poniedziałek, 12 grudnia 2016

"Czar PRL" na Głuchej

Muzeum "Czar PRL" znaleźć jest trudno. A znalazłem je przypadkiem, będąc w Soho Factory. Stoją tam zaparkowane kolorowe nyski, które obwożą turystów po mieście właśnie śladami dawnej epoki. I koło parkingu tych nysek wisi sobie na drzwiach kartka, że tutaj nie znajduje się wejście do muzeum, tylko trzeba iść naprzeciwko (tj. na drugą stronę Mińską) na ulicę Głuchą, dokładnie naprzeciwko bramy do Soho Factory. No to poszedłem.

"Czar PRL" mieści się w budynku chyba eks-zakładowym (wysoki mur z drutem kolczastym) o sporym stopniu zaniedbania. Sama ekspozycja jest niewielka, bo urządzona na powierzchni niedużego mieszkania, ale jej autorzy postarali się, by skondensować jak najwięcej rzeczy charakterystycznych z wiadomego okresu. Daleki jestem od gloryfikowania PRL i nie bardzo bym chciał, żeby ten ustrój wrócił, niemniej wystawa żeruje w dużym stopniu na nostalgii ludzi, którzy PRL albo znają jedynie ze śmiesznych komedii i nie musieli w tych czasach żyć, albo - tak jak ja - załapali się na dzieciństwo w PRL, co miało swój nieodparty urok, a poza tym dzieciństwo zazwyczaj wspomina się z sympatią i żałuje, że gdzieś sobie poszło. Niestety, wróci dopiero ze starczym zdziecinnieniem. Tu kilka tylko fotek z "Czaru PRL", który gorąco polecam, bo widać, że organizatorzy włożyli sporo serca, by wycisnąć jak najwięcej na, jak wspomniałem, skromnym metrażu.

Adapter przygrywa naprawdę; akurat leciała składanka Abby, zespołu który w okresie swojej największej popularności odwiedził Polskę i nakręcił recital w TVP, powtarzany wielokrotnie. 

Wystawa podzielona jest na działy: milicja, sport, osiedla, części mieszkania peerelowskiego itp. 

Marzenie ówczesnej młodzieży. 

 A to z działu o propagandzie i władzach. 

W dziale "sport", pod dużym proporczykiem z literą "W" wisi mały miś - miałem identyczny znaczek. To Miszka, symbol słynnej olimpiady Moskwa 1980. Na jej cześć trzy polskie zespoły (Breakout, Skaldowie, Budka Suflera) nagrały tzw. tryptyk olimpijski, czyli zestaw utworów sławiących wyczyny sportowe - były to chyba najgorsze płyty w dyskografiach tych twórców a dla Breakoutu pozycja "Żagiel ziemi" w ogóle okazała się ostatnią. Publika pokazała gest Kozakiewicza, jeśli o sprzedaż chodzi. 

To jest kasa muzealna. I teraz tak. Za wagą, na półce, widoczny jest syfon - miałem takowe u babci, która je napełniała w sklepie. A obok syfonu stoi metalowa puszka - ta jest niebieska, ale miałem w domu identycznie dekorowane różowe, nie wiem po czym oryginalnie, acz rodzice trzymali w nich bułkę tartą itp. Miłośnicy gadżetów mogą tu nabyć stosownie dekorowane kubki i magnesy na lodówki a nawet kolorowe skarpety z Pałacem Kultury. 


Moja mama miała suszarkę identyczną jak pierwsza od góry. Mieliśmy też odkurzacz chyba taki sam, jak najwyższy, a drugi  u mojej babci. 


To, oczywiście, dział "kuchnia". 

Stojące na podłodze w środku radio "Jowita" stało w mojej kuchni rodzinnej a także towarzyszyło mi na wakacjach. Miało duży głośnik, dzięki czemu fajnie słuchało się np. listy przebojów "Trójki". Kojarzę też małe, czarne radyjko z samej góry. Też ktoś je u nas w rodzinie miał. 


Ponoć telewizory "Rubin" charakteryzowały się samozapłonem, ale w moim domu stał dokładnie taki sam jak na zdjęciu przez wiele lat i nigdy nic się nie wydarzyło. Służył dość długo, na pewno dłużej niż sprzęt, który obecnie wykonuje się w taki sposób, żeby po upływie okresu gwarancji przestał działać. 

A tu wzruszenie bardzo osobiste. Gdy miałem sześć lat, zmarł mój dziadek. Ponieważ jednak spędziłem z dziadkami dość dużą porcję czasu w dzieciństwie, pamiętam co nieco, na przykład dziadka, czytającego mi tę właśnie bajkę o zwierzętach, które - by nie zmarznąć zimą - właziły po kolei do wielkiej rękawicy. Książeczka była. jak na owe czasy, oryginalnie wydana. 


A taki telefon - tylko beżowy - był w moim domu rodzinnym.

"Litery" to mój pierwszy podręcznik szkolny a widoczny w środku "Elementarz" miałem u babci i z przyjemnością go czytałem w wolnych chwilach, dziecięciem będąc. 

Najbardziej efektownie prezentuje się chyba gruszka do lewatywy na środkowej półce.

Niestety, chcąc skorzystać z toalety w muzeum, przeżywamy czar PRL z nieco innej już strony... ale niech się młodzież uczy. Z przyjemnością widziałbym taką nostalgiczną wystawę na większej powierzchni. 

3 komentarze:

  1. no tak...
    też rozpoznaję niektóre gadżety. też miałem książeczkę-rekawicę. radziecka. wydawnictwo "Małysz",Moskwa. itd.
    propoprczyk z literą W, to z Warszawianki, mojego klubu sportowego!
    ale nie widzę radia "major" na baterie do słuchania na plaży ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domyślam się, że przy większym metrażu pojawiłoby się nie tylko więcej różnych odbiorników, ale i pralki, lodówki itp.

      Usuń
  2. Ja wiedziałam, gdzie mniej więcej jest to muzeum, ale wejście zobaczyłam zupełnym przypadkiem. Niestety nie miałam czasu i odłożyłam na później:)

    OdpowiedzUsuń