wtorek, 23 sierpnia 2016

Ostrava

W Ostrawie byłem po raz pierwszy parę lat temu - nie bardzo mi się wówczas spodobała. Nie dość, że nie namierzyłem żadnego sklepu muzycznego, to samo miasto sprawiało wrażenie raczej zapyziałego a do ogólnego obrazu nędzy i rozpaczy dołożyła się deszczowo-pochmurna pogoda. W tym roku odwiedziłem Ostrawę ponownie i - cud - magiczne przeobrażenie niczym na twarzy Cher. Jest ładnie, estetycznie, dużo odnowionych kamienic, spora ilość strefy pieszej w obrębie starówki, sklep muzyczny (taki sobie, ale zawsze) i oczywiście smaźeny syr z kofolą. Żyć nie umierać.


5 komentarzy:

  1. Świetnie widać, że Czechy mają mało ludności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie na zdjęciach nawet Chiny miałyby mało ludności. Po prostu, jak robię zdjęcia, to ludzie muszą pójść. Nie ma przebacz.

      Usuń
  2. Bez sera to bez sensu, fakt.
    Smażony ser jest mi bardzo cher.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w Warszawie jest knajpa czeska w samym Pasażu Wiecha, gdzie te wszystkie niezdrowe, wysokokaloryczne i bezwartościowe odżywczo dania są przygotowywane dokładnie tak jak w Czechach.

      Nie żebym źle zrozumiał, ale czy śpiewająca artystka powinna sobie skleić rozpadającą się twarz smażonym serem? W sumie, jak stężeje, to jest dość twardy.

      Usuń
  3. Widać, że coś im też skapnęło z funduszów tej okropnej EU. W Ostrawie bywszy parę razy - pierwszy jeszcze za czasów PRLu i CSRS, ale miejsce nie przypadło mię do gustu - może po tych zmianach by przypadło? Chętnię sprawdzę przy okazję :)

    OdpowiedzUsuń