sobota, 2 kwietnia 2016

URSZULA – 20 lat płyty „Biała Droga”, Stodoła, 30 marca 2016





Zacznę może tak: W piosence „Rysa na szkle”, wykonanej zresztą podczas tego koncertu, wokalistka śpiewa: „Czego wciąż mi brak…” No więc, jak zwykle, głosu i repertuaru. O ile z tym pierwszym niewiele dało się przez lata zrobić (mam jedynie wrażenie, że próby urockowienia na siłę Urszuli nie przyniosły dobrego efektu), to drugie okresowo pojawia się, bo Urszula miała efektowne wejścia w latach 80-tych i 90-tych, najpierw za sprawą kompozycji Romualda Lipki, później z pomocą męża, Stanisława Zybowskiego. Oczywiście, nie chcę być bardzo niemiły i demonizować, bo w łagodnych, popowych piosenkach wokal Urszuli brzmiał zawsze bardzo przyjemnie a i na żywo kobita daje na pewno radę lepiej niż np. młodsza o trzy dekady stękająca Margaret, ale jakoś nie mogę słuchać pani Kasprzak, masakrującej Led Zeppelin. Inna sprawa że Led Zeppelin też nie mogę słuchać, ale to już insza inszość.

Koncert w Stodole, jak można się dowiedzieć z tytułu, odbył się z okazji dwudziestej rocznicy wydania albumu „Biała droga”, który chyba był najbardziej rockowym krążkiem Urszuli, choć z radia znane są głównie kaszaniaste single w stylu pseudorockowej przeróbki „Konika na biegunach”, koszmarnie rozmazane „Ja płaczę”, „Na sen” i „Niebo dla Ciebie” – nie ma co ukrywać, że to one spowodowały, iż album powracającej wówczas w nowej rzeczywistości Urszuli okazał się wielkim sukcesem komercyjnym. Oczywiście, wybrzmiały one wszystkie, ale były przede wszystkim mocniejsze i całkiem nieźle zaśpiewane przez wyraźnie zrelaksowaną Urszulę „Lewiatan”, „Biała droga”, „Millenium” i kower wspomnianych Zepów, „What Is And What Should Never Be” (this cover shouldn’t be). Wokalistka nie wykonała jednak albumu „Biała droga” w całości (a ostatnio zarejestrowała taką wersję na CD/DVD „Biała droga live”), pozostawiając nieco miejsca na kompozycje z innych płyt. Niestety, były to tragiczne „Anioł wie” z refrenem „Ty kochasz ją, nie mnie, i nie wiesz jak to rani mnie”, oraz „Dnie-ye” z płyty „Supernova” i ciut lepsze „Żegnaj więc” z tego samego krążka. Artystka słusznie nie sięgnęła po ostatni studyjny niewypał, „Eony snów”, za to z poprzedniego albumu „Dziś już wiem” poleciała poruszająca kompozycja tytułowa oraz dynamiczne „Skaczę na dach”. Starszy okres w twórczości Urszuli reprezentowały „Dmuchawce, latawce, wiatr”, „Malinowy król”, dziwna bluesująca, zwolniona wersja „Luz blues w niebie same dziury” a także nagrana przez Urszulę dwukrotnie wspomniana już „Rysa na szkle”.



Towarzyszący Urszuli instrumentaliści grali bardzo sprawnie i większość z nich dostała swoje „okienka”. O ile naprawdę zastanawiałem się, czy podczas solówki sekcji rytmicznej basista z perkusistą grają czy stroją, to byłem pełen podziwu dla możliwości chórzystki, Doroty Kopki-Broniarz, która fantastycznie zaśpiewała przearanżowaną piosenkę Toma Petty „I Won’t Back Down”. Być może kiedyś będzie miała swoje pięć minut, bo głos ma potężny. Równie wielkim głosem dysponuje zaproszony w charakterze gościa specjalnego Damian Ukeje, laureat jednego z programów talentowych, który jakoś nie ma szczęścia do własnego repertuaru, i zaśpiewał w chórkach w kilku piosenkach z „Białej Drogi”, wykonując partie oryginalnie nagrane przez Kostka Joriadisa (Bajm, Papa Dance, Kasia Kowalska i inne metalowe formacje). Ukeje nie miał swojej solówki, a szkoda. Cały koncert miał charakter – jak na Urszulę – bardzo rockowego (nawet w „Dmuchawcach” nie było pianina) i trochę śmieszyło mnie, jak panie w wieku średnim, które przyszły na malinowego konika wśród dmuchawców, musiały najpierw przebrnąć przez liczne solówki i riffy „Millenium” czy „Białej drogi”. Ale wiadomo, vox populi, i hity trzeba zagrać. W każdym razie, gdy rozległy się dźwięki „Konika na biegunach” ludność puściła się w tan, ja miałem ochotę puścić co innego, ale się zachowałem.



Całe wydarzenie miało miejsce nie w głównej sali Stodoły a na górze, gdzie zorganizowano niewielką scenę. Mam wrażenie, że decydowała tu sprzedaż biletów, która niekoniecznie musiała być oszałamiająca. Urszula od kilku lat nie odnotowała żadnego przeboju a ostatnio nagrane autokowery piosenek z lat 80 oraz „Biała droga live” to raczej pozycje dla wąskiego grona odbiorców. Ale może jeszcze artystce trafi się jakiś hit. Oby tylko odpatatajkował jak najdalej od „Konika…”.

7 komentarzy:

  1. Też nigdy nie mogłem zrozumieć, co ludzie widzą (słyszą) w piosence "Konik".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to: co? To doskonały ludyczny przebój na festyny. Część wykonawców ma coś takiego w swoim repertuarze, często tłumacząc się, że "to miał być taki pastisz a stało się hitem, no to gramy". Mam taką listę piosenek irytujących, tzn "przeboje obowiązkowe na koncertach, które są kiepskie, ale artysta niemal za każdym razem musi je zagrać".

      Przykłady ode mnie:
      Urszula - Konik na biegunce
      Kayah - Prawy do lewego
      Budka Suflera - Takie tango/Bal wszystkich świętych
      Piersi - Całuj mnie/Balkanica (to to już jakaś masakra)

      Pomijam wykonawców, których cała twórczość mnie irytuje.

      Usuń
    2. Zapomniałem:

      T.Love - Chłopaki nie płaczą (a ja płaczę, gdy to słyszę)
      Ira - Mój dom

      Usuń
  2. Śpiewało się "Dmuchawce.." na wycieczkach szkolnych w autokarze ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Panią Urszulę lubiłem wyłącznie w BudkoSuflerskiej "Nocy komety" z tekstem "otrzepotkiłzy". Serio! Cała reszta nie moja bajka i przypadek naprawdę dobrego śp. gitarzysty Zybowskiego idealnie ilustruje tezę, że miłość może nie jest ślepa, ale głucha to na pewno. Niestety!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ty naprawdę CHADZASZ dobrowolnie na takie koncerty, i naprawdę tak dobrze znasz dorobek np. p. Urszuli? jestem w szoku. nie szkoda czasu, zdrowia i uszóóóóóóóóóóóów? uszu. czy Ci ktoś to funduje z racji takiej, czy owakiej?
    ja np. w życiu żadnego "Konika" nie słyszałem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chadzam dobrowolnie. Mam duży sentyment z dzieciństwa do twórczości Budki i okołobudkowej (w tym Urszuli) i czasem mam ochotę pójść na koncert kogoś, kto był gwiazdą 30 lat temu - tak samo poszedłem na Papa Dance chociażby. Oczywiście, jeśli kogoś nigdy nie lubiłem, to na jego występ nie trafię (Krawczyk, Maryla itp).

      Usuń