środa, 30 września 2015

Wszedłem ja sobie w bramę na Noakowskiego 10, a tam jeszcze jedna brama a za nią jeszcze jedna brama...

Powariowali z tymi bramami. Dobrze że tu nie mieszkam - bałbym się wracać po pijaku do domu, bo czekałaby mnie taka sama przygoda, jak w "Zmiennikach". Jedno podwórko od drugiego odróżnia Maryjka, no bo w jednym jest, a w drugim jej nie ma - najwyraźniej to drugie zamieszkiwali świeccy lokatorzy. Owe podwórka, bramy i w ogóle całość są przykładem na to, jak cierpiał lud, który musiał zamieszkiwać parter w niedoświetlonej studni. Dziś zapewne lud cieszy się, że zamieszkuje blisko metra, a pranie i tak jakoś tam wyschnie. My natomiast chodźmy obejrzeć to wszystko, zanim zamkną bramę i zapomnimy przez którą weszliśmy...












wtorek, 29 września 2015

Neon Nights cz.31

Nowa porcja neonowa. Nie wszystkie sfocone bajnajtowo, ale ładne, neonowe i niektóre nawet zremasterowane.

poniedziałek, 28 września 2015

Muzeum Pragi - cyki z otwarcia.

Nie, nie cycki. Cyki. Cykałem zdjęcia, ale nikt się nie rozbierał (choć było tego wieczora ciepło). 19 września miało miejsce długo oczekiwane otwarcie Muzeum Pragi, z którego kilka zdjęć przedotwarciowych już dawałem na blogu w wakacje. No ale teraz czas na full wypas. Muzeum robi dobre wrażenie, acz w tłumie, który zjawił się na otwarciu, trudno było wszystko na spokojnie kontemplować. Dlatego i tak pójdę tam za jakiś czas na spokojnie, by docenić bardziej to i owo.

Makieta, przedstawiająca Pragę baaardzo dawno temu (kościół MBL ostał się jeno).

Dużo zdjęć na ścianach (trzeba wziąć do łapy informator, dostępny w sali, bo na podpisy nie starczyło już miejca).

Są dary warszawiaków - sprzęty użytku domowego, bibeloty itp.

Jest też ekspozycja, poświęcona targowisku jako instytucji.

Ech, któż nie miał żelaźniaków. 

Oczywiście, jest nowoczesny touch. Dosłownie i w przenośni, bo trzeba pacnąć łapą w okienko.

Acz przegląd manualny także zaproponowano.

Podłoga-wykładzina w jednej z sal. Aż szkoda chodzić butami po mięciutkiej powierzchni, bo pewnie zaraz się wytrze albo rozwali, ale niezwykle efektowny jest nadruk zdjęcia satelitarnego całej Pragi, nałożonego na podłogę. 


Ekspozycja w podziemiach, poświęcona stadionowi. Również w latach, gdy był "Jarmarkiem Europa". Nigdy w życiu nie byłem na Stadionie Narodowym, ale że nie przepadam za takimi bazarami, to nie czuję, że mnie coś szczególnego w życiu ominęło. 

Wystawa, pokazująca zgłoszone przez mieszkańców Pragi (dobrowolnie, hehe) wnętrza ich mieszkań. 

Trochę portretowej nostalgii praskiej.

To bożnica, którą już pokazywałem, z odsłoniętymi resztkami malowideł.

A to działo się na dziedzińcu.

Występował Pablopavo i coś jeszcze. Ludziom się podobało (znali teksty piosenek), ale mi jest to twórczość zupełnie obca. Dlatego poszedłem na Oddział na Ząbkowską. 

Zdjęcia to skromny wycinek tego, co można zobaczyć w środku, ale nie chcę zapychać bloga setką zdjęć we wpisie. Idźcie, zobaczcie i sami oceńcie. Miłego.

niedziela, 27 września 2015

Tymczasem w innym świecie


ODDZIAŁ ZAMKNIĘTY Dni Pragi 19 września 2015






Do tej pory Oddziału nie obejrzałem trzy razy, w pewnym sensie będąc na koncertach. Za pierwszym razem nie obejrzałem Oddziału, ładnych parę lat temu, gdy byłem przejazdem w Regułach koło Michałowic, gdzie na Dniach Cebuli/Pora/Kaszanki właśnie Oddział był główną gwiazdą. Raz że się spieszyłem, dwa że widok klepiska z podrygującymi w takt piosenek podchmielonymi zabawowiczami, w niewielkiej zresztą ilości, robił raczej przykre wrażenie, więc odjechałem. Za drugim razem miałem obejrzeć koncert Oddziału na dachu dworca Śródmieście i udałem się tamże. Tuż przed występem zerwała się potężna burza i niemal dosłownie zmyło mnie do podziemi dworca. Oczywiście, o żadnym oglądaniu nie było mowy. A za trzecim razem Oddział grał, wraz z Kobranocką i Sebastianem Bachem przed Guns’n’Roses na stadionie Legii. O ile wszystkie pozostałe występy odbyły się bez zakłóceń, to właśnie podczas koncertu Oddziału rozpętała się ulewa, która zmusiła mnie do schowania się, gdyż kontemplacja muzyki przy zacinającym deszczu jest przyjemnością raczej średnią. Aż tu nagle…


Aż tu nagle przeczytałem w którymś z periodyków warszawskich, że Oddział wystąpi na Ząbkowskiej na Dniach Pragi. Co więcej, do zespołu wrócił jego drugi wokalista, Jarosław Wajk, który wylansował z grupą kilka przebojów w latach 90-tych. I ten koncert wreszcie obejrzałem od początku do końca, z czego jestem niezmiernie zadowolony. Impreza odbywała się na scenie na środku ulicy – rzecz jasna, wyłączonej z ruchu – tuż obok komisariatu policji (profilaktycznie?). Po ludycznych konkursach w stylu „która z pań skoczy najwięcej razy na skakance, dostanie bon do centrum handlowego” i żartach znanego z niezliczonej ilości jednego przeboju Norbiego, który parał się konferansjerką, na scenie zainstalował się Oddział.



 Koncert trwał ponad półtorej godziny, był doskonale nagłośniony, a zespół, w odświeżonym składzie (poza Wajkiem dołączyła jeszcze kobitka na wiośle), zaprezentował się bardzo korzystnie. Jarek Wajk jest wprawdzie dwadzieścia lat starszy, głos mu się lekko obniżył, ale wszystkie stare utwory śpiewał bardzo dobrze, bez cienia zmęczenia. Repertuar zdominowały piosenki z dwóch płyt: „Terapia” (bo najbardziej przebojowa z Wajkiem) i „Oddział Zamknięty” (bo debiut z Jarym to pozycja kultowa, choć przydarzyła się dziwna repertuarowa niespodzianka, ale o tym później).

Zespół grał sobie jeden numer po drugim, z „Terapii” poszły oczywiście „Rzeka” (gunsopodobna ballada na ówczesną modłę), „Gdyby nie ty” (na szczęście nie w wersji akustycznej), moje ulubione „Sama” i „Uszy na drzwiach”, oraz parę innych riffowych numerów. Bo to w sumie jedyna płyta Oddziału z solidnymi, rockowymi riffami. Było też co nieco z niezbyt przeze mnie lubianej „Bezsenności”, z drugiej płyty usłyszeliśmy „Debiut”, zespół zagrał też „Oddział”. Nie było żadnej reprezentantki repertuaru z płyt, na których śpiewali Krzysztof Wałecki i Marcin Czyżewski.




Było też, oczywiście, wiele utworów z pierwszej płyty. „Obudź się”, „Odmienić los”, „Party” (niestety, na ten numer Wajk zszedł ze sceny, przekazując mikrofon Norbiemu, co spowodowało u mnie kilka skurczy antyrobaczkowych), „Ten wasz świat”, An… a nie. Jarosław Wajk oświadczył ze sceny, że „Andzi” już nie grają i dodał jeszcze parę krytycznych słów pod adresem pierwszego wokalisty formacji, Krzysztofa Jaryczewskiego. Zapewne poszło o to, iż Jaryczewski ruszył jakiś czas temu z formacją OZ JARY, która często mylona jest – o co zapewne chodziło – z oficjalnym Oddziałem Zamkniętym. Naturalnie, Krzysztof Jaryczewski jest postacią legendarną a debiutancka płyta oddziałowa należy do klasyki absolutnej polskiego rockandrolla, niemniej to, co człowiek ów uczynił ze swojego głosu (w efekcie stosowania nadmiernej ilości różnych używek) może tylko i wyłącznie być świadectwem ku przestrodze. W każdym razie nie pierwszy to i nie ostatni raz, gdy funkcjonują sobie dwa „główne” zespoły, w tym co najmniej jeden z dopiskiem (Roman Kostrzewski & Kat, Oliver Dawson’s Saxon, kilka niezależnych składów Boney M itp. – dobrze że byli muzycy zespołu Whitesnake nie pozakładali swoich Białychwęży, nie starczyłoby scen na świecie).



Do tego wszystkiego Oddział zagrał nową piosenkę, która stanie się – mam nadzieję – zapowiedzią nowej płyty, pierwszej studyjnej od 2001 roku. Niezła rockowa ballada z wyrazistym refrenem, jeszcze bez tytułu (Wprawdzie Wajk podał roboczy, ale podkreślił, że ewoluuje on i wcale nie musi być tym ostatecznym). Trochę mnie, może nie zaniepokoiła, ale lekko zdziwiła dość spora ilość nawiązań w tym, co mówił Wajk, do jego wybranej kilka lat temu drogi życiowej – wokalista związał się z jakimś kościelnym odłamem (nie znam się dokładnie na tym, więc nie chcę przekłamywać nazw) i stał się bardzo religijny, co nie do końca idzie w parze z oddziałowym repertuarem. Stąd też zapewne delikatne, acz znaczące zmiany tekstów niektórych piosenek oraz kaznodziejski sposób zwracania się do publiczności – wydaje mi się, że jak by pan Wajk nie chciał dobrze, to może nie do końca spotkać się ze zrozumieniem publiczności. Wajk działa w jakimś kościele protestanckim, jeździ po szkołach i opowiada młodzieży o tym, jak łatwo wpaść w nałóg i jak ciężko z niego wyjść, po drodze odnajdując Boga itp. Wszystko fajnie, ale wolałbym, żeby koncerty rockowe pozostały koncertami rockowymi. Na luzie, z zabawą. Jesus he knows me and he knows I’m right.

A na nową płytę Oddziału czekam z ciekawością. Może jeszcze się uda?



Miły mój/droga moja, wejdźmy sobie na toi-toia - czyli widoki z Millenium Plaza

Oczywiście, nie wspinałem się w psychopatycznym szale na plastikową kabinę z przenośną toaletą w środku, by w niej robić zdjęcia, tylko skorzystałem  z faktu, iż na dachu Millenium Plaza, zwanego pieszczotliwie toi-toiem (z powodu finezyjnej bryły) znajduje się kawiarnia. Zdjęcia można robić przez szyby - niestety, nie do każdej z nich mogłem swobodnie przyłożyć obiektyw, stąd refleksy tu i ówdzie. Ale lepszy rydz niż gołab na dachu - popatrzmy więc.