sobota, 18 listopada 2017

Lublin - muzeum Józefa Czechowicza

Józef Czechowicz był lubelskim poetą dwudziestolecia międzywojennego, działającym także w stolicy. Zginął w Lublinie w 1939 roku podczas bombardowania. Jego dość obszerna biografia sieciowa znajduje się pod tym adresem a moje zdjęcia z muzeum poniżej.

piątek, 17 listopada 2017

Lublin - cmentarz prawosławny

Przy ulicy Lipowej w Lublinie znajdują się aż trzy cmentarze - katolicki, protestancki i prawosławny, sąsiadujący z elegancko postawionym tuż obok centrum handlowym.


czwartek, 16 listopada 2017

Klatki z komórki cz.216

Po krótkiej przerwie wracamy na klatki schodowe. Chłodniej się robi, więc czas się schować na przykład na Grochów...




...albo na Służewiec.

sobota, 11 listopada 2017

Lublin - Ogród Botaniczny

Trudno mi opisać ogrom uczuć (wkurwienie, bezsilność, żenada), jakie towarzyszyły mojej podróży do Ogrodu Botanicznego w Lublinie. Jako nietubylec zrobiłem to, co uznałem za logiczne, czyli pojechałem autobusem, który miał na trasie przystanek "Ogród Botaniczny" i wysiadłem tamże. Co więcej, z przystanku nawet była strzałka, w którą stronę się udać. Po dotarciu do parkanu, zobaczyłem zalaminowaną kartkę z informacją, iż wejście do ogrodu znajduje się... półtora kilometra dalej. Trzeba obejść nie tylko cały ogród, ale i osiedle, które jest przy nim zbudowane. Generalnie to ja lubię chodzić, ale po pierwsze, nie w cholerny upał i nie po peryferyjnych dzielnicach z domkami z katalogu, które wyglądają dla mnie obleśnie.

Gdy już dotarłem do głównego wejścia, okazało się, iż usytuowane jest obok przystanku autobusowego (ale zupełnie innych linii, niż te, które jeździły do przystanku "Ogród Botaniczny") i przystanek ów nie ma nic wspólnego z instytucją, przy której się mieści.

W samym ogrodzie już na wstępie zostałem poinformowany, że szklarnie czynne są do 14:00 a dworek Kościuszki (zrekonstruowana chałupka, należąca do rodziny naczelnika) do 15:00. Była 13:10, więc uznałem, że luzik i od razu poszedłem do szklarni. Dostałem w kasie dziwną mapkę, na której teren został narysowany i opisany do góry nogami w stosunku do poruszania się, ale po drodze ujrzałem panią z taczkami, więc uznałem za dobry pomysł spytać czy idę w dobrą stronę do szklarni. Pani na pytanie o szklarnie zrobiła się strasznie nerwowa i uprzedziła, że MOŻE JESZCZE ZDĄŻĘ, bo o 14:00 zamykają. Poinformowałem panią, że jest 13:20 i wg rozkładu mają jeszcze 40 minut pracy. Popatrzyła na mnie jak na ufo, ale za moment dotarłem do szklarni. Myślałem, że skoro tak limitują dostęp do nich i uprzedzają, że mogę nie zdążyć zwiedzić, to jest to tak zwane bógwieco, ale okazało się, iż to dwa zdezelowane inspekty z kupą chaotycznego zielska. Dworek Kościuszki taki sobie, obejrzałem i wyszedłem. Natomiast sam botaniczny całkiem przyjemny i gdyby nie przeszkody w dotarciu tam i z tak zwaną organizacją, pewnie wrażenia miałbym nieco lepsze.

Tak, wiem, panisko z Warsiawy przyjechało i marudzi.