poniedziałek, 31 października 2016

Białołęka z góry, czyli tego miejsca nic nie uratuje + kilka refleksji okołozdjęciowych

Robienie zdjęć, a także oglądanie ich, prowokuje przypływ mniej lub bardziej daleko w przeszłość brnących wspomnień. Niekoniecznie wyłącznie tych, związanych z fotografowaniem, ale również. Przypomniało mi się, jak w czasach studenckich (czyli w okresie wywoływania - dość kosztownego - zdjęć na papierze) pewna koleżanka, jak gdzieś wyjeżdżała sama lub była sama w ciekawym miejscu, nie robiła zdjęć. Albo prawie w ogóle ich nie robiła. Argumentacja była taka, że skoro znalazła się gdzieś sama i nawet miała aparat (a wówczas nie nosiło się go tak, jak dziś, niemal na co dzień, o telefonach nie mówiąc), to bez sensu było wykonywanie zdjęć, na których nie ma ludzi. Nawet jeśli wylądowałoby koło niej ufo, nie zrobiłaby mu zdjęcia, jeśli ktoś by jej nie cyknął jej z owym zjawiskiem. Kontakty z koleżanką rozjechały się jeszcze podczas studiów i w zasadzie to zapomniałem o niej niemal zupełnie, ale ostatnio wpadła na mnie - dosłownie - na ulicy. Porozmawialiśmy na tyle, ile trzeba było kurtuazyjnie wytrzymać, i poszliśmy w swoją stronę. A potem z ciekawości wszedłem na jej FB - nie mam konta, ale jej profil można podziwiać bez logowania. Tylko krowa nie zmienia zdania i koleżanka, być może dzięki dobrodziejstwu fotografii cyfrowej, zmieniła podejście do fotografowania. Wprawdzie na mniej więcej połowie zdjęć jest jej dziecko, ale na drugiej są widoczki i zdjęcia typu "moje nowe kafelki w łazience" czy też "takie skarpety we wzorki kupiłam wczoraj". Daleki jestem od krytykowania koleżanki za wybór tematyki, bo równie dobrze i moja może się komuś nie podobać, ale wolta, którą wykonała, jest fascynująca.


Wracamy do Warszawy. Dziś staropolskie święto Halloween, więc musi być coś strasznego.

Czasem jest tak, że z góry widoki są bardziej estetyczne niż z dołu, bo nie widać syfu. Ale, niestety, jak się wjedzie na wysokie piętro na Białołęce, w niektórych jej rejonach jest tak dramatycznie, że - by uzyskać zadowalający widok - należałoby się wystrzelić w kosmos. Ponieważ nie dysponuję takimi możliwościami, a więc oglądamy TO.


7 komentarzy:

  1. Koleżanka nie wykonała wolty - odkryła po prostu uroki lansu na fejsie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy Białołęka jest straszniejsza od np. Chomiczówki czy Kabat? Dla mnie to jeden czort. Nawet doceniając urok przedostatniego zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nagromadzenie tzw.osiedli zamkniętych, brak infrastruktury, monotonna "architektura", typowy wygwizdów w polu itp. Podobnie lata temu prezentowały się i inne osiedla, acz one posiadały szkoły, przedszkola, przychodnie itp. No i są w Warszawie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie widzę tu zmiany, nadal fotografuje głównie ludzi. Acz z pewnością odkąd robienie zdjęć staniało - łatwiej je robić. Z drugiej strony mniej się ich drukuje i rzadziej ogląda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wydrukujemy nasze blogi i położymy np w poczekalni u lekarza, na pewno ktoś je przeczyta ;-)

      Usuń
  5. Wzruszyła mnie synchroniczność tych czterech żuczków.
    Ja bym się zastanawia nad źródłem volty: cyfrowość wszechobejmująca czy portali społeczność (gdzie nie wypada ciągle siebie i siebie (chociaż można))

    OdpowiedzUsuń