piątek, 8 czerwca 2018

55 KFPP OPOLE 2018 "Przebój na mundial"

Prawdziwy Polak lubi kebab, wódkę, powstania i piłkę nożną. Dlatego po zapiciu kebabu wódką można było powstać i  skierować wzrok na 55 KFPP Opole 2018, który rozpoczął koncert "Przebój Na Mundial". Imprezę zainaugurowali Agata Konarska i niezmordowany Artur Orzech, i był to najlepszy występ festiwalu, ponieważ nie śpiewali.

Koncert mundialowy polegał na tym, że wyciągnięci z formaliny artyści minionych epok oraz tacy, których sława przeminęła szybciej niż im się zdawało, wyśpiewali - albo przynajmniej próbowali -  swoje stare hity, a nowe piosenki piłkarskie ubiegały się o miano hitu mundialu, który już za miesiąc. Koncert prowadzili przebrani za kelnerów z "07 zgłoś się" Izabela Krzan (whoever she is), Maciej Kurzajewski, Rafał Patyra oraz wyrazisty niczym sól fizjologiczna Rafał Brzozowski. W przerwach między pieśniami było puszczane obowiązkowe polskie kombatanctwo piłkarskie - niedługo umrą ostatni ludzie, pamiętający zwycięstwa polskiej drużyny, warto więc przypominać. Dość interesujące było podśpiewywanie przez Brzozowskiego "Polskaaaa, biało-czerwoni" na melodię "Go West" z repertuaru... Village People.

MARYLA RODOWICZ wycharczała z trudem "Futbol, futbol", owinięta w plandekę od tira, nawiązującą do sukni z napisem "Małgośka" sprzed czterystu lat. Chórzystki przypominały nieco siostry Godlewskie, tyle że były bardziej ubrane i umiały śpiewać, litościwie zagłuszając samą zainteresowaną. Co jakiś czas na scenie miały miejsce efekty pirotechniczne i balet - byłoby ciekawiej, gdyby je tak połączyć. Chociaż Maryli zapewne nic by nie ruszyło.

KAMIL BEDNAREK, porażka wszystkich logopedów III i IV RP, wykonał utwór "Euforia". Tytułu nie trzeba było się domyślać, bo był podany na ekranie, natomiast nie poinformowano, w jakim języku artysta wykonał owo dzieło. Podkład muzyczny zerżnięty był na chama z "Family Affair" Mary J. Blige sprzed kilkunastu lat. Artystę wspomagał drugi pan, który podskakiwał i czkał coś do mikrofonu - być może był to sufler. Kamil Bednarek miał non stop wyszczerzony uśmiech na twarzy, czyli że albo był bardzo zadowolony ze swojego występu, albo pomylił superglue z gumą do żucia.

LIBER feat. INO-ROS "Czyste szaleństwo". Liber, poznański raper, wystąpił w towarzystwie rzępolącego po góralsku ansamblu. I było tak cudownie żenująco, jak tylko można się było spodziewać. Brzmienia zakopowerowogolcowe, połączone z łopatologicznym szczekaniem Libera, prezentowały się dość ciekawie przy animacjach, przypominających wirujące w kosmosie tabletki na przeczyszczenie.

ANDRZEJ DĄBROWSKI "A Ty się bracie nie denerwuj". Dąbrowski, mimo zaawansowanego wieku, przyzwoicie zaśpiewał swoją starą, straszną piosenkę z lat siedemdziesiątych. Bo większość piosenek piłkarskich jest po prostu straszna. Dąbrowski ma w głosie więcej jaj i melodyjności niż większość młodych wykonawców. I nie pomoże pokazywanie tyłków i cycków. Znaczy, chodzi o tych młodych, nie o pana Andrzeja.

GOLDEN LIFE "Mundialówka". O zespole Golden Life pamiętali już chyba tylko członkowie zespołu oraz ich najbliżsi. Mogłoby tak bez żadnej szkody pozostać, ale - niestety - komuś w telewizji także się o nich przypomniało i zaproszono ich do Opola. Wokalista nadal nie umie śpiewać na żywo a refren "aaaeeeeaaaaoooo, wygra Polska, my wierzymy w to" po prostu porywa. Prosto do łazienki.

BOHDAN ŁAZUKA "Tajemnica Mundialu" czyli słynna "Entliczek Pętliczek". Niestety, czasy gdy pan Bohdan radośnie spacerował z korbą tramwajową po torowisku, to epoka dawno miniona. Obecnie Łazuka sprawia wrażenie, że ledwo zdaje sobie sprawę z tego, gdzie jest. Nie bardzo też wiedział, gdzie jest podkład do piosenki, bo - śpiewając - mocno się z nim rozjechał. O samym śpiewie może nawet lepiej nie wspominać. Polska piłka i tak miała wiele dramatów.

I tu nastąpiło niezwykłe połączenie polskiego piłkarskiego onanizmu i rozwolnienia (naraz): przerwano festiwal opolski po to, żeby pokazać ludziom (także tym, siedzącym na widowni w Opolu) mecz Polska-Chile. W zasadzie, gdyby zorganizowano w jednym obiekcie naraz festiwal opolski i mecz, w trakcie którego piłkarze kopaliby fałszujących wykonawców, byłoby ciekawiej.

Po transmisji meczu, ekscytującej niczym sekcja zwłok pantofelka, przypomniano piosenkę mundialową z 2014, "Świat jest nasz", którą wykonał niestety RAFAŁ BRZOZOWSKI. Artysta prawdopodobnie walczył z ochroną, by wejść na scenę, bo miał potwornie podarte spodnie. Piosenka doskonale pasowała do charyzmy i talentu pana Rafała. Celniej nie można było dobrać. Nie pamięta się nic po wybrzmieniu ostatniej nuty. Poza jedną wątpliwością - czy artysta aby na pewno śpiewał "więc razem sięgajmy po marzeń odbyty". Ale to naprawdę nieważne.

Tu rozpoczął się oficjalnie konkurs PRZEBÓJ NA MUNDIAL. Artyści grają, widzowie smsują (ci, którzy jeszcze są w stanie trafić w klawiaturę).

1.PECTUS "Smak zwycięstwa"
Piosenki piłkarskie to żenada sama w sobie, ale w wykonaniu zespołu Pectus to żenada podwójna. Kiepski podkład z playbacku, przypominający zepsuty plik midi, w tekście obowiązkowe "ooo", "biel i czerwień" oraz to, że "piłka jest okrągła a bramki są dwie". Z powodu problemów z łączem TVP zaproponowała usterkę, polegającą na zniekształceniu dźwięku i to był najciekawszy element tego występu.

2.INO-ROS "Dawaj Polska". Niepokojące już od tytułu dzieło muzyczne polegało na tym, że góralszczyzna pulsowała w rytmie reggae a wokalista wyśpiewywał tekst "Dawaj, dawaj, dawaj, strzelaj lub podawaj". Ile trzeba dawać, dawać, dawać, żeby coś takiego przepchnąć do Opola? Z obowiązkowych frazesów tu było "Póki piłka w grze".

3.RUDNIK "Twój dzień". Wokalista chyba musiał dotrzeć z odległego hotelu na piechotę, bo na scenie miał niemal taką zadyszkę, jak pracownice sekstelefonów erotycznych. Podczas jego występu na scenie obok leżeli panowie w strojach piłkarskich i podrzucali piłkę nogami. Nie sfaulowali, niestety, wokalisty, za to ten sfaulował całą piosenkę. Na amen.

4.ORŁY.PL "Chodź na mecz". Rockowa grupa z Radomia - nie, nie Ira - zaproponowała wiejski, przaśny kawałek z fałszami, który mógłby stanowić atrakcję prowincjonalnego zlotu pijanych motocyklistów. Wokalista krzyczał z zaciętą miną, jakby odkrył, że kumple zeżarli mu ostatni kawałek karkówki.

5.KOMBI "Polska drużyna". O ile bardzo lubię Kombi (nie Kombii) i sam podkład instrumentalny jest typowy dla Łosowskiego, to - co tu kryć - dzięki "piłkarskiemu" tekstowi słuchać się tego nie daje. Inna sprawa, że to był jeden z niewielu występów, gdzie nie fałszowano a produkcja utworu była profesjonalna bardziej niż dyktafon pana Józka z remizy pod Wąbrzeźnem.

6.CHUCHO & HCR "Ole ole". Coś potwornego - dwóch kolesi, machających wytatuowanymi rękami i chodzących po scenie, jak gdyby zgubili się w drodze do toi toia. Nie wiadomo, jaka jest oryginalna melodia utworu, bo fałszowali dość kreatywnie. Jeden z nich dodatkowo seplenił, co z pewnością dodało egzotycznego posmaku całemu występowi.

7.BLONDYN I POLSCY FANI Z IRLANDII, "Lecimy do Rosji". Pomijając niezbyt fortunny tytuł i dramatyczne połączenie słowiańskiego popierdywania z hip-hopem, najlepsza i najzabawniejsza była nazwa formacji. Na scenie wyginało się dwóch panów. Ten, który lepiej pamiętał tekst, był na środku, a ten knurowaty z amnezją dopowiadał tylko niektóre słowa i machał kończynami górnymi.

W ramach uprzyjemnienia (?) przerwy na głosowanie wystąpiła znów MARYLA RODOWICZ, która ledwo zipała "Dalej orły". Maryla miała na sobie kurtkę z doczepionymi sznurkami ze wściekłej snopowiązałki, oraz legginsy, które być może wcześniej były luźnymi spodniami od dresu. Po niej było jeszcze gorzej, bo hicior "Lewandowski, orzeł Polski" wykonał KRZYSZTOF KRAWCZYK, który ledwo ruszał ustami do playbacku, a gdy przekrzywiły mu się ciemne okulary, wyglądał jak Roy Orbison po lobotomii. W tle, rzecz jasna, podrygiwała i udawała śpiewanie utalentowana małżonka pana Krzysztofa. Ale to nie był koniec, bo później jeszcze wystąpił z autorskim projektem ZŁE PSY lider TSA, Andrzej Nowak, i śpiewał: "Ojciec Polak, matka Polka, polskie miasto, polska łąka..." albo "Noszę dumnie polskie barwy, jak rycerze, jak żołnierze..." - tak, to było całkowicie na poważnie. W tej całej polskości Nowak miał na sobie kurtkę w amerykańskie motywy i chór gospel.

Konkurs wygrał - to i tak nie najgorszy wybór - zespół KOMBI a zdecydowanie przegrała go publiczność. Natomiast prawdziwymi zwycięzcami są sprzedawcy napojów alkoholowych, którzy mieli czynne sklepy. Gratulacje także dla operatorów kamer, którzy pokazywali głównie świetnie bawiących się statystów. Brawo!!!

3 komentarze:

  1. Jeśli chcemy uogólniać, to zamieniłbym w pierwszym zdaniu powstania na husarię. Z resztą się zgadzam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na muralach pamiętają powstania.

      Usuń
  2. Wołałem oszczędzić swoje oczy, uszy i wątrobę więc odpuściłem to wielkie wydarzenie ;)

    OdpowiedzUsuń