środa, 27 lutego 2019

Gdynia - by night

W Gdyni długo nie byłem, jeno parę bajnajtów zrobiłem. O, tak mi się zrymowało.

wtorek, 26 lutego 2019

Gdańsk - pocztówka znad Motławy

Na pożegnanie z Gdańskiem (przynajmniej na jakiś czas) parę widoczków prosto znad zimowej Motławy – prrroszszszszszsz!

poniedziałek, 25 lutego 2019

Gdańsk - dekoracje i takie tam

Gdańsk detalem słynie, więc trudno, żebym tym detalom nie robił zdjęć. Nieważne, że niektóre fotografuję co roku – po prostu bardzo je lubię. Niestety, jakiś czas temu miasto pozazdrościło chyba Wrocławiowi popularności figurek krasnoludków, bo ktoś wymyślił, że w Gdańsku też muszą być takie śmieszne metalowe figurki. No i są – lwy. Oczywiście, sam wybór jest nieprzypadkowy, bo w herbie wielkim miasta (czyli takim, że są trzymacze i dewiza) lwy występują, dzierżąc tarczę, natomiast te uliczne figurki to jakaś masakra. Wygląda to, jak gdyby producent krasnali ogródkowych przeciosał je na coś, udające Simbę z Disneya a na koniec ochlapał... nieważne. No ale cóż… już o wiele bardziej udane są Bachusy w Zielonej Górze, ale krasnali z Wrocławia i tak nic nie przebije. Mam nadzieję, że inne miasta pójdą za ciosem i np. w Pile będzie można skaleczyć się o różne rodzaje pił… albo może nie.

niedziela, 24 lutego 2019

URIAH HEEP „Living The Dream” (Frontiers, 2018). Dwudziestka piątka wyrzuca w kosmos.




Jest taka drobna różnica między artystami w wieku zaawansowanym, iż niektórzy ledwo dają radę i przez sentyment, z szacunku czy ze zwykłego ludzkiego żalu nie pisze się o nich źle (widział ktoś kiedyś złą recenzję płyty Boba Dylana?), a inni zyskują coś w rodzaju nowego kopa energetycznego i zaczynają wymiatać lepiej niż młoda konkurencja. I ten drugi casus od paru lat odnosi się do Uriah Heep, którzy po kilku latach niebytu nagle odżyli i zaczęli nagrywać płyty jedną lepszą od drugiej.

Co się będę patyczkować – „Living The Dream” to jedna z najlepszych płyt Heep z późniejszego okresu działalności – pomijam porównania do oczywistej klasyki z wczesnych lat 70. I tak ostatnimi czasy w jakości nagrań Heep występuje tendencja zwyżkowa, ale na „Living The Dream” panowie sięgnęli szczytów. Tu jest wszystko, za co Heep kochają fani. Energia, której nie ma wiele młodszych zespołów (Heep grają od pięciu dekad, bieżąca płyta jest dwudziestą piątą w karierze), fantastyczne połączenie nowoczesnej produkcji i brzmienia lat siedemdziesiątych, harmonie wokalne i boskie refreny, no i – przede wszystkim – bardzo udane kompozycje.



Krążek wciąga od pierwszych dźwięków – producent Jay Ruston (m.in. Anthrax i, ekhm, Steel Panther) doskonale uchwycił magię, której, co tu kryć, fani od legend oczekują. Obyło się bez różnego rodzaju sztuczek, jest prosto, selektywnie ale na bogato – zresztą, większość płyt Heep jest robiona „pod” koncerty. Przy „Grazed By Heaven” czy wżerającym się bezlitośnie w uszy fantastycznym refrenem „Take Away My Soul” – słusznie wytypowanych na single – noga sama chodzi, urzeka również majestetyczny utwór tytułowy z mało obiecującym początkiem, a potem rozkręcający się jak karuzela Marii Koterbskiej po dopalaczach. Solówki gitarowe i organowe także są godne podziwu – jakiś czas temu Phil Lanzon zrezygnował z cukierkowych syntezatorów na rzecz klasycznych organów Hammonda i jest to z pewnością „dobra zmiana”. Inne hitowe rockery to „Knocking At My Door” (trzeci singiel), “Goodbye To Innocence” czy klasyczne, riffowe oraz okraszone typowo heepowym „aaa” „Rocks In The Road”.

Momentami spokojniejszymi są półakustyczne „Waters Flowing”, również bardzo udane, oraz – zmienne w tempie, utrzymane w klimacie lipcowego poranka „It’s All Been Said”. Album zamyka pogodne i oczywiście chóralne „Dreams Of Yesterday”. Z ciekawostek odnotowałem fakt, iż pod utworem „Goodbye To Innocence” jako jeden z autorów podpisany jest wokalista Bernie Shaw. Nie chcę skłamać, ale nie pamiętam czy kiedykolwiek współtworzył jakiś utwór z repertuaru grupy.

Doceniam – ba, podziwiam – weteranów z Heep, że na żadnej z ostatnich płyt nie umieścili ewidentnej kaszany. Można najwyżej nie przepadać za hard rockiem, ale w tym stylu nowe pozycje Heepów są doskonałe. I niech tak dalej się dzieje.

A na koncercie też byłem, o tym za jakiś czas.


Gdańsk - Łaźnia II

Łaźnia II to – oczywiście – drugi oddział centrum sztuki współczesnej. Pierwsza Łaźnia mieści się w Dolnym Mieście, druga w Nowym Porcie i jest to jeden z niewielu odnowionych budynków w dzielnicy. Niestety, o ile w pierwszej Łaźni zachował się oryginalny wystrój klatki schodowej, w „dwójce” w oczy wali, niestety, ascetyczna nowoczesność. Cóż.

sobota, 23 lutego 2019

Gdańsk - Nowy Port

Nowy Port, jak nazwa wskazuje, to dzielnica portowa w Gdańsku, będąca niegdyś również przemysłową. Położona przy porcie Gdańskim przypomina nieco warszawską Pragę, choć oczywiście zabudowa jest niższa. Piękne kamienice sypią się, brudne elewacje odpadają w większych lub mniejszych kawałkach, pomiędzy nimi snuje się klientela sklepów całodobowych. Oczywiście, gdyby wpompować w to duże pieniądze, można by z tego zrobić cacko, ale nie mam pojęcia jak wygląda kwestia własności gruntu i budynków. Nowy Port jest poza tym oddalony od centrum miasta i trzeba specjalnie do niego pojechać, żeby go obejrzeć. Najbliższą, acz też nie taką bezpośrednio położoną atrakcją jest stadion. Te zdjęcia to tylko niewielki wycinek tego, co można obejrzeć w Nowym Porcie. Byłem tam już wcześniej dwukrotnie i za jakiś czas pewnie wrócę.

piątek, 22 lutego 2019

Gdańsk - Wrzeszcz

Wrzeszcz to dzielnica Gdańska, dołączona do miasta na początku XIX wieku. Kiedyś o zabudowie letniskowej, potem – po zelektryfikowaniu i założeniu kanalizacji – o zdecydowanie miejskim charakterze. Wrzeszcz nie został zniszczony podczas wojny, ale niektóre jego kamienice od lat wymagały remontu. Na szczęście jakiś czas temu ruszyła rewitalizacja dzielnicy, dzięki której coraz mniej się tam sypie.