sobota, 8 kwietnia 2017

LADY PANK Akustycznie. Stodoła, 7 kwietnia 2017.


Niespodzianek nie było. No, w każdym razie niewiele. Stodoła, zapełniona do ostatniego miejsca, po raz kolejny dzielnie przeżyła oblężenie fanów Lady Pank. Nawet podwójne, bo dwa koncerty akustyczne zaplanowano bardzo korzystnie na piątek i sobotę. Ale chyba nie to było głównym powodem zapełnienia sali. Lady przedstawiła standardowy przekrój przez całą swoją karierę, od pierwszej ("Lady Pank") do najnowszej ("Miłość i władza") płyty. Ponieważ koncert miał tytuł "Akustycznie", publiczność została posadzona. Na krzesłach, znaczy się. Acz aranżacje, no cóż... jak się robi koncert akustyczny, można by oczekiwać, że muzycy będą w stanie wykrzesać trochę inwencji i przearanżują to i owo - a tu nic z tych rzeczy. Lejdipankowcy zagrali piosenki tak, jak je grają na co dzień w wersjach elektrycznych a przy dudniącym nieco nagłośnieniu niewiele się to wszystko od elektryków różniło. Jakieś dwadzieścia lat temu ukazał się album (pierwszy z dwóch) "Mała wojna - akustycznie", eksploatujący ówczesną modę na granie unplugged, na którym znalazło się mnóstwo studyjnych poprawek i dogrywek, a ówczesna forma wokalna Janusza Panasewicza pozostawiała nieco do życzenia. Ponieważ wokalista wyszedł na prostą a lider (Jan Bo) co jakiś czas deklaruje, że właśnie przestał pić, formacja ponownie ruszyła w trasę akustyczną i zarejestrowała rok temu album "Akustycznie", który był niestety okrojoną (do 1 CD) wersją obecnej trasy.


Koncert trwał 100 minut i formacja grała non stop. Zero zapowiedzi, krótkie podziękowania i jazda dalej. Faktem jest, że większości pankowych kawałków po prostu nie trzeba zapowiadać. Po wstępie w postaci Młodych orłów i Rozbitków jazda obowiązkowa to oczywiście Zawsze tam gdzie Ty, mniej niż zero, Kryzysowa narzeczona, Zostawcie Titanica, Du Du, Pokręciło mi się w głowie, Sztuka latania, Marchewkowe pole, Stacja Warszawa, Mała wojna, 7-me niebo nienawiści, Tańcz głupia tańcz.


Miłymi niespodziankami były Raport z N., Vademecum Skauta, czy utwory z ostatnich płyt: Mój świat bez Ciebie, Miłość oraz Trochę niepamięci. Lady przedstawiła też graną od pewnego czasu jedną z pierwszych kompozycji Borysewicza dla Budki, Nie wierz nigdy kobiecie. Nie zabrzmiało wprawdzie idealne do akustycznego setu Wciąż bardziej obcy, ale za to nie było koszmaru - a grali to na trasie, bo jest na płycie - Wenus Mars, z uporem lansowanego w mediach.

Muzykom towarzyszył pojawiający się okazyjnie saksofonista (w niektórych piosenkach z epoki partie te wykonywał Cezary Szlązak z 2 plus 1) a we wszystkich Wojciech Olszak, który podczas wieloletniej współpracy z Pankami wsławił się m.in. fatalną płytą "W transie". Być może trasy najpierw orkiestrowa a potem akustyczna to jakiś sygnał braku pomysłów na nowe kawałki, ale dzięki nim grupa powróciła do naturalnych wersji kilku hitów, przez ostatnie dwie dekady prezentowanych w tandetnych aranżacjach z albumu transowego. Od kilkunastu lat Lejdipankom towarzyszy na scenie drugi gitarzysta, Michał Sitarski, wyręczający lidera w, ekhm, momentach niedyspozycji, co na szczęście nie nastąpiło tego wieczora.


No i jak to wszystko wyszło? No dobrze wyszło, niby jak miało wyjść? To był mój kolejny koncert Lady Pank, "zespołu znanego od dziecka" (czas leci, hehe), i na kolejne raczej też się wybiorę. Jak i ci wszyscy ludzie, którzy byli w Stodole  w piątkowy wieczór. Howgh.

6 komentarzy:

  1. Swego czasu, czyli w samych ich początkach, z Lady Pank usiłował konkurować, też wrocławski, Poerox; fajne chłopaki były, dziewczęta sikały po majtkach na dźwięk nazwy, ale im nie wyszło. Znaczy chłopakom, nie dziewczętom;)
    Tak mi się przypomniało, bo ja też wtedy byłam młoda (ale nie sikałam;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znałem wcześniej tej formacji.
      To, że niektóre młode dziewczyny sikały, o niczym nie świadczy, bo w kilka lat później inne młode dziewczyny sikały na dźwięk nazw "New kids of the blocks", "Just 5" itp.

      Aż sobie przesłuchałem to, co z twórczości Poeroksu oferuje TyRura. Może to i dobrze, że wcześniej ich nie znałem :-/
      Niestety, wokalista, który moim zdaniem nie ma ani głosu, ani słuchu, dalej męczy piosenki, np. "Sen o Warszawie" Niemena (Uwaga! Tylko dla ludzi o stalowych nerwach)
      https://www.youtube.com/watch?v=bVPeJdwps2c

      Przy okazji - to moim zdaniem minus internetu. Gdy szukasz czegoś konkretnego, to pewnie to znajdziesz, ale jeśli chcesz rozejrzeć się po jakimś zjawisku, to nie da się. Więc dziękuję Ci Ikroopko, za podanie nazwy zespołu Poerox, mimo że ich twórczość mi się nie spodobała.

      Usuń
    2. Aranżacja Poeroxu zdradza jakieś tam ambicje. Zresztą, nie lubię odgrywania coverów 1:1, bo nie ma to najmniejszego sensu. Że produkcja słaba, to wiadomo, bo i fundusze skromne. Natomiast wokal absolutnie nie do przyjęcia. Czy dziewczęta, wysłuchawszy tego, na pewno nie moczyły się ze strachu?

      Usuń
    3. Na pewno nie;)
      Ale Poerox chyba nie istnieje?

      Usuń
    4. Nagrania w necie są sprzed paru ładnych lat (nie mówię o tych archiwalnych z lat 80, z teledyskami, ale np kower Niemena jest sprzed kilku). Może gdzieś grają lokalnie, klubowo. Niby jakaś aktywność jest: http://band.pl/poerox

      Usuń
    5. H_Piotr, zabieranie się za Niemena niemal zawsze kończy się porażką, to albo brak wyobraźni, albo głupota, które tylko młodośc może usprawiedliwić:)
      ... nawet jeśli jest się córką Niemena:(

      Usuń