niedziela, 8 kwietnia 2012

TALK TALK „The Very Best Of – Natural History” CD/DVD EMI 2007

Są święta, no to słuchamy muzyki.




Brytyjskie trio (początkowo kwartet) Talk Talk to ciekawe zjawisko muzyczne, które w ciągu niespełna dekady ewoluowało od prostego new romantic gdzieś na obrzeża alternatywy i rocka progresywnego, by zniknąć i już nie powrócić. Grupa dorobiła się zaledwie pięciu albumów studyjnych a składanka „Natural History”, oryginalnie wydana w 1990 roku, obejmuje materiał z czterech pierwszych. Rok potem Talk Talk nagrali ostatni krążek, „Laughing Stock”, i zakończyli karierę. W 2007 EMI – wydawszy miliard innych kompilacji zespołu – powróciło do ”Natural History”, gdyż ta akurat znalazła się dość wysoko na listach przebojów, nie tylko w Wielkiej Brytanii, i wznowiło ją, zaopatrując w dysk DVD z wideoklipami formacji.




Jeśli chodzi o zawartość audio, posiadacze regularnych płyt Talk Talk nie bardzo mają czego szukać. Jedyną perełką jest niewydany na żadnej studyjnej płycie singiel „My Foolish Friend”. Poza tym mamy chronologicznie ułożone utwory z „The Party’s Over” („Talk Talk”, „Today”), „It’s My Life” („Dum Dum Girl”, „Such A Shame” i tytułowy), „The Colour Of Spring” (“Give It Up”, “Living In Another World”, “Life’s What You Make It”, “Happiness Is Easy”) i “Spirit Of Eden” (“I Believe In You”, “Desire”). Zestawy utworów z wersji AD 1990 I 2007 różnią się nieco, ale trzon w postaci rzeczywiście najważniejszych i największych przebojów się ostał. Ze względu na chronologiczny, jak wspomniałem, układ kompozycji, można sobie prześledzić, jak od 1982 do 1988 zmieniało się brzmienie zespołu, jak prostą, dyskotekowo-popową elektronikę zastępowały coraz to bardziej pokręcone dźwięki, jak Hollis z towarzystwem żeglował w coraz bardziej eksperymentalne rejony… ukoronowaniem działalności Talk Talk była nieuwzględniona przy reedycji składaka płyta „Laughing Stock” (bo nie wydało jej EMI), gdzie panowie brzmieli niemal jak King Crimson a o radiowych przebojach można było zapomnieć.





Wznowienie „Natural History” przynosi jednak coś, na co czekali wiele lat fani zespołu – zestaw teledysków do dziesięciu piosenek (w tym „Talk Talk” i „Dum Dum Girl” w podwójnych wersjach). Te także ułożone są w kolejności nakręcenia a najciekawsze pochodzą z dwóch środkowych płyt: w „It’s My Life” widać przede wszystkim przepiękne ujęcia zwierząt, zepsute niestety „artystyczną” animacją (Hollis z zaklejonymi ustami miał ponoć wyrażać protest przeciw używaniu playbacku w telewizji), a w „Life’s What You Make It” zespół gra nocą w lesie, otoczony przez faunę w postaci pająków, robaczków, żab, sów itp. W kilku klipach dzieje się niewiele albo wręcz nic (zespół na ciemnym tle w „Such A Shame” i „I Believe In You” albo na scenie, na którą wieje wiatr w „Living In Another World”), kilka jest z tak zwanym konceptem (chłopiec, przechodzący do różnych pomieszczeń w „Today” czy tłum z zaklejonymi ustami w jednej z wersji „Talk Talk”).Mamy też odsłonę koncertową czyli „Give It Up” (cały koncert wydano także na DVD).

Być może nie są to najważniejsze teledyski w dziejach muzyki, ale dają pewne pojęcie po pierwsze o samym zespole a po drugie o brytyjskiej scenie mainstreamowej lat osiemdziesiątych. Bo wówczas taka muzyka grana była w mediach a Talk Talk było gwiazdą. Dziś przypominani są, niestety w postaci albo kolejnych mniej lub bardziej przypadkowych zestawów z hitami (Asides Besides, Essential, The Collection itp.), albo – cp gorsza – remiksów (zespół pozwał EMI za wydanie bez jego zgody i wiedzy koszmarnego gniota pt „History Revisited” z masakrycznymi, disco-wersjami kompozycji z „Natural History”). Są też kowery, na ogół niegodne oryginałów („It’s My Life” No Doubt). Dlatego wróćmy czasem do korzeni…



2 komentarze:

  1. A to dla mnie był zawsze zespół zagadka - pierwszych kawałków co prawda nie kojarzę, bo ja z innej bajki, ale już wymienione przez Ciebie hiciory - jak najbardziej, zwłaszcza z pokręconych teledysków. Wyglądali mi zawsze na depresyjnych jajcarzy, o ile tacy istnieją.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja miałem już jakiś czas temu sięgnąć po te ich późniejsze płyty i po twoim opisie czuję, że muszę to koniecznie zrobić, bo brzmi bardzo zachęcająco.

    OdpowiedzUsuń