czwartek, 13 lipca 2017

KAREL GOTT "Nocni Kral" DVD - Supraphon, 2014


Karel Gott w wieku 77 lat nie przestaje być aktywny. Dopiero pokonał - oby skutecznie - nowotwór i ruszył pełną parą w kolejną trasę. Ponad setka nagranych płyt, wygrywany niemal co roku Złoty a potem Czeski Słowik, bogate życie osobiste i aura luksusu, tajemniczości oraz kolejne udane płyty i tournee uczyniły Gotta legendą czeskiej sceny i - co by nie myśleć o jego repertuarze - zapewne każdy chciałby chociaż na chwilę zaznać przynajmniej ułamka sławy, splendoru, o majątku nie wspominając.


Karel Gott, w miejscu, w którym znalazł się dziś, może sobie pozwolić na luksus celebrowania swojej osoby i swojej wieloletniej (dokładnie od pierwszego singla w 1962 roku) kariery. Czyli robić to, co nie udało się większości naszych gwiazd. Co parę lat ukazują się, poza wydawnictwami audio, także wizualia Karela, prezentujące zarówno jego dorobek koncertowy, jak i wideoklipy. Nikt nie ma tak porządnie skatalogowanej wideografii - ukazały się osobno tytuły, poświęcone kolejnym dekadom kariery Gotta, wypełnione teledyskami i występami z telewizji. Taki też ma charakter "Nocni kral", prezentująca piosenki, jakie Gott wykonywał w programach tv w pierwszej dekadzie nowego stulecia. Znaczna część utworów to przeróbki znanych światowych hitów w języku czeskim -  nasi południowi bracia dość często czerpali ze światowego dorobku (domyślam się, że za socjalizmu prawo autorskie nie działało, podobnie jak u nas). Mamy tu zatem np. "I Drove All Night", spopularyzowane przez Cyndi Lauper i Roya Orbisona (tytułowy utwór z DVD), "Unchained Melody" (Lasko Ma), "I've Got You Under My Skin"(Tebe pod kuzi mam) czy "Music" Johna Milesa (Hudba se mnou vchazi). Karel nie lubi występować sam, dlatego co jakiś czas towarzyszą mu Helena Vondrackova, wokalista zespołu Alphaville, niemiecki raper Bushido czy nieznana u nas, a od dwóch dekad wygrywająca wraz z Gottem Czeskiego Słowika (on jako wokalista, ona jako wokalistka roku) Lucie Bila.




Trzeba być niezwykle odpornym na koturnowy repertuar Gotta, niezmienny w zasadzie od początku kariery - zazwyczaj statyczny, elegancki i wyfraczony Karel prezentuje utwory gdzieś z pogranicza musicalu, rock and rolla, jazzu, swingu i bezpiecznej, eleganckiej muzyki pop. Nawet jeśli w latach 80 miał chwilę słabości z uwspółcześnianiem brzmienia, to obecnie niewiele z tego repertuaru wykonuje bądź - jak w przypadku piosenki "Pulnoc v motelu Stop", psuje to aranżacjami na nowoczesną (obecnie) modłę. Występy Gotta nie są tak widowiskowe jak Jiri Korna (który tańczy i się przebiera) czy Heleny Vondrackovej (która robi to samo co Korn a nawet często z nim w duecie). Karel spokojnie wyśpiewuje kolejne dźwięki a reżyser widowiska telewizyjnego dwoi się i troi, żeby chociaż za głównym artystą cokolwiek się działo - jakiś balet, światła, chórek itp. Chyba w niezmienności Gotta tkwi sekret jego sukcesu, bo fani, wydający od pokoleń pieniądze na bilety i płyty, raczej nie oczekują zmiany wizerunkowej. Podobnie jak fani AC/DC czy Iron Maiden, pardon za porównanie wszystkie zainteresowane strony.



Prócz dość obfitej części zasadniczej (25 kawałków) na DVD znajduje się także skromna sekcja z teledyskami, raczej z tych niskobudżetowych, a także specjalne bonusy, wśród których ciekawostką jest nowa wersja jednego z pierwszych hitów Gotta, "Lady Carneval", w wykonaniu grupy Wanastowi Vjecy, z gościnnym udziałem artysty.

Z jednej strony czasem spadałem ze śmiechu z krzesła, słysząc udyskotekowione "I Drove All Night" (aczkolwiek szybko przypomniałem sobie, że Celine Dion spaprała ten przyjemny kawałek jeszcze bardziej), widząc Gotta śpiewającego "Fur Immer Jung" (czyli Forever Young) z niemieckim raperem, czy oglądając statycznego gwiazdora, przy którym w paroksyzmach wije się niczym nastolatka mocno stjuningowana Helena Vondrackova. Z drugiej strony, wolę zdecydowanie twórczość KG - i mam do niej większy szacunek  - niż do naszych różnych, pożal się Boże, artystów, popularnych wśród ludu, których hity płyną niczym rzeka wymiocin podczas każdego wesela. Na trzeźwo się DVD Karela oglądać nie da, ale Czesi nie słyną z produkcji wody mineralnej, tylko innych trunków, co także może stanowić częściowe wyjaśnienie tego fenomenu.  Na shledanou.



1 komentarz:

  1. No, no Marcyś, pyknąłeś całkiem niezłą recenzję:)

    OdpowiedzUsuń