sobota, 9 czerwca 2018

55 KFPP OPOLE 2018 - DEBIUTY




DEBIUTY to taki nieszczęśliwy nieco koncert w Opolu, który zazwyczaj upycha się o późnej porze. Zresztą, nic dziwnego - skoro rozpoczęło go, śpiewając, małżeństwo RAFAŁ SZATAN i BARBARA KURDEJ-SZATAN, to nie można ryzykować, że zobaczy to jakieś dziecię i dozna skrzywienia estetycznego po wsze czasy. A może to był taki ciepły gest w stronę debiutantów: patrzcie, skoro nawet oni mogą stać na scenie opolskiej i wyć do mikrofonu, to czemu nie Wy?


Zanim jednak na scenie pojawili się debiutanci, ANDRZEJ PIASECZNY olśnił wszystkich bielą swojej klawiatury szczękowej oraz uśpił pieśnią, która była jak wszystkie jego pieśni. Andrzej chciał być modny i do garnituru nie włożył skarpet za to miał przykrótkie spodnie i wyglądał ciutkę niczym uciekinier z zakładu specjalnego.


SIOSTRY MELOSIK, "Batumi". Nie jest to piosenka Filipinek. I całe szczęście. Siostry Melosik są dwie, ale głosiki mają słabe, jak gdyby było ich pół. Nawet nie fałszowały, ale śpiew był cieniutki niczym kawa w Starbucksie. Przyznać jednak trzeba, że przynajmniej po piosenkach piłkarskich słucha się tego bezboleśnie.

KRZYSZTOF IWANECZKO wygrał trzy lata temu The Voice Of Poland a w Opolu zaproponował pieśń o optymistycznym tytule, "Tonę". I rzeczywiście, człowiek ma ochotę się utopić, widząc pana, próbującego sięgnąć w niskie rejestry, których niestety nie posiada, za to robi bardzo dziwne miny. Pieśń to, oczywiście, popowo-elektroniczny rzyg z jęczącym refrenem "toooooooonęęęęęęęęęęę". To, panie, no, szybciej.

EDYTA SKRZYCKA, "Nowy horyzont". Z tekstu niewiele można było zrozumieć poza "uu-oo-o-o". Tym razem miało być chyba pop-rockowo, co sugerowała obecność gitarzysty tuż obok wokalistki. Piosenka wpasowywała się w popularny u nas - i nie tylko u nas - nurt: nijaczyzm doskonały.

DOLLZ zapowiedziano jako "odrobinę psychodelii". Grupa działa od siedmiu lat, co powinno sugerować jakiś rozwój muzyczny. Rozczochrana wokalistka, ubrana w fartuch szkolnej woźnej, artykułowała w bardzo dziwny sposób tekst piosenki "Nibylandia", wydając z siebie dźwięki, przypominające nieco agonię myszy, przytrzaśniętej pułapką. Do tego chórek robiły małe dziewczynki, stojące na bosaka w sukienkach komunijnych. Miało być oryginalnie, no to było.

GOCH. "Kobieta prasująca". Wokalistka wyznała, że najlepsze teksty powstają, gdy prasuje. Chyba jeszcze nie odkryła tej czynności domowej, która powoduje, że jej się lepiej śpiewa. Mimo wszystko, było to i tak o niebo lepsze niż poprzednie propozycje. Nie żeby od razu dobre, no ale...

MICHAŁ SOŁTAN zaczął pisać piosenki i komponować, ponieważ cztery lata temu zakochał się w niejakiej Magdalenie (z wzajemnością) i ona maluje, a on tworzy pieśni. Wypada mieć nadzieję, że związek pana Sołtana jest o wiele bardziej udany niż kompozycja "Dzieje się", którą wykonał w Opolu: jazzująco-męczący gniotek z nadużytym słowem "fajnie" w tekście. A to już niefajnie.

SMALL MECHANICS, "Gęstneją jesienie". Tekst napisał "sam" Pablopavo, co zapewne miało pomóc w promocji tego tworu. Niesamowicie nudny bzdet, ciągnący się niczym guma do majtek, w którym wokalista jęczał okrutnie. Te momenty, w których był refren, odznaczały się tym, iż wokalista jęczał trochę głośniej. Może nazwa Small Anemics byłaby bardziej stosowna.

GIRLS ON FIRE, "Siła kobiet". Reklamę tej piosence zrobiła sama TVP, wyrzucając swojego pracownika, który nie doprowadził do usunięcia piosenki z konkursu. A piosenka była popularna podczas Strajku Kobiet, stąd pragnienie TVP by pozbyć się jej ze swojej anteny. Panie z głosami De Su i sukienkami Supremes próbują śpiewać jak Sistars... cóż, trudno nie przyznać TVP racji.

KAROLINA MICOR, "Ataki".  Artystka poczuła się w obowiązku poinformować słuchaczy o tym, jak to codzienność ją atakuje. W tym celu wyznała, iż atakuje ją telefon, internety, satelity, pistolety itp. Czekamy na sequel, w którym artystkę zaatakują odkurzacz, toster i otwieracz do butelek. Pod koniec artystka fałszowała tak rozpaczliwie, iż można jednak oczekiwać, że pierwszy zaatakuje ją laryngolog.

Ponieważ jeszcze nie wszyscy leżeli pijani - a niektórzy być może nie mogli znieczulić się alkoholem - na scenę zaproszono znów ANDRZEJA PIASECZNEGO, który postarał się znieczulić wszystkich jak leci. Ostatecznie wygrały Girls On Fire, co i tak nie ma żadnego znaczenia, bo za rok - ba, nawet za pół - nikt nie będzie o nich pamiętał. Dobranoc!

2 komentarze:

  1. Cytując klasyka, nawet jakbym złamała wszystko, to wolę słuchać wielu innych rzeczy :) i oglądać:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zęby Andrzeja są jaśniejsze niż moja przyszłość...

    OdpowiedzUsuń