sobota, 31 października 2015

Grochów, który nie chce być Pragą Południe, widoczny z góry o słońca zachodzie

W zasadzie to Grochów jest tu najmniej widoczny, choć zdjęcia wykonałem właśnie tam. Ale skoro już załapałem się do takiej miejscówki, szkoda by było nie skorzystać, zwłaszcza że zachód ładnie podświetlił Śródmieście i zasłonił większość tego, co zasłonięte być powinno.



Aha, i dziś jest to ordynarne święto, narzucone nam przez grube amerykańskie dzieci, jedzące dynię i wygladające jak dynia. Wszystkiego najlepszego.

piątek, 30 października 2015

Warszawskie zwierzęta małe i duże

Nie wszystkie, oczywiście, bo wszystkich się nie da. Ale kilka takich rzucających się w oczy uwieczniłem. Zwierzaczki są w ogóle bardzo wdzięcznym tematem, mimo iż roznoszą dyfteryt, malarię, koklusz, złamania otwarte i wzdęcia. Niemniej, popatrzmy.








Jutro staropolskie święto Halloween, więc niech ten czarny kot... a zresztą, on już się przygotowuje do występu. Na pewno skoczy znienacka na głowę Malinowskim spod szesnastego.

czwartek, 29 października 2015

Klatki z komórki cz.112 i rozważania na temat połączenia zaawansowanej technologii i braku mózgu


Zdarza Wam się przeglądać blogi na komórce? Mi się zdarza i nawet jestem zadowolony ze sposobu, w jaki ustawione jest ich "mobilne" wyświetlanie. No właśnie, te komórki - dawniej, gdy nie było jeszcze smartfonów, telefon można było obsługiwać jedną ręką, no i nie pochłaniał tyle uwagi wzrokowej (bo nie było na co patrzeć). W  dobie wielorakich aplikacji, twarzoksiążki i innych świergotków użytkownicy smartfonów częściej niż kiedyś mają twarze wtopione w ekraniki, które całkowicie odizolowują ich od świata. I w zasadzie nie mam nic przeciwko temu, sam korzystam z tego dobrodziejstwa (?) techniki. ALE... - bo musi być ale - jak widzę, gdy jakaś ofiara losu np. wychodzi z metra przez bramkę z mordą w ekranie i staje bezpośrednio za wyjściem z bramki, gapiąc się nadal w ekran i tarasując wyjście ludziom z tyłu... to tylko przypomnę, że w tym miesiącu piątek będzie jego trzynastym dniem.

A teraz z bramek metra przejdźmy może na jakąś klatkę schodową. Miło tam, przyjemnie i nikt nikomu nie tarasuje drogi, chyba że akurat znoszą fortepian (w przypadku instrumentu Fryderyka Ch. zaproponowano, jednakże, efektowny skrót). Klatkowy cykl jakoś się kręci, nowe klatki są zwiedzane i uwieczniane. Na klatkach fajnie jest, zatem obejrzymy tą i ową, zanim mnie popędzą za fotografowanie. Najpierw muranowska Wola:



A tu przepiękne osiedle Potok. 
Do zobaczenia za tydzień!

środa, 28 października 2015

Bajnajty eleganckie i niekoniecznie

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie... ale to nic nowego. Część ludzi zawsze była ciemna a spora ilość pozycji na liście sprzedaży płyt OLIS wskazuje również na to, że jest także i głucha. W niczym nam to nie przeszkadza, zapraszam zatem na kilka bajnajtów, które zobaczmy, zanim do kompletu jeszcze oślepniemy.


wtorek, 27 października 2015

Powiśle kontra profesjonalni biegacze miejscy. Jak ktoś ma mokro pod bielizną na widok biegaczy, niech nie czyta.

Czy ja już pisałem, że lubię Powiśle? Tak, pisałem. Ale przypomnę, na wypadek, gdyby ktoś nie pamiętał: lubię Powiśle. Szczególnie okolice parku Rydza, gdzie na początku października powstały poniższe zdjęcia. To teraz zdjęcia, a potem plunę jadem.










A teraz reszta wpisu.


W dniu, gdy spacerowałem po Powiślu z aparatem, odbywał się jeden ze stu piętnastu cholernych maratonów, które oczywiście muszą odbywać się w Śródmieściu (dlaczego nie na Białołęce - tam i tak w weekendy jest pusto). Maraton Stołeczny, Maraton Warszawski, Maraton Obywatelski, Maraton Anarchistyczny, Bezglutenowy i kij wie jeszcze, jaki. 

Od pewnego czasu jesteśmy narodem biegaczy i zdizajnowani lajkrowo i fosforyzująco sprinterzy co jakiś czas mijają nas na chodnikach. Są profesjonalne sklepy biegacza, w których można zaopatrzyć się w specjalne buty biegacza, szorty biegacza, czapkę biegacza (coś jak czepek pływacki - włożenie czegoś takiego na głowę na powietrzu niemal kwalifikuje do czubków), skarpety biegacza, majtki biegacza, stanik biegacza, okulary, a także zestaw różnych zegarów  i wskaźników, przy których blednie deska rozdzielcza traktora "Ursus". Biegnąc, biegaczowi wyświetla się tętno, zawartość cukru we krwi, zawartość krwi w alkoholu, poziom hemoglobiny oraz średnia gęstości stolca z ostatniego kwartału. Już teraz wstyd wyjść na bieganie w zwykłych szortach i koszulce, bo człowiek wygląda jak ostatni wieśniak, a jak ma na sobie lycrę z odblaskami, od razu widać że to pro. 

A jeśli chodzi o zdjęcie... przedstawia ono korek, jaki spowodowali nasi wspaniali, zarąbiści biegacze, którzy tak cudownie - biegając - dbają o zdrowie i o środowisko, że przyjechali samochodami. Brawo!

poniedziałek, 26 października 2015

Skoro poniedziałek, to trzeba przywalić czymś ciężkim: Wielka Sztuka w Muzeum Sztuki Nowoczesnej

Tym razem sztuka nie polska a od naszych południowych sąsiadów, acz równie urocza. W MSN znalazłem się, by obejrzeć bardzo fajną wystawę fotografii Zofii Rydet "Zapis" (jest chyba do końca roku - polecam),ale żeby dostać się na piętro, trzeba przejść przez parter. A na parterze jest właśnie Wielka Sztuka. Z całą dopisaną teorią i kontekstem, żeby swołocz wiedziała, jak ma intepretować wiekopomne dzieła. No to interpretujcie.


Interpretuję, iż to na cześć piosenki hardcorowego zespołu z Lublina. Reszty nie rozumiem.

Eeeyyy.



Co to jest prymarna energia stosowanych materiałów


Toaleta jest na dole, koło schodów.