wtorek, 12 czerwca 2018

Tribute to ZBIGNIEW WODECKI (TVN, transmisja 12.06, nagranie 8.06 2018)



Zmarli artyści mają tego pecha, że niewiele mają do powiedzenia w kwestii tego, co stanie się z ich twórczością po zejściu. Najbardziej bolesne są wielogwiezdne spędy, gdzie mniej lub bardziej sensownie dobrani żyjący bezkarnie wyżywają się na tych, co to już nie. W Krakowie odbył się koncert, poświęcony pamięci nieodżałowanego Zbigniewa Wodeckiego. I było, jak było - raz gorzej, raz jeszcze gorzej. Ale czasami nawet przyzwoicie.

SŁAWEK UNIATOWSKI "Zacznij od Bacha". Z braku Bacha zaczęto od Sławka, który zapewne będzie obskakiwać wszystkie koncerty w hołdzie zmarłym, a od kiedy Blondie opublikowali nowe teledyski, zgonów jest jakby więcej. Sławek - niestety - raczej koncertu "ku pamięci" się nie doczeka, bo repertuar własny, no, ekhm, tego... przejdźmy dalej.

HANNA BANASZAK "Rzuć wszystko co złe". Hanna rzuciła wszystko, co dobre, i pofarbowała się na blond, dzięki czemu wyglądała jak siostra Magdy Gessler, względnie Beaty Kozidrak. Podobnie jak i fryzura, utwór nie był najlepiej dobrany do możliwości Banaszak, która rozśpiewała się dopiero w połowie, gdy zaczęła wyć jak czajnik.

IGOR HERBUT "Oczarowanie" Tleniony jęczący blondas w kelnerskim przyodziewku był dowodem na to, że najlepiej, jak piosenki Wodeckiego śpiewa sam Wodecki. A jak Wodecki już nie może, to niewiele kto już może. Publiczność też nie może. Najlepszym fragmentem tej interpretacji było solo na trąbce, ponieważ pan Herbut wówczas milczał.

ANIA RUSOWICZ I KUBA BADACH "Opowiadaj mi tak". Nie bardzo wiem, dlaczego Ania Rusowicz ubrana była w resztki obrusa, wyszarpane wściekłemu psu, ale zarówno ona, jak i Badach, przynajmniej nie zamordowali piosenki tak, jak uczynił to Igor Herbut.

ZDZISŁAWA SOŚNICKA "Z Tobą chcę oglądać świat". Duet wirtualny ze Zbigniewem był, niestety, jedną z niewielu okazji, gdzie można było ujrzeć na żywo rzadko występującą Dzidkę. Głos jej nieco poszedł w dół, waga w górę - niestety, wieloletni brak aktywności scenicznej dał o sobie znać. Mimo to smutny i wzruszający był ten występ z nieobecnym Wodeckim.

GABRIELA KULKA, DARIA ZAWIAŁOW, ANIA RUSOWICZ, SŁAWEK UNIATOWSKI "Znajdziesz mnie znowu". Oryginalnie Wodeckiemu w tym nagraniu towarzyszyły laski z Partity (nawet zachował się śmieszny teledysk z epoki z młodziutką Majewską, wówczas w Particie). Uniatowski zdążył się już przystroić w marynarkę stewarda na promie relacji Świnoujście-Bornholm i buczał do pań, które śpiewały "nananana". Ale piosenka sympatyczna i nie udało im się jej zepsuć.


EDYTA GÓRNIAK "Walc Embarras". Edzia w piżamie pensjonarki sprzed dwóch stuleci najpierw przez pół piosenki szemrała i dyszała, jakby była zatrudniona w zupełnie innej gałęzi biznesu niż estrada. Mniej więcej w połowie utworu Edzi przypomniało się, że jednak jest Edzią i próbowała wyć, ale piosenka krótka, więc na szczęście szybko się skończyła, wycie Edzi również.

WÓJCICKI, TURNAU, HERBUT "Teatr uczy nas żyć". Jacek Wójcicki ma tyle lat, co krakowski Barbakan, ale wygląda i brzmi nadspodziewanie dobrze. To samo Turnau - w tym Krakowie mają jakieś dobre konserwanty; ciekawe czy wątroby też mają w dobrym stanie. Igor Herbut nadal strasznie piał głosem zmanierowanej staruszki, ale strategicznie wciśnięto go między weteranów, dzięki czemu dało się to znieść.

DARIA ZAWIAŁOW "Sobą być". Pani Daria, okrzyknięta jakiś czas temu sensacją, wygląda troszkę jak młodsza siostra Ani Dąbrowskiej, tylko człowieka nie bolą uszy, gdy śpiewa na żywo. Wprawdzie piosenkę wręczono jej dość monotonną, dlatego w refrenie krzyczała, prawdopodobnie po to, by nie usnąć podczas własnego występu, bo głupio tak.

EWA URYGA & ZBIGNIEW WODECKI "When I Fall In Love". Tę piosenkę przerobiono już na wirtualny duet lata temu (Nat King Cole i jego córka, Natalie). Niestety, pani Uryga, ponoć artystka jazzowa, demonstrowała zmanierowane wokalizy, sugerujące raczej niestrawność niż uniesienie artystyczne. Ulga nastąpiła, gdy rozległ się głos Wodeckiego. Wodecki zaśpiewał swoją partię normalnie i lekko, bez ozdobników i rzężenia, i znacznie lepiej to wyszło.

KUBA BADACH "Tylko Ty". Zięć-celebryta umie na szczęście śpiewać i - razem z młodszym od siebie Uniatowskim - będzie obskakiwać okazyjne festyny, bo przez całą swoją karierę nie dorobił się ani jednej autorskiej piosenki, którą ktokolwiek poza najbliższą rodziną będzie z nim kojarzyć. Chociaż tu chyba nawet najbliższą rodzinę można wystawić na ciężką próbę... Badach śpiewa czysto, prezentuje się zupełnie neutralnie i... no właśnie, co z tego?

HALINA FRĄCKOWIAK "Nad wszystko uśmiech twój". Rozczochrana nieco Halinka przypomniała wszystkim, jak cudownie nie radzi sobie z występami na żywo (nie z powodu wieku - w młodości też fałszowała). Halinka z uśmiechem niczym po odurzeniu klejem "Guma arabska", brnęła przez pieśń, podczas gdy publiczność zastanawiała się zapewne czy - jak w kreskówkach - pojawi się zza kurtyny taka długa laska, która ściągnie Halinę ze sceny.

GRZEGORZ TURNAU "Izolda". Jeden z większych przebojów Zbyszka został trochę zanudzony, ale Turnau przynajmniej ładnie zaśpiewał. Fakt że piosenkę należałoby skrócić, ale wówczas niewiele by z niej zostało.

KAYAH & ZBIGNIEW WODECKI "Chwytaj dzień". Wodecki zdążył do utworu nagrać tylko wokalizę, tzw. rybkę, natomiast tekst właściwy nagrała, niestety, Kayah. Było to, naturalnie, lepsze niż to, co Kayah prezentuje na swoich własnych płytach. Artystka ubrana była w kawałek sfastrygowanej zasłony i - naturalnie - nie podarowała sobie na koniec wokalistyki porodowo-agonalnej, na szczęście nie za długo.

LESZEK MOŻDŻER "Improwizacja na temat Pszczółki Mai" - to było jedno z najciekawszych wykonań wieczoru. Po pierwsze, artysta podszedł faktycznie twórczo do tematu a utwór i tak można było rozpoznać. Po drugie - wciągnął do wspólnego gwizdania publiczność. Po trzecie - nie wyła żadna potępiona dusza słowiańskiego soulu, które to dusze muszą udowadniać, że w trzy minuty uda im się pozbyć wnętrzności przez jamę ustną. Możdżer po prostu ukradł cały show i bardzo dobrze.

ALICJA MAJEWSKA & ZBIGNIEW WODECKI "Lubię wracać tam, gdzie byłem już". Alicja każdą piosenkę, nawet z cudzego repertuaru, śpiewa jakby to od początku był jej kawałek. I przychodzi jej to z lekkością. Majewska z Wodeckim występowała co czas jakiś, więc głosy współbrzmiały doskonale. Szkoda tylko, że przy takiej okazji.

GABA KULKA "Panny mojego dziadka". Co by nie powiedzieć o repertuarze Wodeckiego, nie można mu z pewnością odmówić głosu. Co by nie powiedzieć o repertuarze Gaby Kulki, na pewno nie można jej posądzić o nadmiar głosu. Kulka wyglądała jak ciotka Krystyny Jandy i na szczęście w strategicznych momentach ratował ją (tj. zagłuszał) chórek. Zdecydowaną zaletą tej interpretacji było to, że w pewnym momencie dobiegła końca.

BEATA RYBOTYCKA "Nauczmy się żyć obok siebie". Pani Rybotycka, od lat kreowana na krakowską artystkę (a - jak wiadomo - "krakowska" czyli lepsza), której mąż jest z zawodu dyrektorem, najwyraźniej nauczyła się żyć obok siebie a z nauką śpiewu to chyba różnie. W momentach, gdy trzeba było wyciągnąć wyższy dźwięk, publiczność zapewne miała ochotę wyciągnąć nogi.

ANIA RUSOWICZ "Chałupy welcome to". Ani wprawdzie lepiej było w ciemnych włosach, ale wokalu na szczęście nie wymieniła. Czysty, pewny i bardzo przyjemny głos doskonale się sprawdził w piosence o golasach z półwyspu. Ania wprawdzie - ku rozpaczy męskiej części widowni - jedynie poprzestała na śpiewaniu o zrzucaniu ciuchów, ale spoko wodza. Gdy rzeczywistość szołbiznesowa okaże się twarda, zwrot w karierze z pewnością nastąpi.

SŁAWEK UNIATOWSKI "Zabiorę cię dziś na bal". Sławek znów się przebrał (tym razem w konwencji "krupier z Victorii") i strasznie buczał. Być może to kwestia przyzwyczajenia do wysokich tonów Wodeckiego. Ale wstydu nie było, bo Uniatowski śpiewać umie.

MAJEWSKA, ZAWIAŁOW, WÓJCICKI, TURNAU, BADACH "Tak bardzo wierzę w nas". Wyjątkowo dobre wykonanie - Alicja Majewska zdeklasowała młodszą koleżankę, nie mogło być inaczej. Kawałek doskonale przygotowany a wokaliści wyjątkowo zgrani w chórkach, rozpisanych na głosy (a nie unisono). Szapoba i anszuła.

Po tym występie na scenę wniesiono pozostałe gwiazdy wieczoru. Tak na wszelki wypadek, żeby przypomnieć, kogo raczej nie zapraszać na koncerty ku czci. A następnie zniesiono, a przynajmniej te, które nie chciały zejść. A teraz czekamy aż zejdzie kolejna wielka gwiazda, by te bez własnego repertuaru miały gdzie występować.

A co do pana Zbyszka - jeszcze nikt nie wpadł na to, żeby przerobić go na hologram. A przecież wspólne tournee z Anną Jantar i Ryśkiem Riedlem na pewno by zrobiło furorę. Na to też czekamy! The future welcome to!!!

9 komentarzy:

  1. ale bzdury, warszawka to jednak stan umysłu

    daj pokój, marcinek

    OdpowiedzUsuń
  2. chyba sie jednak zgadzam z powyzszym....

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyjkre ale wedlug mnie w 75 % prawdzwe I z tym sie zgadzam - jakkolwiek Majewska bez zarzutow , sosnicka - wzruszajace ze Zbyszkiem Mimo ze glos niestety - brak aktywnosci Daje znac - wojcicki - turnau- uniatowski - poziom Jak zwykle - zbyszek bylby zadowolony - natomuast mlodziez - WIELKI ZAWOD - Nigdy zbyszek na takie interpretacje i aranze nie zgodzilby sie - wbrew opinii piwyzszego - Nigdy !!! Chalupy w Takim wykonsniu ? Rusowicz junior - nie do takich utworow Zbyszka - to jest utwor od poczatku dla wykonawzy mezczyzny - a zacheycanie sie geizdaniem w rytmie Pszvzolki maji - szokujr mnie kompletnie - to nie jest rodzaj interpetacji utworu dla pokolen w takin dniu I przyjsc takiej Okazji - oh zbyszek nie bylby tak oczarowany Jak piwyzszy - sorry �� but truth

    OdpowiedzUsuń
  4. istne bajdurzenie, miej sobie opinię nt. wykonania utworów, ale nie obrażaj ludzi, kiedy to nie jest potrzebne. cały tekst wieje po prostu wiochą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak powszechnie wiadomo, określenia typu: "warszawka', "wiocha", są niezwykle wyrafinowane i nikogo nie obrażają.
      Medice cura te ipso.

      Usuń
  5. "Sławek - niestety - raczej koncertu "ku pamięci" się nie doczeka, bo repertuar własny, no, ekhm, tego..."

    "Hanna rzuciła wszystko, co dobre, i pofarbowała się na blond, dzięki czemu wyglądała jak siostra Magdy Gessler, względnie Beaty Kozidrak."

    "Tleniony jęczący blondas w kelnerskim przyodziewku"

    "Ania Rusowicz ubrana była w resztki obrusa"

    "Głos jej nieco poszedł w dół, waga w górę"

    "Edzia w piżamie pensjonarki sprzed dwóch stuleci najpierw przez pół piosenki szemrała i dyszała, jakby była zatrudniona w zupełnie innej gałęzi biznesu"

    "Jacek Wójcicki ma tyle lat, co krakowski Barbakan"

    "sgerujące raczej niestrawność niż uniesienie artystyczne"

    "Halinka z uśmiechem niczym po odurzeniu klejem "Guma arabska""

    "Artystka ubrana była w kawałek sfastrygowanej zasłony"

    "Kulka wyglądała jak ciotka Krystyny Jandy"

    " Pani Rybotycka, od lat kreowana na krakowską artystkę (a - jak wiadomo - "krakowska" czyli lepsza), której mąż jest z zawodu dyrektorem"

    "Gdy rzeczywistość szołbiznesowa okaże się twarda, zwrot w karierze z pewnością nastąpi."

    OdpowiedzUsuń