wtorek, 25 października 2016

Peter Hook "Joy Division od środka. Nieznane przyjemności" Bukowy las, 2014.



Joy Division i New Order to zespoły bardzo mi bliskie. A może nie tyle zespoły, co ich muzyczna twórczość. No ale właśnie - zazwyczaj, jeśli czyjąś twórczość dźwiękową polubię, staram się wykroczyć poza sferę muzyczną i dowiedzieć się czegoś więcej o samych autorach. O ile w przypadku New Order, grupy nadal działającej, nie ma wiele materiału w postaci kompendium czy też sensownej biografii lub wspomnień, to Joy Division, traktowane w sposób szczególny ze względu na samobójczą śmierć Iana Curtisa, co jakiś czas pojawia się w różnego rodzaju publikacjach. Były już głośne wspomnienia (w sensie że wiele o nich mówiono, a nie że krzyczała) wdowy po Ianie Curtisie i  nakręcony na ich podstawie malowniczy film "Control", był też solidny dokument o tytule "Joy Division", a jakiś czas temu pojawiła się książka Petera Hooka, który grał w JD (i w NO) na basie, i charakterystyczne brzmienie owego instrumentu stało się znakiem rozpoznawczym całego dorobku obu formacji. Tytuł "Nieznane przyjemności" to, oczywiście, tytuł debiutu Joy Division, acz i niezłe podsumowanie tego, co w środku.



Autobiografie i autoryzowane biografie mają to do siebie, że zwykle starają się wybielać i/lub lukrować bohaterów, unikać niewygodnych tematów bądź nieco uszczuplać wiedzę czytelników w zakresie niepowodzeń i nietrafionych pomysłów ich idoli. Tu jest na odwrót. Hook dość prędko przyznaje, że jego formacja zyskała popularność dopiero po rozpadzie a wiele decyzji w kwestiach promocji muzyki i samej marki Joy Division pozostaje dla niego absolutnie bez zrozumienia. Nie tylko zespół, ale i management, do tego stopnia kreowali ansambl na niezależny i niepokorny, że panowie - wówczas w zasadzie to jeszcze chłopcy - klepali biedę. Nie znaczy to, że nastrój książki jest minorowy. Wprost przeciwnie - większość wydarzeń przedstawiona jest ze swadą a sam Hooky stara się w gąszczu nieszczęść znaleźć coś pozytywnego. Nawet w obliczu postępującej choroby Iana Curtisa muzycy chcieli, by ich życie toczyło się w miarę normalnie i wesoło - trochę niesmaczne są opisy pewnych "żartów" robionych innnym zespołom, np. Buzzcocks, których Joy Division supportowali przez pewien okres, ale pamiętajmy że poza tworzeniem genialnej muzyki czterej panowie byli po prostu normalnymi chłopakami, chcącymi się zabawić. Hook bez krępacji opisuje zabawy o proweniencji mocno kloacznej, w których brał udział i Ian Curtis, nieco mitologizowany przez fanów, chcących w nim widzieć jedynie tragicznego, posągowego geniusza.

O ile sporo miejsca - co zrozumiałe, w końcu to jego książka - Hooky poświęca sobie, to druga połowa wspomnień koncentruje się w równym stopniu na osobie Iana Curtisa, jego epilepsji, problemach małżeńskich (Hook niejednokrotnie odwołuje się do wydanych wcześniej zwierzeń Deborah Curtis), romansie z Annik Honore i tym wszystkim, co w konsekwencji doprowadziło Iana Curtisa do samobójstwa a Joy Division do kresu istnienia. Jest też coś, czego w książce wdowy nie uświadczymy, czyli duża dawka informacji, dotyczących procesu nagrywania kolejnych utworów, kłótni z producentem, perypetii z wydawaniem płyt (od kontrowersyjnego chłopaka z Hitlerjugend na debiucie aż po nagrobek na "Closer", który został zaprojektowany zanim Ian Curtis się powiesił). Hook wspomina również epizod w Killing Joke a także nie ukrywa istnienia konfliktu z muzykami New Order (gdy pisał książkę, był jeszcze członkiem grupy). Wspomina o możliwości napisania kolejnej książki, poświęconej właśnie Nowemu Porządkowi - żywię nadzieję, iż moment ów nadejdzie, bo o ile działalność New Order jest zupełnie inna zarówno pod kątem muzyki, jak i pozycji samych zainteresowanych, to co się działo wewnątrz grupy może być ekscytujące nawet bardziej niż otwieranie koperty z rachunkiem za telefon.

Wątpię, żeby biografia New Order ukazała się szybko, ale mam nadzieję, że tak się stanie. Zapewne nie będą to wspomnienia dla wszystkich przyjemne (muzycy borykali się z nałogami, schodzili i rozchodzili itp.), ale niewątpliwie interesujące.


2 komentarze:

  1. Parę biografii zespołów żem przeczytał, ale o Joy Division czytać nie chcę - wolę legendę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja tam czasem lubię odbrązowienie posągu.

    OdpowiedzUsuń