piątek, 20 września 2019

Dłuższa linia M2 - stacja Trocka

Niedawno można było obejrzeć trzy nowe stacje linii M2 (Szwedzka, Targówek Mieszkaniowy, Trocka), ale pociągi jeszcze nimi nie jeździły. Wówczas obejrzałem dwie. W niedzielę odwiedziłem już wszystkie trzy, ponieważ metro „wydłużyło się” na Targówek. Z tej okazji skorzystali nie tylko miłośnicy transportu miejskiego – szczególnie szczęśliwi będą ci, którym zaraz potną autobusy niczym Jason Voorhees maczetą – ale i politycy różnych ugrupowań, którzy przy jednej ze stacji metra urządzali łapanki poparciowe. Wracając do przyjemniejszych tematów, na początek pójdzie najdalsza z oddanych stacji, tj. Trocka. Wszystkie nowe budynki oraz wystrój wnętrza są niemal identyczne – różnią je jedynie detale dekoracyjne.

czwartek, 19 września 2019

Ulica Księżycowa

Ulica Księżycowa rozciąga się wprawdzie od Arkuszowej niemal do Conrada, ale jej najciekawszy, brukowany kocimi łbami fragment, znajduje się między Kwitnącą a resztką Aspektu. Samorząd Mieszkańców Chomiczówki i Jesteśmy z Chomiczówki zorganizowali już cztery edycje sąsiedzkiego sprzątania okolic tego niezwykłego miejsca. Niezwykłego, bo wszędzie dokoła bloki, a tu zupełnie inny krajobraz. Wprawdzie zostanie on nieco „ucywilizowany” pobliską trasą (stanowiącą zapewne niespodziankę dla lokatorów nowych bloków), od lat planowaną jako przedłużenie Alei Gen. Maczka, ale należy mieć nadzieję, że Księżycowa pozostanie swoistą enklawą. Oby tylko sprzątania było coraz mniej.

środa, 18 września 2019

Ceramicznie lokalnie na Żoliborzu

Fundacja Ogród Ceramiki zajmuje się – jak można wywnioskować z nazwy, bez elementu zaskoczenia - ceramiką. Na różnych poziomach, bo na swojej stronie wymieniają jako główne punkty działalności nie tylko promocję ceramiki, ale arteterapię, integrację i edukację, wszystko przy wykorzystaniu ceramiki właśnie. Kilka lat temu fundacja zrealizowała projekt „Ceramicznie lokalnie”, na którego jedną z realizacji przypadkowo trafiłem na Żoliborzu. Na bocznej ścianie lokalnego pawilonu parkingowego wyrosły kwiatki, które widać na zdjęciach. A na stronie http://ogrodceramiki.blogspot.com można dowiedzieć się więcej o działalności fundacji.

sobota, 14 września 2019

TARJA "In The Raw" Edel/Ear Music, 2019



Gdy wielką popularność zdobył kilkanaście lat temu zespół Nightwish i jemu pokrewne, zabawnie było obserwować na koncertach „prawdziwe nawiedzone gotyckie fanki”, przebrane w gotyckie czarne suknie, z gotyckim makijażem kapiącym na horrendalne ilości fajansiarskiej, gotyckiej biżuterii. Szczęśliwie, ta moda już przeminęła, muzyka została a zespół Nightwish od tamtej pory ma już trzecią wokalistkę, pozbywszy się dwóch poprzednich.

Tarja Turunen, oryginalna - i uznawana przez wielu za najlepszą - wokalistka Nightwish, wyształcona operowo, po wywaleniu z zespołu kilkanaście lat temu kroczy własną ścieżką. Jej płyty solowe są raz lepsze, raz gorsze, ale nie można podejrzewać artystki o próby schlebiania masowym gustom. Tarja ma ambicję bycia oryginalną a „In The Raw” to zdecydowanie jedna z tych lepszych płyt w jej karierze. O ile ciężko brnęło mi się przez poprzednią, „The Shadow Self”, to „In The Raw” wchodzi doskonale. Dziesięć kompozycji, niektóre z gośćmi - tu wyróżnia się Cristina Scabbia z grupy Lacuna Coil- to optymalna ilość. Tarja wprawdzie odgrażała się, że „surowość” z tytułu płyty będzie się objawiała w kompozycjach, ale nie jest to ani demówka, ani „St Anger”, tylko krążek doskonale brzmiący – na pewno lepiej niż poprzednik – z selektywnym dźwiękiem i łupnięciem, gdzie trzeba. Właściwie to tak samo dobrze brzmią wszystkie solowe albumy Tarji (poza pierwszym, z upopowionym brzmieniem, co jednak przełożyło się na ogromny sukces komercyjny), z tym że tu po prostu kompozycje są dobre. Trzy pierwsze kawałki („Dead Promises” z gościnnym udziałem wokalisty Soilwork, ale tylko w wersji albumowej, „Goodbye Stranger” i „Tears In Rain”) wymiatają a szczególnie w tym pierwszym jesteśmy gdzieś między Nightwish a Helloween czy Accept. Łagodniejszy, ale też wpadający w ucho jest „Railroads” z takim trochę „dziecięcym” bridgem.





Płyta podzielona jest na części, nazwijmy to, bardziej przystępno-przebojową, oraz na część „klimatyczną”, gdzie kompozycje są dłuższe, skomplikowane formalnie i Tarja odjeżdża tam po swojemu. Ale bardzo przyjemnie się tego słucha, chociaż można zaryzykować stwierdzenie, że o ile pierwsza połowa „In The Raw” świetnie się sprawdzi na ulicy czy w samochodzie, to drugiej lepiej może już słuchać w bezpiecznym, domowym otoczeniu. W drugiej części wita nas trzyczęściowy „The Golden Chamber”, gdzie Tarja popisuje się wokalizami na orkiestrowym tle. Kolejny kawałek jest w tym samym klimacie. Trochę ożywia sytuację „Silent Masqurade” w towarzystwie Tommy Karevika z Kamelot. Wyróżnia się też finałowe „Shadow Play” ze zmiennym tempem i chóralnymi zaśpiewami.





Ze słabszych – moim zdaniem – momentów wskazałbym może i ładną, ale banalną jak jej tytuł balladę „You And I”, co nie oznacza, że jest to zła kompozycja, i lekko rozmemłane „Spirits Of The Sea”, zlewające się z sąsiadującymi na płycie kompozycjami.

Oczywiście, w ramach oryginalności musi być „coś”. Tym razem jest to poligrafia albumu – pracochłonna, trzeba przyznać. Kartoniki z wyciętymi kołami w różnych rozmiarach układają się w perspektywę a liternictwo w tytułach piosenek czyni je niemal niemożliwymi do odczytania (połowa wyrazu jest obcięta i obrócona do góry nogami – nieważne). Skoro nie może być lepiej, niech będzie inaczej. A teraz czekam aż Tarja przyjedzie na koncerty…