych punktach. Smacznego!