niedziela, 26 czerwca 2016

Po deszczu w Parku Bródnowskim

Deszcz, nawet wiosną i latem, to takie zjawisko, przy którym ludzie z niezrozumiałych dla mnie przyczyn dostają jakiejś histerii, paniki i sraczki (opcjonalnie). Rozumiem, że większość pań i panów ma tyle żelu na głowie, że jak deszcz spadnie, żel spłynie im na twarze i udusi ich po zastygnięciu. A makijaże spłyną do butów. A ubranie nieodwracalnie zmieni barwę. Wystarczy, że z nieba siknie kilka kropel i od razu słychać krzyki i piski, zupełnie jakby ktoś Belzebuba opryskał wodą święconą. A ja tam wiosenny deszczyk bardzo lubię - nawet jak człowiek zmoknie, to szybko wysycha. I tak też było w tym przypadku.

Zdjęcia mają dobry miesiąc, więc małe kaczuszki, widoczne na niektórych fotkach, nie są już takie małe a być może niektórzy z Was poznali je bliżej, korzystając z dobrodziejstw wschodniej gastronomii w jej licznych punktach. Smacznego!


1 komentarz:

  1. No boć to nie wiadomo co w takiej deszczówce siedzi, nie ma jak zacnie zaprawiona chlorcem woda z rurociągu.

    OdpowiedzUsuń