piątek, 21 kwietnia 2017

Łazienki - Muzeum Łowiectwa i Jeżdziectwa. Nie, nie i jeszcze raz nie.

Zaprezentowałem tu jakiś czas temu wystawę o warszawskich tramwajach konnych. Pokazana była w   Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa, w którym byłem po raz pierwszy i w części "myśliwskiej" prawdopodobnie ostatni. Żeby nie było - jestem jak najbardziej mięsożerny i nic w tej kwestii raczej się nie zmieni, natomiast, niezależnie od politycznych sporów, zawsze uważałem łowiectwo oraz wędkarstwo rekreacyjne za czynność obrzydliwą. Ganianie zwierząt po lesie dla samego ganiania i frajda z zabicia ich to jakieś potworne wynaturzenie, a triumfalne eksponowanie rogów, głów i całych trucheł jest dla mnie obrzydliwe i nikt ani nic nie przekona mnie, że to fajny męski sport i rozrywka dla całej rodziny. Tym, rzecz jasna, upakowane są muzealne sale - z każdego kąta straszą obcięte głowy z porożami, wypchane świstaki czy dziki. Jest to dla mnie niestrawne, więc przeszedłem przez tę ekspozycję raczej szybszym krokiem, cyknąwszy parę zdjęć na dowód, że byłem. I, jak powiedział kruk, nevermore.








Sytuację ratuje nieco powozownia, którą można zwiedzić bez konieczności oglądania tego, co powyżej.




8 komentarzy:

  1. chyba muszę się tam wybrać i nasrać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyślą, że to wypchany niedźwiedź zrobił.

      Usuń
    2. posturą się zbliżam, ale owłosieniem do polarnego.

      Usuń
    3. Niestety, nie jestem specjalistą w zakresie właściwości ekskrementów różnych rodzajów niedźwiedzi...

      Usuń
    4. nie? jaka szkoda. ale do czego byłoby to potrzebne?

      Usuń
    5. No, żeby zidentyfikować winowajcę.

      Usuń
    6. przecież przyznałem się awansem.

      Usuń
    7. Tu tak. Ale czy w muzeum od razu by o Tobie pomyśleli? No,chyba że zostawiłbyś wizytówkę...

      Usuń