czwartek, 10 sierpnia 2017

Jiří Schelinger - Holubí dům (Supraphon DVD)



Jiří Schelinger, u nas praktycznie nieznany, był wokalistą czeskim, którego lata największej popularności przypadły na ósmą dekadę XX wieku. Może przypadłyby i na kolejną, ale mając zaledwie trzydzieści lat, Jiří Schelinger utopił się w 1981 r. w słowackim Dunaju w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach. Nie wiadomo czy zejście było efektem głupiego zakładu, zażycia tak zwanych substancji, czy miało jakieś bardziej poważne podłoże, np. polityczne. Pozostawił po sobie sporo nagrań, dokonanych w latach 1973-1981, a także rejestracje telewizyjne i wideoklipy, które ukazały się na DVD "Holubi dum", czyli "Gołębnik".

Schelinger na tle swych znacznie bardziej znanych koleżanek i kolegów jawił się nieomal rockowo, nawiązując trochę do Creedence Clearwater Revival a w niektórych miejscach nawet do Led Zeppelin. Komicznie wypada to w zestawie z "typowo czeskim" wyglądem artysty oraz ze scenografią biednie/socjalistycznie/bezmyślnie zrealizowanych klipów. Można więc albo pokontemplować całkiem na poważnie twórczość Jiříego Schelingera bez wizji (tym bardziej, że - jak na Czechów - nagrywał stosunkowo mało kowerów), albo włączyć obrazki i rwać boki, dopóki się nie urwie wszystkich, które się ma. No to rwijmy.



1.Ptaji se lide (1975). Jiri, upozowany na hybrydę Edwarda Hulewicza i Krzysztofa Cwynara, z wielką muchą, stoi jak mumia a zespół w tle udaje, że gra. Najzabawniejszy jest muzyk, uderzający w konga, których nie słychać w nagraniu.

2.Sim-sala-bim (1075). Piosenka o dość enigmatycznym tytule przyozdobiona jest klipem, w którym muzycy stoją w laboratorium. Flecista udaje, że gra na rurze a potem, że wydobywa dźwięk, dmuchając w laboratoryjną kolbę, a reszta przeprowadza dziwne eksperymenty i cudem tylko nie dochodzi do detonacji.

3.Lide jako my (1977). Schelinger, by nakręcić ten klip, musiał opuścić Czechosłowację, gdyż akcja rozgrywa się nad morzem. No, akcja to za dużo powiedziane. Artysta przechadza się po plaży, próbując wzbudzić zainteresowanie otoczenia, ale nawet nikt w niego nie rzucił frytkami.

4.Jahody mrazeny (1978). Piosenkę "Mrożone truskawki" zdobi efektowny riff oraz obrazek, w którym artysta wyładowuje z samochodu dostawczego lody w kubeczkach ku radości zgromadzonej wokół gawiedzi. Tekst, w którym podmiot liryczny został wysłany do sklepu zimą po truskawki i nie wie co zrobić, podczas gdy zapomniał o możliwości zakupu mrożonych owoców, po prostu pomińmy.

5.Moje oci bloudi (1975). Występ telewizyjny w stylu Karela Gotta (jeśli chodzi o strój i fryzurę, także). W tle radosna orkiestra, krzycząca w refrenie "o, ženy, ženy, lá, la, la, la" a artysta na pierwszym planie, w rytmie marsza wojskowego zwierza się, iż jest tyle pięknych kobiet, że sam nie wie, którą wybrać. Biorąc pod uwagę spektakularny koniec kariery, to chyba Ofelia byłaby najlepsza.

6.Coz takhle dat si spenat (1977). Przebrany za kucharza Jiří Schelinger chodzi między publicznością w sali koncertowej, rozdając jakieś produkty spożywcze. W tym samym czasie na scenie tańczy damski balet, owinięty w zielone rajtuzy i liście roślin biurowych.

7.Baca to neprezil (1978). Schelinger jest przebrany za górala. Skrzypek jego zespołu za Cygana z kolczykiem. Schelinger siedzi a "Cygan" wije się wokół niego niczym natrętny komiwojażer.

8.Rene, ja a Rudolf (1974). Rejestracja z imprezy Skody (w tle wielki napis "Gala Skoda"). Wyglądający niczym (stosownie do okazji) taksówkarz stoi sobie skromnie z boku sceny, której środek zajmują tancerze oraz muzycy zespołu Schelingera, poprzebierani za automobilistów sprzed wojny, a poruszający się niczym jej ofiary.

9.Lupic Willy (1981). Artysta i jego zespół grasują po parkingu, zapełnionym ówczesnymi osiągnięciami socjalistycznej myśli motoryzacyjnej, i próbują coś ukraść. Niestety, np. próba otwarcia drzwi w Skodzie kończy się tym, że odpada klamka itp...

10.Leto s tebou (1977). Wakacyjna piosenka z gitarą akustyczną - artysta chodzi po pomoście nad wodą, prezentując piękne kąpielówki w paski.

11.Znam tisic duvodu (1979). Psychodelia, którą zafundowała Ceska Televize - śpiewający na tle starych zdjęć Schelinger wmontowany jest w ujęcia kolorowych witraży. Ciekawe, jak w tamtych czasach prosperowali okuliści.

12.Tak nehraj dal (1980). Pierwszy kower w kolekcji ("Don't Bring Me Down" ELO) i gwiazdorska obsada, bo poza Schelingerem występują jeszcze Petra Černocká, Helena Vondráčková i zmarła niedawno Vera Spinarowa. Całość nakręcono chyba podczas jakiejś gali sportu czy dni młodzieży, bo publiczność stanowią grupy młodych ludzi w jednorodnych strojach, z których część przypomina kostiumy gimnastyczne. Helena gra na perkusji i faktycznie, co widziałem na jej solowym DVD z koncertu, umie na niej grać. Całość jest, oczywiście, tak żenująca, jak tylko może być.

13.Sestra ma me hycka (1978). Smętna, festiwalowa inscenizacja i Schelinger wyfraczony niczym grabarz na weselu. Ciekawym zabiegiem było umieszczenie chórku za prześwitującą kotarą. Miało być artystycznie, ale chórzystki wyglądają, jakby ktoś po prostu zapomniał je odsłonić.

14.Delam hu! (1975). Druga i ostatnia przeróbka ("Hit me across that head with a spoon, mama") a na wizji... dwie marionetki w kształcie dużych ziarenek fasoli z oczami i kończynami, przy których pląsa radośnie Jiří Schelinger we wściekle zielonym garniturku.

15.Moudry strycek Vena (1976). Jiří Schelinger tym razem tańczy na scenie wśród szkieletów laboratoryjnych (!), przyodziany w kamizelę z wzorem, przypominającym obraz kontrolny z tv, a za nim siedzi odziana na ciemno orkiestra. I nie wiadomo, kto powinien być najbardziej zdziwiony tym, co się dzieje na scenie - chyba szkielety.

16.Kartago (1977). Tym razem trochę hardcoru: ujęcia grzebiących w ruinach rozwalonego domu Cyganów przeplatają się z Schelingerem, który męczy w dłoni na wpół żywego ptaka, mającego zapewne w zamierzeniu wzbić się do lotu, ale po przeczytaniu scenariusza do klipu zapadł na autyzm. Potem jeszcze widzimy siostrę zakonną, karmiącą na oko sześcioletnie dziecko przy pomocy butelki, a także górskie pejzaże, filmowane krzywo, zapewne w celu nadania dramatyzmu.

17.Ja se nan (1975). Ta sama sceneria co w pierwszej piosence - tym razem trzęsącego się Schelingera uzupełniają nieruchome zdjęcia z zabaw i bali młodzieżowych. Fascynujące niczym kanapka z chlebem.

18.Jen ty, prave ty (1980). Kiedyś w wesołych miasteczkach były takie elektryczne samochodziki, którymi się jeździło, głównie po to, żeby zderzać się z innymi. Pomiędzy takimi właśnie samochodzikami biega Schelinger, odziany w palto z kożuchem, a z samochodzików wyzierają ówczesne ideały piękności.

19.Sloni bugy (1977). Schelinger siedzi z gitarą w letnim amfiteatrze a ludzie wokół, którym zapewne realizator polecił, żeby jakoś tam się ruszali do piosenki, nie bardzo wiedzą, co ze sobą zrobić, więc niektórzy uprawiają taniec św. Wita a inni stoją, jak kołki.

20.Holubi dum (1973). Do tej piosenki, pierwszego singla Schelingera, nie było teledysku, więc dopiero w 2006 r. telewizja czeska posklejała różne ujęcia artysty, tworząc przypadkowy raczej kompilacyjny klip.

Ale, ale, proszę Państwa, jest jeszcze dział z bonusami - bo czemuż by nie?


1.Evzenie (1976) - znów ten sam program telewizyjny, co w utworach 1 i 17 z części zasadniczej.

2.Hudba radost tva
3.Vyskoc, wstavej, k nam se dej (z H. Vondrackovą)

Utwory z omawianego przeze mnie przy innej okazji strasznego filmu "Romance za korunu" (1975).

4.Nam se libi (1979). Dwie łyse tancerki, przebrane za czerwone kurczaki, wiją się na scenie, a obok siedzi ubrany w czerwone wdzianko (coś pomiędzy ponczo a derką końską) Schelinger. Piosenka przerywana jest wypowiedziami z sondy ulicznej, w której reporter pyta różnych ludzi, jak się im podoba twórczość Schelingera. Ludzie ci zapewne nie widzieli lecącego w tle klipu.

5.Wypowiedź grającego z Schelingerem Frantiska Ringo Cecha. Takie tam wspominki.


To miło, jak coroczna wizyta w czeskich sklepach muzycznych zakończy się jakimś interesującym odkryciem. A to nie ostatnie, jak mniemam...



5 komentarzy:

  1. Mała uwaga: Skoro nagrywał w latach 1973-81, to zapewne szczyt jego popularności był w ósmej dekadzie.
    Po uważnym przeczytaniu tekstu na obejrzenie klipów na razie nie odważyłem się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, tak, racja. Choć domyślam się, że większość wykonawców jest najbardziej popularna, gdy im się zemrze.

      Usuń
  2. I Ty się jeszcze dziwisz, że zakończył życie tak szybko? ;-)

    Jeśli w "Hudba radost dava" na perkusji też gra Vondrackova, to wielki dla niej szacun ;-) Mam wrażenie, że tu Jiri śpiewa wszystko za późno - nie nadąża za instrumentalistami. Jeśli to specjalnie, to ok, ale męczy ucho, gdy jest tak przez całą piosenkę.

    Jednak Węgrzy mieli prawdziwy rock. Teledysków na szczęście za dużo nie widziałem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wygląd mieli też przekozacki. Tu Omega:
      http://static.headbanger.ru/i/2011/1/56784.jpg
      Na szczęście to przeżyli.

      Usuń
    2. Myślałem,że Abba miała tylko czworo...

      Usuń