wtorek, 31 maja 2016

Odnoszę wrażenie, że dawno nas nie było na Powiślu.

"Nas" nie było, znaczy mnie i moich zdjęć, które tu ktoś sobie może obejrzeć i stwierdzić: " Ojej, mnie też dawno nie było na Powiślu". Albo: "O, widzę że na Powiślu bez zmian, nie ma po co tam iść", ewentualnie: "O, w mordę, to tam zacząłem pić przedwczoraj!". W każdym razie pewnego wiosennego dnia udałem się tamże, zrobiłem zdjęć kilka, wrzucam je na bloga i biegnę, bo wódka stygnie.

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!

poniedziałek, 30 maja 2016

To może wiosenna rundeczka po Łazienkach?

Łazienki są opatrzone, przedeptane, wszyscy tam byli 4096987832742592 razy i znają je na pamięć. I co z tego? Przejdźmy się po raz 4096987832742593 a komu się nie podoba, niech sobie idzie pożonglować Wielką Encyklopedią PWN w 12 tomach.

niedziela, 29 maja 2016

Ostatnie tchnienie wiosny + praktyczny poradnik dla każdego mężczyzny

Lato już za progiem, dni coraz cieplejsze i wiosna, co tu dużo mówić, kalendarzowa niby trwa, ale ta faktyczna się kończy. Idzie gorąca pora, przywdziewamy zatem porozciągane t-shirty z dekoltem do pępka, odsłaniamy kolorowe, męskie tatuaże w grzybki i kwiatki, wmontowujemy w uszy felgi od samochodów, bo zeszłoroczne tunele już wypadają, zapuszczamy brodę do kolan i idziemy na wegetariańską bezglutenową wodę mineralną w papierowym kubku. W chłodniejsze dni lata nie zapomnijmy o eleganckich spodniach z miejscem na karton pampersów oraz o odsłonięcie kostek, niezależnie od sytuacji. Efektowne Ray Bany na ryju oraz tenisóweczki Converse na nogach (prosimy nie pomylić) dopieszczą nasz wizerunek. I ajfon w ręku, żeby lajkować swoje selfie z kibla z sedesem w tle. Udanego!!!



sobota, 28 maja 2016

Wiosenny spacerek po Mokotowie

Wiosna to jedna z bardziej lubianych przeze mnie pór roku, choć generalnie staram się w każdej coś fajnego znaleźć. Wiosną jeszcze nie ma upału a już nie jest zimno. I - przede wszystkim - jest kolorowo od kwiecia, co bardzo mi pasuje. Pewnego wiosennego dnia udałem się zatem na Mokotów, który bardzo lubię, i cyknąłem to i owo.

piątek, 27 maja 2016

SKALDOWIE Koncert z okazji 50-lecia zespołu, Progresja 22 maja 2016



Skaldowie na półwiecze działalności przygotowali dla fanów ogromną niespodziankę. Zamiast grać, jak to już mieli w zwyczaju, zestaw największych hitów z zaproszonymi gośćmi, zaproponowali stricte rockowy koncert. Ponad dwie i pół godziny wypełniły kompozycje rzadko grane, powstałe głównie w latach siedemdziesiątych.

Przede wszystkim grupa wykonała w całości album "Krywań Krywań" z 1972 roku a także niesamowitą suitę tytułową z krążka "Stworzenia świata część druga" (1976). Specjalnie na tę okazję Andrzej Zieliński wypożyczył oryginalne organy Hammonda, których brzmienie uwielbia spora część wielbicieli rocka progresywnego. Zarówno w suicie o Krywaniu, jak i w tej drugiej, słychać wyraźne inspiracje Emerson Lake & Palmer czy Yes, acz w szaleńczym "Stworzeniu świata" odzywają się także echa King Crimson. Zabrzmiało to wszystko genialnie i jeśli ktoś przyszedł z nadzieją na wysłuchanie króliczków i kuligów, mógł być w lekkim szoku. Acz w ciągu bardzo długiego koncertu kilka znanych piosenek się pojawiło. Na szczęście z tych przaśnych papa lalala było tylko "Na wirsycku", "Wszystko kwitnie wkoło" i "Medytacje wiejskiego listonosza". No, była jeszcze jedna kaszana, ale o niej potem.


Jak wspomniałem, repertuar koncentrował się głównie na latach 70, ale Skaldowie nie zapomnieli o debiucie (śliczne "Uciekaj, uciekaj", parę lat temu wykorzystane w niezamierzonej parodii horroru, "Pora mroku") ani o epizodzie bez Andrzeja Zielińskiego w składzie ("Karty życia" autorstwa basisty Konrada Ratyńskiego, przez niego zaśpiewane). Nie było nic z dwóch ostatnich płyt studyjnych. Z olimpijskiej na szczęście też.


Brzmienie - poza mikrofonem Andrzeja Zielińskiego - było całkiem przyzwoite. Słychać było doskonale każdy instrument a głos Jacka Zielińskiego brzmiał czysto i donośnie (nie żebym wypominał wiek, ale różnie z tym bywa). Grupa wystąpiła w klasycznym składzie: bracia Zielińscy, Konrad Ratyński, Jerzy Tarsiński i Jan Budziaszek oraz towarzyszący od albumu "Nie domykajmy drzwi" drugi klawiszowiec, Grzegorz Górkiewicz. Muzyków starała się wspomagać chórkami córka Jacka, Gabriela Zielińska-Tarcholik, no ale powiedzmy sobie szczerze, że gdyby nią nie była, to by nie wspomagała. Acz, żeby oddać sprawiedliwość, "W żółtych płomieniach liści" zaśpiewała bardzo przyjemnie. Jak wiadomo, Łucja Prus nie mogła pojawić się tego wieczora na scenie (ani żadnego innego).


Wśród wykonanych kompozycji, poza wspomnianymi długaśnymi formami wyróżniały się klimatyczne "Jak znikający punkt", dynamicznie rozkręcone "Juhas zmarł" czy instrumentalna "Fioletowa dama". Świetnie zabrzmiało "Od wschodu do zachodu słońca" a "Nie widzę ciebie w swych marzeniach" zaśpiewał, jak przed laty, sprowadzony w tym celu Stanisław Wenglorz. Rockowa maniera nie bardzo współgrała z wyglądem artysty i jego strojem. Nie wypada krytykować ludzi w pewnym wieku, ale jak się waży 130 kg to wyjście w fosforyzującym t-shircie z napisem "Polo sport" zakrawa na ekscentryzm. No ale zaśpiewał świetnie. Niestety, dane nam było usłyszeć także tytułowy utwór Andrzeja Zielińskiego z jego solowej płyty "Znów od zera". Niby kawałek z 2000 roku a brzmiał niczym odrzut - zaznaczam, odrzut- z sesji zespołu Bolter. Dodatkowo maniera wokalna AZ jest dla mnie wyjątkowo męcząca. O ile Jacek, śpiewający na szczęście większość utworów, ma głęboki, męski głos, to kompozytor repertuaru dysponuje płaskim, męczącym, gęgającym tembrem, którego przyswajanie jest na dłuższą metę ryzykowne dla zdrowia.


Nie wiem czy Skaldowie jeszcze kiedykolwiek porwą się na tego typu występ. Całość ponoć była rejestrowana z myślą o albumie live a publiczność dopisała mimo wyjątkowo wysokiej ceny biletu (gdy kupowałem dwa miesiące wcześniej, zostało zaledwie kilka sztuk). Kapelusz z głowy do samej ziemi dla muzyków a poniżej - dla zainteresowanych - setlista tego wyjątkowego występu. 

Kolorowe szare dni, Gdzie mam ciebie szukać, Juhas zmarł, Jeszcze kocham, Fioletowa dama, Znów od zera, Od wschodu do zachodu słońca, Śpiewam bo muszę, Katastrofa, Jak znikający punkt, Krywaniu Krywaniu, Na wirsycku, Uciekaj uciekaj, Medytacje wiejskiego listonosza, Sady w obłokach, Karty życia, Nie widzę ciebie w swych marzeniach, W żółtych płomieniach liści, Stworzenia świata część druga, Wszystko kwitnie wkoło