poniedziałek, 18 kwietnia 2016

IRA Stodoła 14 kwietnia 2016



Wielokrotnie już wspominałem (ale wspomnę raz jeszcze, gdyż im starsi jesteśmy, tym pamięć gorsza), że o ile całkiem podoba mi się twórczość Artura Gadowskiego & co z ostatniej dekady, to okres, który przyniósł Irze największe przeboje i popularność jest dla mnie w większości żenujący. Ale nie mam zamiaru - ani nawet możliwości - czegokolwiek formacji ująć. Mają przeboje, to grają. Się wie. Maryla gra przeboje, Akcent gra, to i Irze wolno.

Przed Irą był niestety support. Słowacki brit-pop brzmiący niczym rozwolnienie po Radiohead: rzężące gitary, uduchowione jęczenie wokalisty i, oczywiście, brak pomysłów na sensowne refreny, które często zastępowało powtarzanie w nieskończoność jednej frazy lub sekwencji akordów - coś jakby dziecko ćwiczyło gamy na pianinie i z radości, że coś opanowało, grało je w kółko, żeby nie zapomnieć. Wytrzymałem cztery utwory z ponad półgodzinnego setu i poszedłem na piwo. Butelkowe, bo to z kija mają chrzczone jeszcze bardziej intensywnie niż ochrzczono Państwo Polskie 1050 lat temu.

O 21:00 na scenie pojawili się muzycy oraz Rudi Schubert Artur Gadowski (wygląd z plakatu promocyjnego jest mocno nieaktualny) i w zasadzie zagrali kolejny dobry koncert. Zastanawiałem się, jaka będzie frekwencja, bo pan z bileterii powiedział mi, gdy miesiąc wcześniej kupowałem bilety, że idą słabo, ale Stodoła była napchana, zatem ludziska się namyśliły w ostatniej chwili.

Ponieważ zespół ostatnio nie wydał nowej płyty ani nawet singla, występ był po prostu przeglądem największych przebojów, ułożonych zazwyczaj na zasadzie: nowy-stary. Ludzie bawili się chyba dobrze, skoro skakali i śpiewali.

Było, co trzeba (na szczęście dopiero na koniec poleciało "Bierz mnie", czyli piosenka mojej kurtki w szatni - wziąłem i uciekłem), bez większych niespodzianek, może tylko "Inny wymiar" z solowego repertuaru wokalisty zdarzyło mi się słyszeć po raz pierwszy. Do niedawna w piosence "Mój dom" Gadziu śpiewał "moje krótkie włosy to jest coś, co lubię" (w oryginale było: długie), obecnie śpiewa: siwe. Tempus fjudżit.
Grupa zaprezentowała się w składzie z Sebastianem Piekarkiem, który wprawdzie z Irą od paru lat już nie gra, ale jest w stałej współpracy, szczególnie że fucha u artystki ludowej Doroty Rabczewskiej chyba się skończyła. Obaj gitarzyści mieli możliwość zaprezentowania swoich możliwości wokalnych. Piekarek, który ma głos, jakby to ująć, idealny do chórków (wiem co mówię, byłem na jego solowym występie) porwał się na największy hit Nirvany, w którym na szczęście trochę zagłuszyła go widownia. Natomiast Piotr Konca, którego coraz mniej widać spod tatuaży i dziwnej fryzury w stylu "mutacja bezy z truflami", tak jak poprzednio w Stodole zaśpiewał "Proud Mary" CCR, ale w aranżacji zbliżonej do państwa Turner. Jako czołowy intelektualista zespołu, Konca wygłosił też krótkie przemówienie, brzmiące - przytaczam z pamięci - "Czasy ciężkie. Z prawej ch..ki, z lewej ch..ki, a rock and rolla grać trzeba". Bob Dylan ze swoimi mądrościami może się schować.

Ogólnie było radośnie a brak setu akustycznego jeszcze moją radość spotęgował. Dla zainteresowanych – setlista: Mój Bóg, Płonę, Mocny, Deszcz, Taki sam, Inny wymiar, Proud Mary, Wybacz, Ona jest ze snu, Wiara, Parę chwil, Smells Like Teen Spirit, Szczęśliwego Nowego Jorku, Mój dom, Nadzieja, Bierz mnie

7 komentarzy:

  1. Dobrze, że nie wyłysiał, bo co miałby zaśpiewać? "Moje łyse włosy"?
    Przypomniał mi się żart. Uwaga, żart!

    Dzieci w szkole miały narysować swoich rodziców. Pani pyta Jasia - "Czemu narysowałeś tatę z niebieskimi włosami?"
    "Bo nie mam łysej kredki"

    ---

    "Czasy ciężkie. Z prawej ch..ki, z lewej ch..ki, a rock and rolla grać trzeba"
    A co? Nieprawda? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zawsze jeszcze mógłby wówczas śpiewać o włosach pod pachą.

      Usuń
    2. Nie jest wykluczone, że za ileś lat będzie śpiewał "Moja łysa głowa". Będzie z sensem.

      Usuń
  2. no proszę. nie byłem na koncercie a i tak się ubawiłem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tu się nie ma z czego śmiać - Słowacy wpływają korzystnie na rozwój naszego przemysłu spirytusowego. Po prostu na trzeźwo nie da się tego słuchać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Też nie byłem, ale jakiś czas temu bawiąc gości w gościach, widziałem pana frontmana w telewizorni - nie poznałbym gdyby nie 'głos' (mizerny, ale charakterystyczny)

    OdpowiedzUsuń