sobota, 3 marca 2018

Polskie preselekcje do konkursu Eurowizji - obejrzałem!!!



Od lat z niewiadomych przyczyn nasz kraj próbuje sił w konkursie piosenki Eurowizji, wysyłając tam denne - nawet jak na Eurowizję - piosenki, po czym nie zajmuje żadnego porządnego miejsca i okazuje się, że albo to spisek sił politycznych, bo nie jesteśmy lubianym narodem (ojej, ciekawe dlaczego), ewentualnie piosenka po porażce zostaje opisana jako "za ambitna" na Eurowizję. Bo my tacy ambitni i tacy ponad wzlatujący.

W tym roku TVP postanowiła wysłać na Eurowizję kogoś nieznanego. Bo w miarę znani artyści, jak już się zbłaźniali na tym osobliwym festynie, mieli później dość poważne problemy z reaktywacją tak zwanej kariery. A wykonawcom nieznanym i tak nic nie zaszkodzi, za to raz w życiu wystąpią dla dużej publiczności za granicą.

Galę prowadził niezmordowany Artur Orzech a rozpoczął występem Mans Zelmerlöw, który podobno wygrał Eurowizję trzy lata temu. Podobno, bo zwycięzcy nie pamięta się zazwyczaj pięć minut po jego występie. Było "Dobrywieciurpolska" oraz nerwowe kopanie przez artystę w szklaną podłogę, jakby chciał sprawdzić czy wytrzyma. Podłoga tak, ze słuchaczami mogło być już różnie. Ale i tak nie było źle na tle naszych reprezentantów. A oto oni:



Pablosson – „Sunflower”
Wokalista Papa Dance, Paweł Stasiak, prawdopodobnie albo przeżywa kryzys wieku (po)średniego, albo pewnego dnia robiąc sobie kawę, sięgnął nie po tę puszkę i sypnął do filiżanki czegoś innego. Pięćdziesięcioletni Stasiak, wbity w ciuchy piętnastolatka (ciut przyciasne chyba, bo miał zadyszkę), zaproponował tradycyjną łupankę, dzięki której wszystkie gospodynie domowe będą miały opanowane tempo tłuczenia mięsa na schabowe. Drobnym problemem było jedynie to, że ani to dobre, ani przebojowe, ani dobrze napisane, ani dobrze zaśpiewane, ani dobrze wyprodukowane, ani dobrze pokazane. Reszta była w absolutnym porządku.



Marta Gałuszewska – „Why don’t we go”
Fantastyczny tytuł. Dlaczego sobie nie pójdziemy, pozostawiając panią Martę i jej radosną twórczość gdzieś daleko, gdzie nie będzie jej słychać...Dziewczę w białym stroju gimnastycznym (niezbyt równo skrojonym), na który narzucony został kanarkowy szlafrok, faktycznie wyglądało, jakby udało się na popisy atletyczne. Dyscyplina: walka z melodią. Niestety, artystka poległa.




Maja Hyży – „Skin (Błysk)”
Artystka znana jest z tego, że była żoną Grzegorza Hyżego, który znany jest z tego, że się z nią rozwiódł. Jeśli śpiewała w łazience domowej tak samo, jak na pre-eurowizyjnej scenie, można chłopa zrozumieć. Zrozumieją to osoby, które mają kota lub psa. Gdy niechcący nastąpi się zwierzęciu na ogon, wydaje ono dźwięk podobny do tego, którego artystka Hyży używa do frazowania.



Future Folk – „Krakowiacy i górale”
Muzyka fusion jest jak kuchnia fusion- najpierw wzbudza sensacje wzrokowe a potem powoduje sensacje żołądkowe. Stanisław Karpiel-Bułecka, krewny Sebastiana, zaproponował tragiczny miks góralskiego zawodzenia i elektroniki. Utwór ten miał jedną niezaprzeczalną zaletę - nie pamięta się go nawet zanim się skończy.



Isabell Otrebus – „Delirium”
Tytuł utworu doskonale opisuje proces twórczy, jakiemu został poddany przed wypuszczeniem do mediów. Odgłosy zacinającej się pralki zostały użyte jako podkład instrumentalny. Isabell nie pomogły efekty w stylu echa, bo i tak nie dało się ukryć tego, iż niezależność artystyczna pani Izabeli nie pozwala jej na trzymanie się zaplanowanej melodii. W momentach, gdy podnosiła głos ("Deeeliiriiijaaaam, deliiiriiijaaaam!!!"), można było odnieść wrażenie, iż dzieje się jej krzywda, a tymczasem działa się ona publiczności. Obrazu rozpaczy dopełniała podarta różowa pelerynka przeciwdeszczowa, której resztki przykrywały owijający artystkę czarny, foliowy worek, zazwyczaj używany do pakowania zwłok.



Gromee feat. Lukas Meijer – „Light me up”
Czy, zgodnie z tytułem, artystom chodzi o to, by publiczność podłożyła ogień pod scenę? Cóż, nie żeby ktoś namawiał do czynów gwałtownych, ale przynajmniej coś ciekawego by się na niej działo. Najlepsze jest, gdy koleś śpiewa "I wanna feel alive" głosem tak anemicznym, że słuchacze zastanawiają się czy nie wezwać karetki. Prezencja sceniczna artystów polegała na tym, że wyglądali, jak zapóźnieni fani Tokio Hotel i Lonstara.



Happy Prince – „Don’t let go”
Jak się dowiedzieliśmy, spotkanie dwóch przyjaciół zaowocowało "ciekawym projektem". Ciekawy projekt polega na tym, że kilka osób podpiera się o instrumenty, starając się nie usnąć, wokalista przy mikrofonie próbuje opierać się o powietrze a w tle pląsa ubrana na biało para tancerzy, której chyba wszystko jedno, do jakiego kawałka tańczy. "It doesn't get better than this", śpiewa artysta pod koniec refrenu. I są to bardzo smutne słowa, bo to dopiero jedna trzecia piosenki...



Saszan – „Nie chcę ciebie mniej”
Obawiam się, że publiczność może chcieć mniej artystki Saszan. Jest to dziewczyna tak utalentowana, że nawet zwrotki musiały śpiewać z nią chórzystki. Saszan chyba przechodziła na scenę przez barierki (może nie chcieli jej wpuścić, i słusznie), bo podarła sobie spódniczkę. Na szczęście biały szlafrok pozostał nietknięty. Nietknięty pozostał też talent artystki, znajdujący się od zawsze w tym samym miejscu.



Ifi Ude – „Love is stronger”
Że niby etno, bo mam afro i nie umiem śpiewać, więc na wszelki wypadek włączymy głośno umc umc, żeby zagłuszało resztki wokalu. Chociaż trudno powiedzieć czy artystka fałszowała, bo autorzy piosenki zapomnieli o napisaniu melodii. Najbardziej dramatyczna była - poza wokalizami - choreografia chórzystów, którzy machali jedną ręką. A pod koniec dramaturgia nasiliła się, bo machali dwiema. Tymczasem w sklepach "Alkohole 24h" machali na obsługę, żeby szybciej podawała towar.



Monika Urlik – „Momentum”
"Jezdę Edytą Hjuston Kieri i będę tak spazmowała, żeby nawet na Paluchu myśleli, że to jakiś podopieczny wydostał się za parkan". Współczuję jurorom, bo nie mogli na chama popijać na wizji, chyba że mieli skitrane pod kreacjami jakieś kroplówki ze spirytusem. Podczas występu nad artystką wirowały sztuczne meteoryty. Szkoda, że sztuczne, bo gdyby któryś z nich spadł, byłby to najlepszy występ tego dnia.



Gdyby ktoś był niedopity, wszystkie piosenki-kandydatki pokazano w skrócie, po czym znowu wystąpił Mans Zelmerlöw, ale chyba z inną piosenką niż na początku. Artyście najwyraźniej podano środki uspokajające (niezbędne podczas prezentacji naszych kandydatów), bo kopał w podłogę rzadziej niż na początku imprezy. Później skrót wszystkich pieśni pokazano raz jeszcze (podejrzewam zmowę TVP z Polmosem) i na scenę wpuszczono zespół Blue Cafe, ponieważ kiedyś tam się kompromitował na Eurowizji. Artystka Gawęda była, jak na swoje możliwości, ubrana całkowicie normalnie. Nie oznacza to, rzecz jasna, zwyżki jakościowej twórczości łodzian, ale nie oczekujmy niemożliwego. Żeby było zabawnie, grupa wykonała inny kawałek niż ten, z którym błaźniła się na Jurowiżyn. A potem znów pokazano skrót wszystkich piosenek w nadziei, że ktoś z widzów którąkolwiek zapamięta, po czym na scenie pojawiła się Kasia Moś z zeszłoroczną polską propozycją na Eurowizję (również w nadziei, że ktoś pamięta). Po wykonaniu ludzie śpiewali Kasi "sto lat", ale nie wiem czy chodziło o jakąś okazję, czy o wyrok.

Artur Orzech zarządził wreszcie prezentację punktów jury, które to punkty przeliczano potem na kilogramy oraz funty szterlingi, no i ostatecznie bilet do Lizbony otrzymuje Gromee - i miejmy nadzieję, że to nie powrotny. A najlepszy był, jak zwykle, Artur Orzech.

5 komentarzy:

  1. Nie wiem czy nie popijali na wizji... jawnie oczywiście nie mogli, ale w takich przypadkach trzeba kombinować. jest na przykład taki wynalazek turystyczny jak "camel bag" - plastikowy pojemnik na napój (w tym przypadku może być wysokooktanowy), który się chowa do plecaka (w tym przypadku można za pazuchą), od której prowadzi rurka, przez którą się pije.

    Oczywiście tak jawnie przez tę rurkę pociągać nie mogli, ale można ją poprowadzić na przykład rękawem, by wychodziła przy mankiecie. I tak - sięgasz po szklankę z woda, niby ją popijasz, a tak naprawdę z rurki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. są też specjalne krawaty z zasobnikami...

      Usuń
  2. świetny wpis. znowu człowiek dostaje rzetelny przekrój możliwości polskiej sztuki współczesnej.

    OdpowiedzUsuń
  3. ... a wybrali i tak najbadziewniejszy (bazuję tylko na zamieszczonych filmikach na TyRurze, występów nie widziałem).

    OdpowiedzUsuń