piątek, 24 lutego 2017

Kraków - Sukiennice od środka

Do Krakowa jeżdżę rzadko. Po pierwsze dlatego, że jest to wyjątkowo brudne i zapyziałe miasto, gdzie wystarczy wyjść poza strefę rynku a człowiek ma wrażenie, że wrócił PRL - czarne, brudne od smogu i syfu kamienice, nieremontowane od kilkudziesięciu lat oraz gęsta zawiesina w powietrzu, zyskująca na mocy szczególnie w godzinach wieczornych  to zupełnie inne wrażenia od tych, które mam, zwiedzając Wrocław, Poznań czy Trójmiasto. Po drugie, miałem okazję - bo nie przyjemność - poznać krakowian, rodowitych i naturalizowanych, którzy nie przepuścili żadnej okazji, żeby podkreślić, jaka to Warszawa jest brzydka i niekulturalna, podczas gdy Kraków, ostoja polskości, może poszczycić się swoją stołeczną wielowiekową tradycją, Wawelem, bajglami, lajkonikiem, "Piwnicą pod baranami", jedyną płytą w karierze Ewy Demarczyk sprzed pięćdziesięciu lat i tak dalej. W związku z tym, że z jedną taką jednostką miałem nieprzyjemność przez kilka lat pracować i wysłuchiwać pobłażliwo-protekcjonalnych mądrości, dotyczących wyższości Krakowa nad innymi miejscami świata, a przede wszystkim nad Warszawą, to jakoś moje zainteresowanie tym miastem malało na rzecz miast innych. Zresztą, ostatnio oglądałem sobie pewną stację TV, gdzie dwoje prowadzących debatowało nad aurą, i pan powiedział, że skoro jest ładna pogoda, można odwiedzić jakieś ładne miejsce w Warszawie, na co pani, podkreślająca swój podkarpacko-małopolski rodowód: "W Warszawie? Ładne? HAHAHAHAHA!". Oczywiście, stacja mieści się w Warszawie i pani własnie tu zarabia kasę. Ale nasrać na Warszawę przy okazji można, bo przecież każda okazja jest dobra.

Mimo pewnego rodzaju uprzedzeń w tym roku postanowiłem do Krakowa zajrzeć na dni parę i pozwiedzać kilka muzeów, w których jeszcze nie byłem, lub wrócić do tych, w których byłem, ale mi się podobało. Jak śpiewał krakowski artysta Zbigniew Wodecki, "lubię wracać tam, gdzie byłem już". A przy okazji porobiłem nieco zdjęć, które - po sporym przebraniu - poniżej.


Sukiennice stoją sobie na środku krakowskiego rynku, który - jak wiadomo - jest najładniejszym rynkiem w Polsce, ponieważ jest w Krakowie. Na dole Sukiennic sprzedaje się typowo małopolskie pamiątki jak bursztyn czy matrioszki a u góry wisi nóż, którym według legendy jeden brat-budowniczy zaciukał drugiego podczas budowy bazyliki mariackiej, stąd dysproporcje w wysokości wież. Ptasie łajno gratis. 


W Sukiennicach - poza nożem - wisi wiele znanych osób, np. Helena Modrzejewska. 

Matejko też wisi, w wersji widescreen.

"O, a tamtędy państwo przejdą do parku Ujazdowskiego, ale będę tam przed wami."

Bajania Wernyhory nie poprawiły stanu zdrowia co poniektórych. 

Wanda zdecydowała, że jednak nie będzie kupowała w Kauflandzie.

Pani rudowłosa nie załapała się na Black Friday w sieciówce odzieżowej.

Za to Salome zawsze potrafi podać obiad z głową. 



7 komentarzy:

  1. Kraków to wrzód na ciele kraju. wiedzieli o tym twórcy Nowej Huty, no ale ich starania nie powiodły się - wrzód wchłonął nową, zdrową tkankę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się. Nowa Huta też jest brudna.

      Usuń
  2. Muszę w pełni zgodzić się z tym, co zostało napisane tutaj o Krakowie i osobowości jego mieszkańców.
    Ja wprawdzie urodziłam się w Poznaniu, ale od kilkunastu lat mieszkam w Gdańsku (i jestem zadowolona); niestety, zdarza się - to nierzadko - że nowo poznane osoby - z Krakowa - wręcz oczekują hołdów i pokłonów tylko z tego powodu, że się tam urodzili. Miałam wątpliwą przyjemność pracować w jednym pokoju z taką krakowską "paniusią, wieczną malkontentką zatruwającą swoim współpracownikom życie opowiadaniem, że do Trójmiasta została "zesłana" (za karę?), że Kraków jest oczywiście największym, najlepszym i w gruncie rzeczy jedynym prawdziwie polskim miastem (z perspektywy czasu rozumiem akurat narzekania w tej kwestii - nie od dziś wiadomo, że w Gdańsku mieszkają sami Niemcy) itp itd.
    A Kraków to brudne, zapyziałe miasto, a jego mieszkańcy (z pewnością nie wszyscy) przejawiają niestety objawy kołtuństwa i skrajnego konserwatyzmu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaaaaaaaaaaaaaa!
    "Po drugie, miałem okazję - bo nie przyjemność - poznać krakowian, rodowitych i naturalizowanych, którzy nie przepuścili żadnej okazji, żeby podkreślić, jaka to Warszawa jest brzydka i niekulturalna..." - bardzo proszę o aneks, czyli dopisanie, że owszem, znasz jedną taką osobę, która będąc rodowitą (i duchową wciąż) krakowianką, Warszawę lubi, się nie wywyższa i w ogóle!

    Słowo do mimi z piernikowa;
    podobno są ludzie i taborety, i w Krakowie pewnie tak samo, jak w Gdańsku, Warszawie, Poznaniu czy Wrocławiu;
    ale - to prawda, jak ktoś jest z Krakowa, to nigdzie mu się nie podoba, sama jestem tego najlepszym przykładem - mieszkając od ponad trzydziestu lat we Wrocławiu, czuję się wciąż, i coraz bardziej, krakowianką.
    Ale - mój ojciec urodził się w stolicy, trzy czwarte swego życia spędził w Krakowie, ale czuł się zawsze warszawiakiem.
    Można?
    Można;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, nie mówię o wszystkich lajkoniczanach. Ale reprezentacja którą poznałem osobiście, niestety...

      Usuń
  4. A, pozdrowienia dla Gladiatora;)

    OdpowiedzUsuń