sobota, 15 czerwca 2019

OPOLE 2019- Premiery


„Premiery” to taki koncert festiwalu, gdy polska, opolska publiczność słyszy nowe piosenki różnego rodzaju wykonawców. Słyszy je zazwyczaj po raz pierwszy i – biorąc pod uwagę ich jakość oraz nośność medialną – nierzadko po raz ostatni. Zwykle koncert Premier jest dobrą okazją do tego, by nieco przykurzone tuzy estrady mogły o sobie przypomnieć a następnie zniknąć aż do kolejnego festiwalu, przez nikogo nie niepokojone.

Niestety, zanim zaczęły się zasadnicze występy konkursowe, SŁAWEK UNIATOWSKI wyseplenił manierycznie „Radość o poranku”, która przestała być radosna. Dołączyły do niego KASIA MOŚ, przebrana za Dodę, i KASIA WILK, przebrana za sklep z zasłonami. Kasi Wilk to nawet szkoda; ma dziewczyna kawałek głosu a repertuar tak straszny, że nie może się z nim pozbierać.
Polską opolską publiczność powitały potem zęby Agaty Konarskiej i żywa makieta Artura Orzecha w skali 1:1.
W tym roku premierowymi nagraniami popisywali się:

Olga Bończyk - „Więcej niż kochanek”
Olga Bończyk, z powodzeniem nie robiąca kariery od jakichś trzydziestu lat, zaprezentowała nudną niczym marchewka z groszkiem sambopodobną pioseneczkę, przy której można radośnie otworzyć puszkę z piwem a jeśli nie ma się alkoholu, to można otworzyć piekarnik, włączyć gaz i położyć w nim głowę.

Ania Karwan - „Słucham Cię w radiu co tydzień”
Jeśli ktoś pamięta „Gdzie się podziały tamte prywatki”, to bierzemy rytm z tamtego utworu (ma być takie pastiszowe retro), dokładamy śpiew przez nos (ma być tak niby soulowo) a artystkę przebieramy w suknię Alexis z „Dynastii”. Raczej tej piosenki nie będzie się słuchać w radiu co tydzień.
Patryk Komór - „Hooligan”
Artysta ów sam komponuje, sam pisze teksty, sam nagrywa i sam produkuje. Prawdopodobnie sam też kupi sobie swoją płytę. Tekst nieco przypominał „Jedwab” Róż Europy, ale to lata świetlne. Dykcję i intonację artysta chyba zostawił w domu. Sytuację próbował ratować chórek, ale… Pan śpiewał „Chcę być twoim chuliganem” – posunął się nawet dalej, taki śpiew to po prostu zbrodnia.

Monika Kuszyńska - „Nie ma rady na miłość”
Była wokalistka Varius Manx miała nawet przyjemny, popowy utwór. Niestety, z całym szacunkiem dla poszkodowanej przez los (a w zasadzie przez Roberta Jansona) Kuszyńskiej, nigdy nie dysponowała ona powalającym głosem i to słychać. Acz przynajmniej nie udawała wielkiej wokalistki soulowej z zatwardzeniem i za to jej chwała.

Maciej Miecznikowski & Leszcze - „Studniówka”
„Do dziś mi źle, do dziś mi żal, pali mnie wstyd”… tak zaczęła się ta pieśń i całkiem adekwatnie. Może warto było rozważyć po prostu niewystępowanie w Opolu? Banalny tekst, fatalna melodia, dancingowe wykonanie w najgorszym stylu. Jak można.

Marcin Sójka - „Dalej”
Klawiszowa zawiesina, którą próbował przekrzyczeć wokalista, zwieńczona była nawet niezłym, festiwalowym refrenem (jak na standardy nowoczesnej muzyki popularnej) a koleś nawet nie fałszował. Smutne, że tego typu spostrzeżenia stanowią sensację podczas imprez na żywo. W sumie piosenka jak piosenka, ani źle, ani jakoś szczególnie dobrze.

Izabela Trojanowska - „Wakacyjna miłość”
Kompozytorem tego czegoś jest Jan Borysewicz. Ale tego nie słychać. Jan Bo musiał mieć naprawdę słaby dzień. Rytmy w stylu pijanej Majki Jeżowskiej, jakieś sztuczne dęciaki z syntezatora, całość utrzymana w popowo-reagge’owym stylu. Założeniem było, by piosenka pasowała do etykietki „utwory festiwalowego” – na Dni Brukwi w Obcęgowie jak znalazł. Jak to głosi refren, „z tego nigdy nic nie będzie”.

Szymon Wydra & Carpe Diem - „Odpowiedź”
Radosne rocko-polo w wykonaniu byłego finalisty „Idola”, okraszone łopatologicznym tekstem, miało chyba skrywać jakąś głębszą myśl. Niestety, schowana ona była tak głęboko, że nawet parę głębszych nie pomoże. Melodyjne, lekkie, zupełnie nie absorbujące rzemiosło do zapomnienia od razu po przesłuchaniu.

4Dreamers - „Słowa na pół”
Artur Orzech powiedział, że na widok tych czterech chłopców wiele nastolatek piszczy. Po usłyszeniu twórczości „marzycieli” wręcz chce się krzyczeć. Boysband w najgorszym wydaniu jak za koszmarnych lat 90-tych. Chłopcy sobie podśpiewują cienkimi głosikami, podskakują i muzycznie przypominają Just 5 czy inne podróby Backstreet Boys. Jeden w pewnym momencie nawet spróbował zapiszczeć falsetem i wyszło, jakby ktoś nadepnął na mysz. Koszmar, który może się przyśnić.

Ponieważ zwykle mało kto pamięta zwycięzcę sprzed roku, postanowiono przerwę na obrady jury poświęcić na przypomnienie tegoż. Był nim kwartet Tulia, który przez parę minut próbował uzmysłowić polskiej, opolskiej publiczności, jak brzmi rozklekotany kurnik.

Po Tulii postanowiono zmasakrować stare polskie przeboje w wersjach wykonawców, którzy solowego repertuaru nie posiadają:
„Masz w oczach dwa nieba” Voxu wybuczał i wyseplenił Sławek Uniatowski, który wszystko śpiewa w jednostajnej, zbolałej manierze, niczym peerelowska Matka Polka, stojąca w kolejce po mięso na kartki.

Następnie było jeszcze gorzej, bo gwiazdeczka jednego przeboju, Antek Smykiewicz, porwał się na „Wszystko, czego dziś chcę” Izabeli Trojanowskiej, co było pomysłem nawet nie tyle ekscentrycznym, ile paranoicznym. To piosenka o orgazmie, którego kobieta oczekuje od mężczyzny. Niby tekst przerobiono tak, by pasował do mężczyzny, ale i tak wyszło co najmniej dziwacznie a aranż pogrążył wszystko.

Potem Kasia Moś zmierzyła się z „Drzwiami” O.N.A. – nie fałszowała, ale i zupełnie nie pasowała do tego utworu, robiąc z niego festiwalowy koszmar do bujania (trzeba uważać na chorobę morską).

Mateusz Ziółko męczył się w piosence Patrycji Markowskiej „Świat się pomylił”. Pozytywne jest jednak to, że gdyby śpiewała Markowska, wszyscy męczyliby się jeszcze bardziej.

Kasia Wilk zaśpiewała „Boso” Zakopower, przearanżowane na popową balladę, brzmiało to niczym autorski utwór pani Wilk. Pozbawienie piosenki elementu irytującej ludowizny nawet dobrze jej zrobiło.

Potem przyszedł czas na wręczanie nagród. Nagrodę ZAIKS-u za muzykę otrzymała pieśń Ani Karwan, nagrodę za najlepszy tekst dostała ta sama piosenka, nagrodę jury TVP otrzymała Ania Karwan, a opolską Karolinkę, czyli nagrodę publiczności, otrzymał – dla różnorodności – Marcin Sójka.

Gratulujemy zwycięzcom. Nie martwcie się, za rok ktoś was przypomni polskiej, opolskiej publiczności. Do zobaczenia!

1 komentarz:

  1. Zachęcony twoja wczorajszą recenzją postanowiłem dziś zobaczyć kawałek tego fantastycznego festiwalu. Trafiłem na druga część koncertu "Premiery", która jak mi się wydaje była konkursem na najgorsze wykonanie znanej(nie wszystkim) piosenki. Poziom był równy świetny, gdzieś w okolicach rząpia kopalni "Bogdanka", ale moim zdaniem najlepszy był p. Smykiewicz. Szkoda, że organizatorzy nie wpadli na pomysł dodatkowego konkursu - nie zapowiadać utworów, a publiczność zgaduje tytuł.

    OdpowiedzUsuń