poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Seminarium duchowne - patrząc na wszystko z góry...










Seminarium duchowne to - prozaicznie rzecz biorąc - zaplecze kościoła karmelitów, na które to zaplecze można wejść (o ile się nie jest księdzem-to-be) tylko raz w roku. Samo seminarium opisał wzdłuż i wszerz H_Piotr, toteż nie będę po nim powtarzał, bo on już wszystko napisał. Ja tylko dam zdjęcia, bo znalazłem się tam po raz pierwszy w życiu. Ale będę oryginalny i na pierwszy ogień pójdą foty nie samego seminarium a tego, co z niego widać. A reszta w dniach najbliższych.Link

niedziela, 29 kwietnia 2012

DELAIN Progresja 28 kwietnia 2012


Holenderska grupa Delain ostatnio odwiedzała nasz kraj rok temu, przy okazji trasy, promującej krążek „April Rain”. Nowe tournee to zapowiedź albumu „We Are The Others”, który ukaże się dopiero na początku czerwca.

Delain nie są gwiazdą pierwszej wielkości, więc o wielkich tłumach nie ma co mówić. Zresztą, zarówno wybór miejsca (oddalona od reszty świata, niezbyt przeze mnie lubiana Progresja), jak i terminu (początek najdłuższego z możliwych weekendu majowego)* z pewnością przełożyły się na frekwencję. Jednak kilkusetosobowy tłumek bawił się doskonale, zwłaszcza że wyjątkowo sensownie dobrane były tzw. supporty, określane elegancko jako „Special guests”.

Pierwszym z nich była amerykańska formacja Halcyon Way. Przeraziła mnie trochę informacja prasowa, że twórczość zespołu to „kombinacja ciężkiego Testamentu z Dream Theater i Evergrey”, bo ja nie teges. Na szczęście Halcyon Way okazali się poczciwym ciężkim hejwi z elementami progresywnymi, tzn przyspieszaniem lub zwalnianiem tempa w środku utworów bez zaburzania ich struktury. Wokalista śpiewał normalnym głosem a gitarzysta growlował a w refrenach też śpiewał po ludzku, wspomagany przez chórki z taśmy. Halcyon Way grali zaledwie pół godziny, wystarczająco żeby dać się poznać od dobrej (na szczęście) strony i nie zanudzić. Zostali, zresztą, przyjęci bardzo ciepło (nie, nie chodzi o to że publiczność podpaliła scenę).




Po krótkiej przerwie zabrzmiało “In The Mood” Glenna Millera a na scenie zainstalowała się… nie, nie Glenn Miller Orchestra, tylko ekipa Trillium, czyli kolejne wcielenie Amandy Sommerville, znanej m.in. z występów w formacji Avantasia oraz z płyty w duecie z eks-wokalistą Helloween, Michaelem Kiske. Amanda i jej zespół (bo chyba tak można to określić; wokalistka przyciągała sto procent uwagi i nikt nie patrzył na pozostałych muzyków, dopóki nie zaczęła ich przedstawiać) wydali pierwszy album, „Alloy” i zaprezentowali materiał niemal wyłącznie z niego. Ostre gitary, równie potężne wokale Sommerville i mnóstwo dobrych melodii spowodowały, że Trillium przyjęto bardzo entuzjastycznie. Mocny, czysty głos (w jednym z utworów wokalistka część zwrotki odśpiewała a capella), wspaniały kontakt z publicznością i przebojowy, świetnie sprawdzający się podczas występów na żywo repertuar – czego chcieć więcej? Większość utworów była szybka, dynamiczna, toteż publika miała klaskaniem obrzękłe prawice, jak napisał kiedyś poeta.




Nie wiem, kto zrobił taką krzywdę wokalistce koszmarnym teledyskiem, ale na żywo z bliska (udało mi się z nią chwilkę porozmawiać po koncercie, gdy podpisywała płyty) wygląda o wiele lepiej. I jest super sympatyczna. Dodam jeszcze, że gdy Amanda przedstawiała swoich muzyków, informowała także, z jakich miast pochodzą.

Trillium


Delain pojawili się na scenie mniej więcej kwadrans po 21 i od razu można było zobaczyć, jak silna jest grupa zagorzałych fanów. Krzyki, oklaski, skandowanie nazwy zespołu i mnóstwo kartek z napisem „Welcome back” po pierwszym utworze. Wokalistka, Charlotte Wessels, pojawiła się w stroju w stylu „bawarska pasterka idzie na wojnę”, ale z powodu panującego wewnątrz klubu niemiłosiernego upału – bo klimatyzacja rzecz nieznana – pozbyła się wkrótce wielu części garderoby z obuwiem włącznie. Dodam jako ciekawostkę, że supporty w ramach klimatyzacji miały na scenie taki wiatrak biurowy; bardzo zabawnie to wyglądało – choć tak na poważnie to wykonawcy mieli jeszcze goręcej niż publiczność z powodu oświetlenia.

Głowna gwiazda zaprezentowała przekrojowy materiał zarówno z dwóch wydanych już płyt, jak i z najnowszej, która się jeszcze nie ukazała (w tle wisiała płachta z okładką, mocno inspirowaną twórczością Alfonsa Muchy). I materiał nie był szalenie zróżnicowany - Delain wypracowali sobie styl, w którym rzeźbią i chyba tego też oczekują od nich fani. Połączenie ciężkich gitar i melodyjnych refrenów w wypadku Holendrów wypada atrakcyjnie, szczególnie że wokalistka nie sili się na jakieś niby-operowe wycie, więc Delain automatycznie wypadają z szufladki „gotyckiej” i bardzo dobrze.

Delain


Najbardziej interesował mnie nowy repertuar. Delain zagrali kilka propozycji z „We Are The Others” – m.in. utwór tytułowy, „Babylon”, „Electricity”, „Generation Me” i singlowy „Get The Devil Out Of Me”. Podążąją one w kierunku, wyznaczonym na “April Rain” – nic się tu nie zmienia, dobrze więc że nowe kawałki mają przebojowy potencjał, bo o to u Delain chodzi.

Delain

Poza tym było sporo utworów z „April Rain” (m.in. „Stay Forever”, „Go Away”, „Invidia” czy tytułowy) oraz kilka z debiutanckiego LP, „Lucidity” (m.in. „Sleepwalkers Dream”, „Gathering” czy „Sever”). Występ Delain trwał nieco ponad półtorej godziny i uszczęśliwił chyba wszystkich fanów, a i sami muzycy wykazywali sporo entuzjazmu, mimo średniej frekwencji. Na koniec – singiel z nowego CD:






*Nie dla wszystkich.

Podwórko i klatka na Jasnej











Nie za bardzo, niestety, dostępne, z powodów domofonowych. Ale się udało...

sobota, 28 kwietnia 2012

piątek, 27 kwietnia 2012

Wawrzyszew i Wrzeciono z góry

Lasek Lindego.


Wrzeciono a la botwinka.


To wysokie w tle to Chomiczówka.


Po lewej Wawrzyszew, na dole Wrzeciono, w tle Huta.







Widziane z bloku przy Lindego.

czwartek, 26 kwietnia 2012

Rezydencja Opera 2











Rezydencję Opera przedstawiłem kiedyś w cyklu "Gdyby Dynastię kręcono w Warszawie". Ta już się tak bardzo nie załapuje. Udaje elegancki, modernistyczny budynek i nie wiem czy nie lepiej to wygląda niż w "jedynce". Tylko o co chodzi z tą płaskorzeźbą - nawiązania do dekoracji Teatru Wielkiego, że tu Opera i tam Opera? Ep.