wtorek, 25 czerwca 2019

Muzeum Etnograficzne - Rzeczy kultowe vol. 1

W Muzeum Etnograficznym kończy się wkrótce (do 30 czerwca) efemeryczna wystawa „Rzeczy kultowe vol.1” – na podstawie ankiety ułożono listę rzeczy, które właśnie jako „kultowe” kojarzyły się ankietowanym. Instalacja prezentuje najczęściej wskazywane obiekty (często w pomniejszeniu lub na zdjęciach, ze względu na gabaryty). Są tu np. lalka Barbie, pralka „Frania”, film „Miś”, fiat 126p itd.

poniedziałek, 24 czerwca 2019

"Camp Blood 5" - film

To jest tak niesamowite, że aż opowiem w całości. Zresztą dużo nie ma do opowiadania.

Jak na film trwający 70 minut, atrakcji co niemiara. Najpierw jest tzw flashback z poprzedniej części, bez wyjaśnienia co się stało z główną bohaterką, która nagle znalazła się w domu (a była w lesie z seryjnym mordercą w masce klauna). Potem bohaterka idzie przez pięć minut filmu na zakupy (obserwujemy jej drogę do sklepu i słuchamy kijowej muzyki), następnie kolejnych pięć minut robi te zakupy, potem wraca przez następnych pięć minut. Podziwiamy ujęcia jeansów i płyt chodnikowych, poręcze i różne schodki po drodze, gazony z kwiatami, wszystkie półki sklepowe, oferty promocyjne, no i równie atrakcyjną drogę z powrotem. Dalej bohaterka wraz z matką (na oko starszą maksymalnie dziesięć lat) oglądają horror "Things" w tv i widzowie kilkanaście (!!!) jego minut oglądają z nimi. I to jedyny fragment nadający się do oglądania.


Kolejnego dnia bohaterka idzie do terapeuty. Uprzednio czyta kartkę, zostawioną jej przez matkę, ale widzowie jej już nie odczytują, bo... kamerzysta nie może złapać ostrości na tekst pisany grubym, czarnym markerem. U terapeuty bohaterka opowiada, co przydarzyło się jej w poprzedniej części i... znów oglądamy fragmenty poprzedniego filmu - przez ponad kwadrans! Terapeuta uznaje laskę za jebniętą, przepisuje jej - uwaga - "mild anti-psychotic" (!!!) i dziewczę z fochem opuszcza gabinet.

Ostatni fragment filmu to bohaterka, siedzącą z dwiema przyjaciółkami, odpowiadająca im o mordercy w masce klauna. Dziewczęta postanawiają... eee... wyjść do pobliskiego lasu, bo tam akurat może się czaić morderca, i go odnaleźć a następnie unicestwić. Większości leśnych scen można się tylko domyślać, bo budżet chyba nie przewidywał oświetlenia. Oczywiście, morderca w masce klauna czyha w krzakach, zabija obie przyjaciółki głównej bohaterki, która nokautuje go trzonkiem od maczety, zaciąga do jakiejś szopy i rozczłonkowuje żywcem a do domu wraca w jego masce. Amen.


Budżet wyraźnie jest mniejszy (30 dolców?), bo całość kręcona jest kalkulatorem a odtwórcy ról, nie nazwę ich aktorami, klepią swoje role, dumni że w ogóle je zapamiętali. Teraz tak: na 70 minut filmu około 15 to inny film ("Things"), około 20 to sceny z poprzedniej części, z 10 minut łącznie zajmują napisy początkowe i końcowe. No i zostajemy z szalonymi 25 minutami premierowego materiału, z czego 15 minut to wspomniane pójście na zakupy w tę i z powrotem.

Teoretycznie ten film to horror- i rzeczywiście jest straszny.

Mokotowska 57 czyli "Krakowiacy i górale"

Kamienica Rodryga Mroczkowskiego przy Mokotowskiej 57 znana jest bardziej jako „Krakowiacy i górale” z powodu zdobiących ją rzeźb. Powstała na początku XX wieku i w dość dobrym stanie przetrwała wojnę (zniszczone zostały oficyny). Właśnie dobiega końca kolejny remont budynku, bo ostatnio zaczął się on sypać a wręcz dosłownie kawałki sztukaterii spadały na ziemię, stanowiąc zagrożenie dla przechodniów. Ponieważ powietrze w Warszawie nie zawsze jest czyste i przejrzyste, ciekaw jestem, jak długo utrzyma się biel dekoracji.

niedziela, 23 czerwca 2019

#bezpieczenstwo - Generation Park

Przy rondzie Daszyńskiego powstało i nada powstaje wiele wysokich biurowców. Na jednym z nich, o swojsko brzmiącej nazwie Generation Park, zawisł powiększony rysunek siedmioletniej Małgosi Podlipskiej. Inwestor zorganizował konkurs plastyczny dla dzieci o temacie #bezpieczenstwo - zwycięska praca została umieszczona na budowie 1 czerwca i będzie wisieć tam przez rok. Na szczęście rysunku nie „zdobią” logotypy sponsorów itp. Bardzo przyjemny pomysł.

sobota, 22 czerwca 2019

"Plany na przyszłość" w Zodiaku

Coroczna wystawa „Plany na przyszłość” prezentowana była już w wielu miejscach. Najnowszą edycję można oglądać do 23 czerwca w pawilonie „Zodiak”. Projekty i realizacje z kilkudziesięciu pracowni architektonicznych dotyczą zarówno nowo powstałych budynków użyteczności publicznej, osiedli mieszkaniowych, jak i rewitalizacji różnych terenów i obiektów. Wstęp wolny.

piątek, 21 czerwca 2019

CLANNAD „Turas 1980” MIG/Radio Bremen, 2018


CLANNAD „Turas 1980” MIG/Radio Bremen, 2018





Moje uwielbienie dla irlandzkiej rodziny trwa już ponad trzy dekady i nic nie wskazuje na to, żeby stan ten miał się zmienić. Szczególnie, gdy pojawiają się takie cudeńka, jak „Turas 1980”. To odnaleziony po niemal czterdziestu latach zapis koncertu Clannad z radia w Bremie. Zespół nie odniósł jeszcze międzynarodowego sukcesu (to stanie się dwa lata po tym występie), ale już słychać pewność i pełen profesjonalizm, jeśli chodzi o wykonanie. Głosy i instrumenty brzmią czyściutko, do tego efektu dopełnia doskonała jakość archiwalnych nagrań.

Z jednej strony wydanie to nie jest obliczone na wielki sukces (niszowa twórczość, mała wytwórnia, brak ewidentnych przebojów), z drugiej wydawcy podeszli bardzo poważnie do zarówno dźwięku, jak i samej poligrafii. Zespół dostarczył fotografie ze swojego prywatnego archiwum, każdy z muzyków skreślił parę słów odnośnie tamtej trasy koncertowej (prócz Padgraiga Duggana, gdyż ten zmarł trzy lata temu), wnętrze albumu zdobi cytat z W.B. Yeatsa… jest bardzo klimatycznie.

Dwa dyski zawierają pełen koncert, podczas którego zespół wykonał materiał z pierwszych kilku płyt, ale jest tu też sporo nagrań, które rejestracji studyjnej nigdy się nie doczekały, a szkoda, choćby otwierające koncert „Turas Carolan”, napakowane wszystkim, co u Clannad w instrumentalach najlepsze. Inny, „Paddy’s Rambles Through the Fields” to solowe okienko Pola Brennana na flecie, “Valparaiso” to opracowanie wiersza irlandzkiego poety Pádraiga de Brún, zaśpiewane a capella z hipnotyzującymi harmoniami, do jakich Clannad przez lata nas przyzwyczaił. Kończące zestaw premierowych kawałków “The Old Couple” to żartobliwa opowieść o skłóconym małżeństwie, które odwiedza diabeł, zabiera kobietę do piekła, ale okazuje się ona tak okropną, wredną osobą, że diabły w piekle wkrótce mają jej dość i zostaje prędko zwrócona mężowi.

Pozostałe piosenki pochodzą z pierwszych trzech albumów grupy oraz mającej się dopiero ukazać „Crann Ull”. Część to kompozycje tradycyjne, zaczerpnięte z kultury irlandzkiej, część to twórczość własna grupy, mamy także „Down By The Salley Gardens”, muzyczną adaptację wiersza Yeatsa. Kilka z tych utworów funkcjonuje w repertuarze koncertowym Clannad po dziś dzień („Nil Se’n La”, „Dulaman”, „Two Sisters” czy „Crann Ull”). Jedyny minus – w zasadzie jeśli chodzi o poligrafię – to brak informacji przy tytułach utworów odnośnie ich autorstwa.



To Clannad jeszcze nie tylko sprzed światowego sukcesu, ale i sprzed flirtu z nowinkami technicznymi. Formacja brzmi bardzo naturalnie, mamy głównie akustyczne instrumenty, gitary, harfę, harmonijkę, flet itp. Jeśli ktoś lubi akustyczne, nasycone folkiem granie (nie oznacza to dwudziestu ballad, choć – istotnie – przeważają stonowane kompozycje), to powinien zdecydowanie „Turas 1980” posłuchać. Muzycy – publiczność także – rozkręcają się w końcówce koncertu. Mocno improwizowane, kończące koncert, „Nil Se’n La” podchodzi już nawet pod jazz rock i muzykę progresywną.

Tytuł zestawu jest nieprzypadkowy. „Turas” to w rodzimej mowie muzyków „Podróż”. Ta, której Clannad podjął się, zaczynając jako amatorski zespół pubowy, a dziś będąc profesjonalną, światową gwiazdą, jest godna podziwu i pozazdroszczenia.


Linia 36 - tym razem zielony tramwaj z Poznania na stołecznych torach


I znów pojechałem zabytkową 36-tką, ale tym razem nie warszawską. Tramwaj, wyprodukowany w 1969 roku, jeździł po Poznaniu – bądź nadal jeździ (jako zabytkowy), jeśli został tylko stamtąd wypożyczony, bo tego nie wiem. Barwy ma zupełnie inne od stołecznych, no i herb Poznania na boku. Ale zawsze bajer przejechać się czymś innym.


czwartek, 20 czerwca 2019

"Love krowe" - wystawa w Galerii Przystanek

W Galerii Przystanek, znajdującej się na ogrodzeniu parku im. Stefana Żeromskiego, można w miłych okolicznościach przyrody i całkowicie za darmo obejrzeć niebywale ciekawą wystawę fotografii autorstwa Witolda Krassowskiego. Choć tytuł jest dość zabawny, „Love krowe” (wzięty z jednego ze ściennych napisów), to sama ekspozycja rzadko dotyczy spraw wesołych: jest to PRL, głównie schyłkowy i mało przyjemny. Kryzys, pijaństwo, siermięga, opozycja i walka aparatu z nią, strajki i zamieszki, a w to wszystko gdzieś tam po cichu wmieszany wypoczynek i rozrywka. Polecam zarówno tym, którzy tamte czasy pamiętają, jak i tym, którzy na szczęście nie muszą. Pokazuję kilka zdjęć na zachętę, a resztę – bo całość jest dość obszerna – proponuję obejrzeć samodzielnie.

środa, 19 czerwca 2019

4 VI 2019 - koncert pod Pałacem Kultury "Wybraliśmy Wolność"

Tomek Lipiński, Muniek, Kasia Nosowska, Mela Koteluk, Daria Zawiałow, Skubas, Olaf Deriglasoff i inni a wszystko pod dowództwem Andrzeja Smolika.