sobota, 28 stycznia 2017

To może teraz spojrzymy z góry na Esperanto

Nie mam na myśli protekcjonalnego odnoszenia się do mowy, która swego czasu wzbudzała spore zainteresowanie, ale o rzut okiem z jednego z wyższych pięter bloku, który już odwiedziłem letnią porą z aparatem. Wtedy jednak zieleń, której mamy w Warszawie tak mało, uniemożliwiła wizualną penetrację okolicy. Obecnie pogoda jest, jaka jest, no ale za to więcej widać. A zatem popatrzmy.

Jesteśmy nad Klifem...

Cóż za wspaniały widok: kościół, polska flaga, McDonald's, centrum handlowe a w tle komin. Polska w pigułce. 

Widać nawet Chomiczówkę - po prawej piętnastopiętrowe bloki tejże  a z lewej wystaje biurowiec przy Wólczyńskiej (ten wyższy).

Najbliższa okolica jaka jest, każdy widzi. 

City też trochę widać. 

I samą ulicę Esperanto także widać. 

Jeszcze zoomik na okolicę...

...i na koniec żegna nas "Czarny Kot" (z lewej na dole). Mraaaaau, jaki prześliczny jestem! Aż kościół schował się ze wstydu za bloki! 

1 komentarz: