poniedziałek, 11 czerwca 2012

Na Płatniczej

Na Płatniczej jest - co tu kryć - bardzo ładnie. I od pewnego czasu lubię się nią przejść tak z raz na miesiąc-dwa. Nie za często, ale regularnie. Szczególnie podobają mi się "angielskie" domki przy placu Konfederacji. Trochę mniej menele w okolicy, ale niestety tego uniknąć się nie da. Kościół pw św. Zygmunta z jednej strony nie pasuje do zabudowy, z drugiej już się do niego na tyle przyzwyczaiłem, że uznaję go za integralny element okolicy. Ale nie chciałbym mieszkać w bezpośrednim sąsiedztwie - mieszkająca nieopodal koleżanka twierdzi, że dzwonią dość głośno i solidnie...












6 komentarzy:

  1. Na szczęście mało kto wie o tej ulicy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. dlaczego na szczęście?

    okolica cycuś. trudno nie lubić, ale wiadomo - zero awangardy architektoniczno-urbanistycznej.

    co do dzwonów - chyba można się przyzwyczaić. to znaczy, ja się kiedyś przyzwyczaiłem do dzwonów (chyba dwa razy dziennie dzwoniących). to ma nawet swój vintage urok (o ile nie mieszka się tuż obok, ale tego nie doświadczyłżem).

    dużo gorzej, gdy proboszcz zafuduje sobie elektroniczne kuranty i napierdala nimi przy każdej okazji. tak jest np. u jezuitów na Rakowieckiej.
    tego bym chyba nie zniósł...
    ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się (na śliczności ulicę) i zgadzam się (na niepasujący kościół). Też jestem za tym, żeby takie "zero awangardy" miało swoje stałe miejsce w stolicy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja u siebie słyszę te z Rakowickiej. Na szczęście ("dlaczego na szczęście?") cicho. Codziennie o 21.00 jest pieśń "Apel Jasnogórski". Dobrze, że o 21.37 nie ma "Barki".

    OdpowiedzUsuń
  5. z Rakowickiej, czy z Cmentarza Rakowickiego?

    OdpowiedzUsuń
  6. Przpraszam, rz, al ni działa mi na klawiaturz litrka "".

    OdpowiedzUsuń