sobota, 11 czerwca 2016

Ukwiecony i śliczny Ogród Botaniczny

Do Ogrodu Botanicznego UW (czyli tego przy Łazienkach), chadzam zwykle trzy-cztery razy w roku. Na ogół ma to miejsce, gdy:
- kwitną magnolie
- kwitną tulipany
- kwitną rododendrony
- kwitną róże.
Oferty można łączyć.

Poza tym jest to miejsce denne, ciasne, nudne i obskurne. Nie ma McDonald's ani schodów ruchomych po skarpie, nie ma stoiska z paciorkami i perkalem, nie można rozpalać ognisk ani pisać "Polonia k...y" na ogrodzeniu (choćby dlatego, że jest to siatka i nie da się po niej pisać). Nie ma tam żadnego sklepu, nie ma automatów do gier i kiosku z alkoholem, czynnego całą dobę. Nuda, dno, szuwary i pięć metrów mułu. Po co tam chodzić.

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Phi, kwiaciarnia to jest na kazdym osiedlu pomiędzy sklepami monopolowymi. Poza tym co ja mam żreć te kwiaty, czy co?

      Usuń
    2. nie, obcować, kurwa, z pięknem!

      Usuń
  2. E. Mam rzodkiewki w lodówce.

    A na mieście to niech se rosną tujki w dużych donicach.

    OdpowiedzUsuń