sobota, 9 marca 2019

FRYDERYKI 2019



Amerykanie mają Grammy, Angole mają Brit Awards a my od ćwierć wieku poszczycić się możemy Fryderykami. To nagroda, którą przemysł muzyczny przyznaje sam sobie za swoją zajebistość. Przez jakiś czas były problemy z transmisją ceremonii, bo nikt poza samymi nagradzanymi nie chciał tego oglądać, ale od jakiegoś czasu różne stacje tv litują się i pokazują tę jakże ciekawą imprezę. W tym roku na wysokości zadania stanął TVN.

Święto polskiej muzyki, transmitowane z Katowic, rozpoczęły niewątpliwie urocze dziewczęta z kwartetu Tulia, we wzruszający sposób imitujące dźwięki z wiejskiej grzędy. Artystki w kolorowych obrusach i odwróconych do góry nogami koszach na głowie zostały szybko zepchnięte przez Roksanę Węgiel, dziewczę z Eurowizji Junior. Podczas jej występu jakieś biedne dzieci wykonywały ćwiczenia na przyrządach z sali gimnastycznej w podstawówce. Po jednej zwrotce na scenie pojawił się Baranovski, pan który śpiewał, że chce dokądś pójść – w sumie mógł pójść od razu. Na szczęście każdemu z wykonawców pozwolono zaśpiewać tylko po jednej zwrotce.

Prowadzącą była Magda Mołek we fryzurze, którą prawdopodobnie miała od momentu wstania z łóżka, oraz w dekoracyjnej tkaninie obiciowej. I tak było to lepsze niż drugi prowadzący, Rafał Pacześ, który jest stand-uperem. To taki człowiek, który opowiada żarty tak dobre, że ludzie chcą zrobić stand up i w tył zwrot. Mam nadzieję, że co wrażliwsi widzowie otrzymali od organizatorów pampersy, bo poziom żartów był taki, iż można było popuścić i to dość obficie. Scenografię stanowił, oczywiście, wyszukany ekran ledowy, wyświetlający animacje, przypominające żywe kultury bakterii z reklam jogurtów, tudzież „przykre niespodzianki” z reklam pieluch dla dzieci.

KAYAH zaśpiewała wirtualny duet ze ZBIGNIEWEM WODECKIM. Pan Zbyszek nie miał raczej wpływu na pojawienie się na imprezie, Kayah natomiast przebrała się skrzyżowanie bielinka kapustnika z gęsią domową – miało zapewne być elegancko i rewiowo, ale wyszło jak zwykle.

SKALDOWIE, laureaci Złotego Fryderyka, zaśpiewali „Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał” i „Prześliczną wiolonczelistkę”, czyli niestety przeboje spod znaku „papapa, lalala”, no ale to w sumie występ dla mas... Mimo wieku panowie (i damski chórek) wypadli znacznie lepiej niż niektórzy młodsi wykonawcy. Co sporo mówi o kondycji współczesnej muzyki rozrywkowej. Ale wtedy piosenki pisali albo bardzo zdolni muzycy, albo profesjonaliści, a nie byle panienka ze smartfonem, tworząca w toalecie między zakupami i przedłużaniem plerezy.

AGNIESZKA CHYLIŃSKA uznała za stosowne poinformować zebranych, że ma zły dzień. Jej stylista miał z pewnością jeszcze gorszy. Gwiazda różnych stylów muzycznych wyglądała, jakby właśnie wyszła wyrzucić śmieci. W sumie mogłaby zrobić to z większością swojej solowej twórczości.

Przed występem RENI JUSIS pani Mołek pytała publiczność czy czuje napięcie. Prawdopodobnie było to nawiązanie do fryzury Jusis, która wyglądała, jakby poraził ją prąd. Artystka wykonała „Zakręconą”, męcząc się okrutnie (a słuchacze męczyli się wraz z nią, czyli nie można zarzucić braku interakcji). Znamienne, iż Reni nie została poproszona o wykonanie któregoś z singli z ostatniej płyty.

LANBERRY śpiewała „Nie ma mnie”, ale to niestety nieprawda, bo była. Pieśniarka w żarówiastym komplecie walczyła z odsłuchem, który wypadał jej z ucha. W tym samym czasie trzeźwa część widzów walczyła zapewne w podobny sposób z zatyczkami. Tak to jest, że jak komuś słoń na ucho nadepnie, to potem żadne słuchawki nie pasują.

KATARZYNA NOSOWSKA w peruce afro wykonała „Na pas” i „Joystick” z ostatniej płyty. Wokalistka chyba próbowała tuż przed występem otworzyć słoik z dżemem, bo do ręki przykleiła jej się pokrywka. Utwór zabrzmiał na żywo praktycznie tak samo, jak w studiu, bo tu nie ma już czego psuć.

EDYTA GÓRNIAK, która zderzyła się z dekoracjami z przycmentarnej kwiaciarni, wykonała „When You Come Back To Me” z czasów, gdy próbowała jeszcze robić karierę wokalistki. Głos ma nadal, repertuaru nie ma nadal - i chyba tak już zostanie. Przynajmniej tym razem nie płakała.

KRZYSZTOF ZALEWSKI Zaśpiewał bez większych zmian aranżacyjnych „Przyjdź w taką noc” Niemena. Wprawdzie w chórku jęczały siostry Sistars, ale szczęśliwie nie udało im się tego aż tak bardzo zepsuć. Sam Zalef pożyczył marynarkę od Edwarda Hulewicza, ale na szczęście tylko ją.

KORTEZ wykonał „Hej, wy” przy pianinie. Trudno powiedzieć, że zaśpiewał – raczej sylabizował, bo artysta ma manierę, polegającą na robieniu pauzy między każdą wyśpiewywaną sylabą. Być może to maniera a może skromne środki wyrazu. Dobrze, że chłop w zasadzie przez cały występ siedzi, bo gdyby miał choreografię, trzeba by zastosować defibrylator.

MONIKA BRODKA postanowiła rozprawić się z „Wszystko czego dziś chcę”. O ile Izabeli Trojanowskiej nie można zarzucić nadmiernego talentu, to jednak tamte utwory w tamtych aranżacjach do dziś chętnie są puszczane w radiu i na imprezach. Wersji Brodki raczej to nie grozi – wyprała utwór z melodyjności i nawet pseudo-ejtisowe klawisze niewiele tu pomagają. Brzmi to jak anemiczny soundtrack do zażywania tabletek na bezsenność.

ORGANEK zagrał „Niemiłość”. Brzmi to, jakby napruty Ryszard Riedel śpiewał piosenkę T. Love. Zespół jest barbersko zdizajnowany, więc wygląda modnie. Inspiracje są, wygląd jest, może za jakiś czas nauczą się grać i śpiewać.

MĘSKIE GRANIE w składzie Podsiadło – Kortez – Zalewski wykonał, oczywiście, „Początek”. Zalewski, dysponujący zdecydowanie najlepszym głosem, zdążył szczęśliwie zmienić marynarkę. Nie zmienił, niestety, Korteza, ale nie można mieć wszystkiego. Za to DAWID PODSIADŁO jeszcze raz pojawił się na scenie i zaśpiewał „Matyldę”.

TOMEK LIPIŃSKI niestety, nie zaśpiewał, jedynie wspomniał zmarłego jakiś czas temu Roberta Brylewskiego, z którym przyjaźnił się i razem grał w Brygadzie Kryzys. Córka Brylewskiego odebrała Złotego Fryderyka.

ARTUR ROJEK i Zespół Pieśni i Tańca „ŚLĄSK” mieli wykonać utwór z solowej płyty artysty, „Beksa”. Problemy z dźwiękiem na początku spowodowały, że Magda Mołek zaprosiła do „improwizowanego” tańca Krzysztofa Zalewskiego, potem przez pięć minut żartował stand-uper, aż w końcu wybrzmiał planowany utwór. Panie ze „Śląska” śpiewały basem a Rojek sopranem, czyli wszystko po staremu.

Z ciekawostek można było odnotować obecność na scenie (jako wręczającego) Zbigniewa Namysłowskiego, który nie za bardzo wiedział, gdzie jest. Co w zasadzie dobrze o nim świadczy.

Podsumowując. W tym roku nie było polskich preselekcji do Eurowizji, ale transmisja wręczenia Fryderyków doskonale wynagrodziła ten bolesny brak, jeśli chodzi o jakość.

Dla zainteresowanych – wręczone statuetki:
UTWÓR: „Początek” – Męskie Granie
ZŁOTY FRYDERYK: Skaldowie
DEBIUT: Tulia
PRODUCENT: Lao Che
ALBUM ROKU POP ALTERNATYWNY: Mela Koteluk „Migracje”
KOMPOZYTOR ROKU: Dawid Podsiadło & Bartosz Dziedzic
ALBUM ROKU POP: Dawid Podsiadło „Małomiasteczkowy”
ALBUM ROKU ALTERNATYWA: Nosowska „Basta”
ALBUM ROKU JAZZ: Marcin Wasilewski Trio „Live”
AUTOR ROKU: Dawid Podsiadło
TELEDYSK: „Początek” Męskie Granie
NAJLEPSZA OPRAWA GRAFICZNA: Dawid Podsiadło „Małomiasteczkowy”
NOWE WYKONANIE: Krzysztof Zalewski „Zalewski śpiewa Niemena”
ALBUM ROKU MUZYKA ŚWIATA: „Warszawskie Combo Taneczne „Sto lat, panie Staśku”
ALBUM ROKU DLA DZIECI: Natalia Kukulska & Marek Napiórkowski „Szukaj w snach”
ALBUM MUZYKA POETYCKA: Stanisława Celińska „Malinowa”
ALBUM MUZYKA ILUSTRACYJNA „Kamerdyner”
ALBUM ROKU COUNTRY: Robert Cichy “Smak”
ALBUM ROKU ELEKTRONIKA: Xxanaxx „Gradient”
DEBIUT ROKU JAZZ: Emil Miszk
ARTYSTA ROKU JAZZ: Marcin Wasilewski
ALBUM ROKU: Behemoth „I Loved You At Your Darkest”
ALBUM ROKU HIP HOP: PRO8L3M "Ground Zero Mixtape", Taconafide"Soma 0,5 mg" i O.S.T.R. "W drodze po szczęście”

2 komentarze:

  1. Szczęsliwie, nie oglądałam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczęśliwie ja też nie oglądałem, ale dzięki temu Marcyś, że Ty bohatersko obejrzałeś, wysłuchałeś i zrelacjonowałeś, mam pełny obraz:)

    OdpowiedzUsuń