środa, 9 maja 2012

SUNSTORM „Emotional Fire” Frontiers 2012




Nie za bardzo rozumiem, po co płyta ukazuje się jako Sunstorm, skoro tak naprawdę to kolejny solowy album Joe Lynn Turnera, któremu przygrywają muzycy Pink Cream 69. Niby to wspólny projekt, ale tylko JLT ma swoje podziękowania i zdjęcia w książeczce do płyty (JLT wygląda na nich, jak połączenie Tiny Turner i E.T.). Widać panowie mieli ambicję, co by oddzielić twory, firmowane przez JLT solo, od płyt Sunstorm. Biorąc pod uwagę jakość autorskiego materiału JLT w zasadzie trudno się dziwić.

Joe Lynn Turner to specyficzna postać. Z jednej strony trudno odmówić przebojowości piosenkom, które śpiewał niegdyś w Rainbow albo w Deep Purple, z drugiej oskarżany jest o „upopowienie” muzyki obu tych zespołów, choć tak naprawdę za wszystkim stał Człowiek W Czerni a Turner jedynie realizował jego wizję. Turnera w Deep Purple nigdy nie lubiłem, zawsze wydawało mi się co najmniej obciachowe, że natapirowany facet w legginsach wykonuje utwory takiego zespołu z jego muzykami. Zresztą, jego kariera w Purplach nie była długa. Wytwórnia zmusiła pozostałych muzyków do ponownego przyjęcia Iana Gillana na stanowisko wokalisty, ale to już inna historia.

Turner, po latach śpiewania u wykonawców z wyższej półki (zahaczył jeszcze w międzyczasie o formację Yngwie Malmsteena), spadł do niższej ligi i od lat tworzy niszowy AOR dla tych, którzy chcieliby posłuchać nowych nagrań Rainbow, ale ich nie posłuchają, bo Rainbow nie istnieje. Przynajmniej tak tłumaczę sobie powody, dla których JLT wydawał kolejne płyty – dodam, że żadnej nie kupiłem, ponieważ były po prostu nudne i niemelodyjne. Nie ma nic gorszego jak antyprzebojowy AOR. Co ciekawe, sporo porywających kompozycji Turner wykonał jako gość na różnych albumach mniej lub bardziej stałych formacji lub w duecie Hughes-Turner Project.




Na szczęście trzeci album Sunstorm udał się bardzo. Miłośnicy lekkiego, melodyjnego rocka z hitowymi refrenami znajdą tu dla siebie wiele. Już od początku wiadomo, o co chodzi: „Never Give Up” jest dynamiczne, ale nie łomotliwe. Melodyjne, gitarowe, ale bez szaleństw. Równie miło słucha się stworzonych według podobnej recepty „Emotional Fire”, You Wouldn’t Know Love”, „Torn In Half”. Bujają beztrosko i niezobowiązująco „Wish You Were Here”, „The Higher You Rise” i „Follow Your Heart”. Każdy z utworów zaopatrzony jest w wielogłosowy refren, bardzo łatwo wpadający w ucho, jakąś miłą solówkę i w zasadzie we wszystko, co miłośnicy gatunku otrzymać by chcieli.


Gitary są – jak to w AOR – melodyjne i nie za ostre. Jeśli nawet pojawi się mocniejsza zagrywka, przykrywa ją zaraz syntezatorowa pierzyna, co by nie posądzić autorów o jakieś hardrockowe intencje. W wielu utworach pobrzmiewają sobie przywołane celowo brzmienia lat osiemdziesiątych, szczególnie w partiach instrumentów klawiszowych. Już przy okazji młodych zespołów pisałem, że istnieje zapotrzebowanie na tego typu twórczość i dźwięki, skoro młodziaki się za to biorą – ale jak widać, i weterani nie zamierzają spoczywać na laurach. Warto odnotować dobrą formę wokalną Turnera, który zaliczył już szósty krzyżyk, ale nie zamierza udawać się na muzyczną emeryturę.


Ballady są dwie – męcząca „Lay Down Your Arms” i zamykająca płytę,niby niedługa a ciągnąca się niczym smród za wojskiem “All I Am”. Opuszczenie przynajmniej jednej z nich nie spowodowałoby, moim skromnym zdaniem, żadnej ujmy dla ludzkości.


A gdzie jest zgrzyt? Ano, jakby to ująć. Nie wszystkie piosenki na tej płycie to kompozycje nowe. Trzy (tytułowa, „Gina” i „You Wouldn’t Know Love”) pojawiły się w latach osiemdziesiątych na płytach innych wykonawców, u których JLT śpiewał chórki: wielkiego rockmana Michaela Boltona i Cher. I o ile wersje Turnera są niezłe, to np. produkcja i realizacja dźwięku brzmi o wiele lepiej u Cher niż na nowym krążku Sunstorm. Nie da się ukryć, że dwadzieścia parę lat temu Warner dał Cher więcej na produkcję niż Frontiers Turnerowi w 2012.


Turner tym razem nie podpisał się pod żadną z kompozycji, ale biorąc pod uwagę, że pozostałe nowe kawałki brzmią bardzo przyzwoicie, oraz to co napisałem powyżej o jego płytach solowych, strata jest chyba niewielka. Projekt graficzny okładki może lepiej przemilczeć - nie kopie się leżącego. Lepiej słuchać niż oglądać…



2 komentarze:

  1. No cóż, kryzys dotyka wszystkich, nawet Dżo Lyn Terner musi się wycierać w dolnej półcje AORu, nie ma to tamto ale w końcu pieniądz nie śmierdzi ani nie śpi ;) Posłuchałem tych dwóch kawałkow coś pan tu zamiescił i po płytę wiem, że sięgać nie bedę :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam Joe L Turnera. Wiele jego piosenek właśnie jest melodyjnych! Trochę niezrozumiały ten zarzut. To jeden z najlepszych wokalistów i z pewnością w ostatnich latach niezasłużenie zbyt mało popularnych. W naszym kraju też. Choćby płyta z Purplami z 1990 roku (może inna niż poprzednie), ale jest naprawdę świetna i profesjonalna. I styl Purpli jest tam też zachowany. Interesujące są też takie magiczne wstawki i połączenia harmoniczne i utwory wpadające w ucho. Poza tym każda formacja czy to Fandago,Rainbow, DeepPurple czy Sunstorm czy nawet solowe płyty z lat 90-tych są jednak nieco inne zarówno pod względem brzmienia, epoki i piosenek. Ciekawe ,na marginesie, czy jakiś nasz ,rodzimy wokalista czy zespół tak znakomicie śpiewał i komponował jak Turner. Bardzo chcę, żeby przy okazji europejskiej trasy przyjechał ten wokalista do Polski.

    OdpowiedzUsuń