środa, 2 listopada 2016

Koszyki - kto się jeszcze nie poczuł hipsterem, niech bieży co sił

Ponieważ każda moda ma to do siebie, że z czasem przemija i musi nieco odczekać, zanim powróci w wersji vintage, należy bacznie obserwować trendy, żeby nie okazać się passe. Oblegane do niedawna knajpy przy pl. Zbawiciela nie generują już hipsterskich tłumów, ale prawdziwe stężenie tego zjawiska występuje w dopiero co  otwartej staro-nowej hali Koszyki.


W skład hali wchodzą dwie oryginalne, secesyjne bramy, z których wdziękami kuszą syrenki, krowy i słoneczniki, oraz nowa, acz udająca starą konstrukcja, pod której zadaszeniem mieszczą się głównie knajpy. Wszelkiego rodzaju. Sieciowe i niszowe. A co my tu mamy? Repertuar naprawdę różnorodny. Sushi, wódka, steki, wódka, naleśniki, wódka, pierogi, wódka, ryby, wódka, kiełbasa, wódka,, burgery, wódka. Ach, no i, oczywiście, wódka.


Dla jednych plusem, dla innych minusem będzie to, że znaczna ich część ma wspólny food court of the crimson king, niczym w centrum handlowym, polegający na gęsto zsuniętych stolikach. Trzeba więc uważać, żeby czyjaś broda nie zanurzyła się w naszym hummusie, no i żeby zmienić pampersa we własnych spodniach a nie w cudzych. Dodatkową atrakcją przy jedzeniu może być - w wypadku, gdy zawiodą tradycyjne szctućce - opcja pokrojenia posiłku za pomocą różnego rodzaju ozdób, noszonych przez bywalców w uszach, nosie, mosznie itp. Mam wręcz wrażenie, że ci którzy mają piercingi w języku, używają ich właśnie do efektywniejszego rozdrabniania pokarmu.

Można też się zastanowić czy podziwiana przez nas w trakcie oczekiwania na posiłek grafika jest a) wytworem sztuki współczesnej b) kolorowanką dla dwulatka z daltonizmem c) czyimś tatuażem na plecach, łydce, pośladku itp.

Mam nadzieję, że kto jeszcze nie wiedział, gdzie ma bywać, już wie. To bywajcie zdrowi!

13 komentarzy:

  1. niezależnie od klienteli, wygląda to pięknie. oczywiście mam w związku z tem i smutną refleksję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że nie przetrwa? Że trzeba coś rozebrać żeby zrobić sensownie od nowa? Że bez tunelu w uchu nie ma po co tam iść?

      Usuń
    2. zrobię wpis i wyjaśnię ;-)

      Usuń
    3. Zrób, tylko pospiesz się, bo Twój wpis może przestać być trędi, zanim się pojawi! :D

      Usuń
  2. Jak już byłem rzekłem, Koszyków za dzieciaka nie cierpiałem, bo musiałem chadzać tu na codzienne zakupy - sentyment jednak jakiś tam został, i jak już klientela się znudzi, to i ja się przejdę. Pewnie tak na wiosnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na Koszykach zacząłem bywać dopiero w latach 90, z powodu wspomnianej taniej książki. Pamiętam jednak straszny syf, bo na lata świetności już się nie załapałem.

      Usuń
  3. Mogło być gorzej. Mogli tu wstawić sklepy z asortymentem z cenami od tysiąca w górę, tak jak w trumnie Kuryłowicza przy Brackiej. Z czasem rynek osądzi to miejsce i pewnie pojawią się normalne lokale. Ale o taniej książce możemy zapomnieć, chlip.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tania książka w postaci Dedalusa jest w kamienicy obok. Gorzej z miejscem w domu na tę książkę.

    Ach, oczywiście,"mogło być gorzej". Święta prawda ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, to ta sama 'tania książka', ci była wewnątrz.

      Usuń
  5. Już zapuszczam brodę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zapomnij o tatuażu w kolorowe kwiatki, grzybki i motylki. Tunel w uchu możesz oszczędnościowo zrobić z uszczelki łazienkowej.

      Usuń
  6. Ee, myślałam że coś z wikliny dadzą.
    A bywa się tera na Smolnej (tak mi powiedziano).
    Zbawiciel to chyba ideologicznie zrobił się passe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smolna chyba za mała, żeby przyciągnąć rzesze skserowanych nawzajem od siebie indywidualistów.

      Usuń