poniedziałek, 27 maja 2019

NOC MUZEÓW 2019 - zdjęcia różne

Noc Muzeów w tym roku miała, moim zdaniem, o wiele skromniejszą ofertę niż kiedyś. Wzięło w niej udział dużo drobnicy, małych galeryjek i warsztatów, a zignorowały ją niektóre duże instytucje, obecne wcześniej (a przynajmniej milczał o nich informator). Nastawiałem się na zwiedzenie Sali Mauretańskiej w Pałacu Paca (Ministerstwo Zdrowia), ale po dotarciu pod bramę okazało się, iż ministerstwo przestraszyło się, że podczas Nocy Muzeów zaczną w nim prowadzić akcję protestacyjną fizjoterapeuci i… w ostatniej chwili odwołało imprezę u siebie, wieszając na bramie kartki „Odwołane, przepraszamy”. Potem się tłumaczyli względami bezpieczeństwa. Gratulacje. Polska służba zdrowia, włącznie z władzami, nadaje się tylko na przyspieszone kursy eutanazji. Poniżej kilka zdjęć zrobionych w różnych miejscach, głównie na Trakcie Królewskim, przy okazji zażywania Nocy Muzeów. Cóż, czekam na kolejną.

niedziela, 26 maja 2019

NOC MUZEÓW 2019 - Muzeum Geodezji

Każda Noc Muzeów to jakaś niespodzianka. Obok mojego dawnego wydziału – którego w tym miejscu już nie ma – znajduje się Muzeum Geodezji, w którym nie byłem nigdy w życiu. Myślałem, zresztą, że to jakieś maleństwo, a tu okazuje się, że zajmuje trzy najwyższe piętra w kamienicy przy Nowym Świecie 2. Jest to z pewnością ciekawe, choć nie rozumiałem połowy podpisów pod eksponatami (nie jestem ekspertem, jeśli chodzi o urządzenia geodezyjne), ale były też rzeczy, które mnie zaciekawiły, np. sala, poświęcona powojennej rekonstrukcji Nowego Światu, stare aparaty fotograficzne i ortofotomapy. Bonusem były wieczorne widoki przez okno.

sobota, 25 maja 2019

Polsat Super Hit Festival 2019 dzień 2


Ledwo się człowiek otrząsnął (płukanie żoładka, Alkaseltzer, Esperal) po doświadczeniach z piątku, a tu już atakuje gorączka sobotniej nocy z drugim dniem Sopot Super Hit Festival 2019. No i jak tu nie pić?

Koncert rozpoczęli jacyś straszni kabareciarze (Kabaret Skeczów Męczących – istotnie), masakrujący ostatnią piosenkę „Męskiego grania” z dowcipnie przerobionym tekstem: „Nie sika się pod wiatr, gdy wieje w twoją stronę, zostanie mokry ślad, do prania będą spodnie”. Boki zrywać, normalnie Polsat przeszedł sam siebie a dopiero co przed transmisją festiwalu skończył się kolejny odcinek „Kiepskich”. Następnie wystąpiło coś o nazwie SHANGUY – koleś w bluzce po prababci podrygiwał niemrawo i coś mamrotał do mikrofonu a wokół wyginało się sporo tancerek w żółtych, świecących strojach. Zapewne ubrano je tak dlatego, żeby na siebie nie powpadały.

RADIOWY HIT ROKU
Jak głoszą materiały prasowe, „usłyszymy utwory, które królowały na antenach rozgłośni radiowych”. W wolnym tłumaczeniu – za kogo wytwórnia zapłaciła, tego grali. Koncert poprowadzili Maciej Rock, Ola Kot oraz sensacja sezonu, Julia Wieniawa, której sensacyjność polega na tym, że nie bardzo wiadomo, z czego jest znana, ale jest wszędzie. Julia ma głos niczym nadepnięta gumowa kaczuszka i wdziała kreację, której za zadanie było jak najbardziej pokazać cycki. Czyli jakiś tam talent jest.

A oto tak zwane gwiazdy:
• Komodo - "(I just) Died in your arms"
Stary hit Cutting Crew, przerobiony na paprykarz szczeciński. Pan z mikrofonem – trudno go nazwać wokalistą, bo głos leciał z playbacku – dreptał w miejscu i machał lewą ręką. W prawej trzymał mikrofon, więc nią nie machał, ale mógł, bo i tak nie śpiewał na żywo. Wokół gięły się baletnice z nakryciami głowy, imitującymi gigantyczne sukulenty. W Polsacie chyba też nieźle się bawią za kulisami. Chyba niechcący zrobili sobie lewatywę z LSD.
• Brave - "I just called to say I love you"
Kolejna masakra piosenki z lat osiemdziesiątych. Jak widać współczesne wytwórnie mają bardzo wyrafinowane pomysły na kariery obecnych gwiazd. Chłoptaś z mikrofonem bardzo się wczuwał w playback a tancerze udawali ruchy paralityków, porażonych nagle prądem. Było zjawiskowo, niczym na koncercie pieśni wielkopostnych we Władywostoku.
• Mrozu – “Miliony monet”/”Jak nie my, to kto”/”Napad”/”Nic do stracenia”/”Szerokie wody”
Mrozu obchodzi dziesięciolecie scenicznej karie… znaczy, dziesięciolecie działalności art… znaczy, minęła dekada od kiedy zaczęto go pokazywać w radiu i grać w telewizji. Albo odwrotnie. Artysta, jak się okazało, wylansował tak wiele hitów, że zrobił się z tego recital. Mrozu podczas śpiewu próbował frazować, co sprawiało wrażenie poważnego zadławienia. Niestety, artysta nie udusił się od razu i zdołał wykrztusić fragmenty kilku swoich pieśni. Na koniec próbowali go zagłuszyć Sound’n’Grace, ale nie wyszło. Ostatecznie Mrozu podziękował niezliczonej rzeszy czworga fanów i zszedł. Co wrażliwsi słuchacze też zeszli.
• Sławomir - "Miłość w Zakopanem"
Nie bardzo zrozumiałe jest, dlaczego piosenka na festiwalu „2019” pochodzi 2017 roku… a, no tak, no bo Sławomir nie ma innych przebojów. A czemu go w takim razie zaproszono? Bo pewnie wiele za to nie chciał. U boku Sławomira podrygiwała i niestety używała włączonego mikrofonu (słowo „śpiewała” byłoby przestępczym nadużyciem) żona dyrektora. Znaczy, żona Sławomira. Nieważne. Jeszcze dwa-trzy sezony i pożegnamy go jak Feela czy Wiśniewskiego.
• Michał Szczygieł - "Nic tu po mnie"
Przerażone dziecię w dżinsowej katanie obracało się wokół własnej osi, próbując nadążyć za playbackiem. W zasadzie trudno o bardziej trafnie dobrany tytuł utworu.
• Ania Dąbrowska - "Serce nie sługa" i "Z tobą nie umiem wygrać"
Anię potraktowano dość oryginalnie, bo zapowiedź trwała jeszcze, gdy już leciał wstęp do pierwszej z piosenek. Dąbrowska śpiewała, w przeciwieństwie do paru innych osób, na żywo, ale w jej przypadku nie zawsze jest to najszczęśliwsze rozwiązanie. Na szczęście tego dnia nie beczała tak strasznie, jak się jej to zdarza. Serce nie sługa, uszy także…
• Sarsa - "Zakryj"
To prawda, całą twórczość Sarsy i ją samą należy zakryć. Szczelnie. Na wszelki wypadek można też obstawić ekranem dźwiękochłonnym. Artystka miała w ufryzowanych włosach całe pudełko spineczek a na sobie piżamkę, na którą wcześniej po jednej stronie zwróciła jajecznicę a po drugiej denaturat. To naprawdę barwna artystka. Tancerze w ramach choreografii pokazywali tekst piosenki w języku migowym – to dość precyzyjnie określa grupę docelową fanów gwiazdy.
• Paweł Domagała – „Jestem tego wart”/”Wystarczę ja”/ "Weź nie pytaj"
Naprawdę nie ma o co pytać. Pierwsza piosenka przypominała rozwolnienie po Dżemie (wielką literą). Druga przypominała już samo rozwolnienie. Trzecia po prostu nim była. Wszystko na jedno kopyto, głos słabiutki, straszne to. Domagała jest niezłym aktorem (fantastyczna komedia nieromantyczna „Exterminator” – kto nie widział, niech zobaczy), ale niestety stał się sezonową sensacją okołomuzyczną i – jak Sławomira – trzeba będzie przecierpieć tę twórczość przez duże Tfu przez najbliższe dwa-trzy sezony festiwalowe. A potem to już tylko Dni Brukwi w Odrzywole.
• Grzegorz Hyży - "Niech pomyślą, że to ja"
Publiczność chyżo pobiegła w trakcie przerwy po alkohol, gdyż Grzegorz Hyży był bezlitosny. Kolejny artysta, który cierpi publicznie na zatwardzenie. W każdym razie tembr głosu powoduje, że chce się Hyżemu zabrać mikrofon i podać węgiel na żołądek. A publice coś mocniejszego.
• Enej - "Zagubiony"
Enej się zagubił okrutnie, bo zwykle nagrywali ten sam łupucupowaty kawałek a tym razem postanowili zaskoczyć i postawili na balladę. Nie żeby było lepiej, ale jest inaczej. Zawsze coś.
• Gromee feat. Jasper Jenset - "One last time"
Po wielkich sukcesach na zeszłorocznej Eurowizji Gromee powraca. Polega to na tym, że jakiś chłopaczek męczy się z playbackiem a artysta Gromee stoi za stołem didżejskim i się kiwa. Jak niewiele dziś potrzeba, by powstała prawdziwa, szczera sztuka.
• Feel & Lanberry - "Gotowi na wszystko"
Piotr Kupicha stara się dramatycznie reanimować podupadłą karierę za pomocą modnej gwiazdki. I jest to rzeczywiście dramatyczne, ponieważ żadne z nich nie potrafi zaśpiewać tej piosenki. Lanberry coś szemrała a Kupicha piał potwornie niczym kogut, którego kwoka postanowiła oddać wszystkie zniesione jaja do punktu skupu pisanek.
• Margaret - "In my Cabana", „Byle jak”
„Nasz polski towar eksportowy”, jak określono Margaret, ledwo wydyszał piosenkę. Być może w prawidłowym wydobywaniu dźwięków przeszkadzała artystce pierzasta suknia, wyglądająca trochę jak gigantyczny klosz. Takie mamy czasy i takie artystki – nie zapomną się pięćset razy sfotografować z dzióbkiem na instagramie, nie zapomną się modnie ubrać, tylko o lekcjach śpiewu jakoś nie pamiętają. I znów pieśń obroniła się tytułem: „Byle jak”. Nawet gdy wokalistka próbowała symulować zmysłową wokalizę, brzmiało to jak gdyby zacięła się przy goleniu nóg.
• Sound'n'Grace - "Idealnie"
Ci przynajmniej nie fałszowali, co jest wielkim osiągnięciem, jak na festiwal muzyczny. Piosenka lekka, łatwa, przyjemna, może nic specjalnego, ale po popisach Margaret i Kupichy to jak balsam na uszy.
• Gromee ft. Lukas Meijer “Light Me Up”
Gromee już po raz drugi na scenie, by przypomnieć wielki hit eurowizyjny z zeszłego roku. W jego ślady poszły w tym roku kokoszki z Tulii, także nie dostając się do finału. Wokalista wyglądał jak kloszard i męczył się strasznie a Gromee, jak poprzednio, stał za stołem mikserskim i się kiwał.
• C-Bool - "Wonderland"
C-Bool to rzeczywiście jest ból. Koleś w za ciasnych spodniach, które w zamierzeniu miały być modnie ponacinane, a po prostu wyglądały, jak gdyby na nim pękły, coś marudził, a polski didżej reklamował go w trakcie utworu jako gościa ze stolicy country, Nashville. No i wyszło wiejsko, nie da się ukryć.
• Marta Gałuszewska - "Nie mów mi nie"
Laureatka Voice Of Poland miała różowe spodnie, różową marynarkę i różowe włosy. Wokalistka śpiewała, że ucieknie za horyzont, ale niestety nie uciekła, tylko została na scenie i marudziła przez parę minut .
• Agnieszka Adamczewska - "Na wszystko przyjdzie czas"
Być może i na opanowanie pięciolinii też przyjdzie, bo na razie artystka zaprezentowała radosny wyszczerz i miauczenie. Ciekawe, że nawet wspomaganie drugim głosem z playbacku w refrenie niewiele dało. Może należałoby to nazwać po imieniu… eee, znowu?
Niestety, na koniec na scenę wrócił zespół SHANGUY i znów próbował coś od siebie przekazać, tym razem głównie za pomocą francuskojęzycznej wokalistki. W zasadzie trudno to opisać, bo było to tak samo beznadziejne, jak wszystkie poprzednie propozycje i tak samo nikt nie będzie o tym wybryku pamiętać. Więc i my zapomnijmy.

Pięćdziesiąte urodziny Zenona Martyniuka postanowiłem odpuścić. Facet w średnim wieku, śpiewający jak sześcioletnia dziewczynka, to za dużo dla mojej wątroby. Dobranoc.  

NOC MUZEÓW 2019 - Archiwum Akt Dawnych

Archiwum Akt Dawnych – czyli pałac Raczyńskich – przy Długiej to ciekawy obiekt, ponieważ zachowała się w nim mega wypasiona sala balowa, w której miałem okazję wysłuchać godzinnego koncertu muzyki barokowej. Było niezwykle przyjemnie, bo sama muzyka barokowa jest miła dla ucha, a w takich wnętrzach tym bardziej. Zespół pod opieką dr Agaty Sapiechy wykonał kilka kompozycji różnych autorów, powiązanych w różne sposoby z dworem Wazów.