piątek, 12 sierpnia 2016

TOMEK LIPIŃSKI z zespołem - 12 sierpnia 2016, park im. Rydza-Śmigłego

Tak jakoś wyszło, że niewiele czasu upłynęło od ostatniego koncertu Tomka Lipińskiego, o którym tu pisałem, a ja już byłem na następnym. Tym razem był to występ bez opłaty za bilety w parku im. Rydza-Śmigłego, w ramach akcji miejskiej, polegającej na prezentacji różnego rodzaju imprez plenerowych w cyklu Art Park czy jakoś tak - są kabarety, poezja śpiewana, jakieś zespoły pieśni i tańca, no i jednego dnia był właśnie Tomek Lipiński z zespołem. Jako że wielokrotnie dawałem tu wyraz mojego szacunku dla owego Artysty, oczywiście nie mogłem - będąc w Warszawie - przegapić takiej okazji i, rzecz jasna, na koncert się wybrałem.

Niewiele nowego mogę napisać o tym występie, porównując go do poprzedniego, bo poza drobną kosmetyką w setliście niewiele się różnił. Zespół, posadzony na scenie, niby grał unplugged, ale że były to instrumenty akustyczne, przestrojone jak elektryki, to i tak większość kompozycji zabrzmiała bardzo energicznie. Niektóre piosenki - szczególnie te nowsze - nie odbiegały aranżem od pierwowzorów płytowych, inne - np. "Mówię ci że..." czy "O! Jaki dziwny dziwny" - zostały przedstawione w nowych, surowych, ale interesujących wersjach.

Mimo upływu czasu ( i zapewne pod wpływem zmieniającej się barwy głosu) pan Tomek nie popada w rutynę i sam nie chce się nudzić po raz n-ty odgrywanymi tymi samymi kawałkami, więc bawi się aranżem, przeredagowuje koncertowy zestaw piosenek i generalnie pozostawia jakiś tam element niespodzianki dla publiczności. Tak jak poprzednio, nie zabrzmiało "Nie wierzę politykom", wyleciało też z setlisty "Jeszcze nie wiem, co się dzieje" z ostatniego krążka, ale z drugiej strony płytę "To, czego pragniesz" reprezentowało aż siedem na 22 zagrane tego wieczora utwory.

Powtórzę się, ale jestem pełen podziwu dla bardzo trafnego doboru muzyków - z dwoma z nich pan Tomek gra już od dekady a ostatnio dokoptowany drugi gitarzysta bardzo udanie uzupełnia brzmienie, grając albo rytmiczną, albo - chyba nawet częściej - solową.

Występ trwał ponad półtorej godziny i zgromadzona publika na szczęście nie okazała się przypadkową - ludzie znali piosenki, wykrzykiwali tytuły, bawili się i pod koniec koncertu nawet zerwali się do tańca. Było wspaniale a koncerty Tomka Lipińskiego mogę oglądać często - w oczekiwaniu na nową płytę, oczywiście. Poniżej - dla zainteresowanych - setlista oraz parę zdjęć, bo wolno było robić. Albo inaczej: nikt nie powiedział ani nie napisał, że nie wolno...


Szare koszmary, Fallen is Babylon, Uciekasz..., Wojna, Za zamkniętymi drzwiami, Trzeba ją wychłostać, Sześćdziesiąty ósmy, Miasssto fcionga, Dlaczego to ty, O! Jaki dziwny dziwny, Mówię Ci że..., To czego pragniesz, Zdrajca dla zdrajców, To tylko kilka słów, Ty i tylko ty, Rzeka miłości, morze radości, ocean szczęścia, Nie pytaj mnie co jest dobre a co złe, To co czujesz to co wiesz, Jeszcze będzie przepięknie, Centrala, Przestań śnić, Runął już ostatni mur


Aha. Dodam, że bardzo podoba mi się idea rozpoczynania koncertów o 19 i kończenia przed 22. Jestem za.

1 komentarz:

  1. A ja niestety nie lubię koncertów w świetle dziennym, i/lub w plenerze. Kluby (byle nie zadymione) to je to!

    OdpowiedzUsuń