środa, 14 lutego 2018

WHITESNAKE "The Purple Tour", Rhino 2017

O, 298455309634983 koncertówka Whitesnake!





Trzy lata temu David Coverdale& co wydali "The Purple Album" - płytę, której repertuar stanowiły kowery utworów Deep Purple z czasów, gdy Coverdale był ich głownym wokalistą (1974-6). Oczywiście, Whitesnake ruszyli w trasę, promującą płytę, no i - równie oczywiście - wydali z niej album live. I co? Zonk na początek. Z 13 utworów zaledwie pięć to repertuar Deep Purple. Reszta to sprawdzone hity Whitesnake. Nie żeby było źle, ale nie o to chodziło.


Całość zaczyna się tak, jak rozpoczynało koncerty Deep Purple ery Davida Coverdale w połowie lat siedemdziesiątych: hymnowym, absolutnie hardrockowym "Burn". David ma już dobrze po sześćdziesiątce, ale ze śpiewem nie jest źle, chociaż rani uszy skompresowany dźwięk całości. Z purpurowych piosenek są także balladowe, rozhuśtane i zaśpiewane na dwa głosy, jak na płycie, "The Gypsy", bluesujące "Mistreated" z lamentem porzuconego kochanka, nastrojowe "Soldier Of Fortune" - i te piosenki zostały wykonane z poszanowaniem dla oryginałów, choć oczywiście słychać, że grają Białewęże. Jest jeszcze "You Fool No One", który grupa postanowiła nieco odmienić i umetalowić, ale całości to na dobre nie wyszło, bo o ile w oryginale Ian Paice szalał na perkusji niczym Zwierzak z "Muppet Show", to Tommy Aldridge (jedyny muzyk w grupie starszy od lidera) stuka w perkusję bez wyobraźni, niczym gospodyni domowa, tłukąca mięso na schabowe.


Jeśli o repertuar Whitesnake idzie, grupa (z drobnym wyjątkiem w postaci "Ain't No Love In The Heart Of The City") skoncentrowała się na sprawdzonym repertuarze z lat osiemdziesiątych. I tu nie ma co narzekać: "Here I Go Again", "Love Ain't No Stranger", "Fool For Your Loving", "Still Of The Night" czy "Bad Boys" zadowolą z pewnością wiernych fanów zespołu. Ja osobiście doceniam również fakt, iż na dysku nie umieszczono onanistycznych popisów instrumentalistów, bo w historii Whitesnake niewielu było takich których solówki byłbym w stanie zdzierżyć (dokładniej - było ich dwóch, ale obaj już nie żyją).


Ponieważ jest to zespół Whitesnake, musi wystąpić także odpowiednia porcja żenady - zespół co zrobi teledysk, to jest wesoło... tym razem sprokurowano bardzo, eee, osobliwe wideo do koncertowej wersji "Burn". I nie, to nie jest żart: grupa, otoczona płomieniami, węże pełzające po sprzęcie, jakaś laska z mocnym makijażem i efekty godne najaranego gimnazjalisty, robiącego projekt na informatykę. Gdyby ktoś nie mógł odróżnić, starsza kobieta z mikrofonem na froncie to David Coverdale.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz