sobota, 20 lutego 2016

GTWB C - Warszawa czyli... czemu?

C jak "Czemu" - to tak na cześć setnej akcji.

Gdy człowiek gdzieś mieszka i w mniejszym bądź większym stopniu interesuje się czymś więcej niż trasą praca-dom-centrum handlowe-dworzec PKS, często zadaje sobie różne pytania, z których, w moim przypadku, większość zaczyna się od prób dotarcia do powodu pewnych decyzji, których nie rozumiem. Ja w ogóle niewiele, mam wrażenie, rozumiem, ale może przy pomocy kilku poniższych zdjęć postaram się unaocznić Wam me dylematy.


 Czemu chodniki i różne ciągi piesze lub komunikacyjne projektują czasem ludzie o, nazwijmy to, niestandardowym postrzeganiu rzeczywistości? Już kiedyś wspominałem o tym, że często - by dostać się z jednej części chodnika na drugą, należy pokonać jakieś kretyńskie przeszkody, iść zygzakiem albo odbyć spacer krajoznawczy z przystanku przesiadkowego na drugi przystanek przesiadkowy, oddalone od siebie o pół kilometra.

Na zdjęciu powyżej jedna z takich, no, mało trafionych inwestycji - chodnik przy Jana Pawła II. Dla kogo jest przeznaczony - nie wiem, gdyż nagle jego szeroka część urywa się, zagrodzona przez niezbyt zgrabny zieleniec, spuentowany wyjazdem dla samochodów. Oczywiście, ktoś powie: Co za problem dla pieszego skręcić? Owszem, niby żaden, ale to założenie, że pieszy cierpi z powodu monotonii i należy mu urozmaicić spacer, jest, przynajmniej w moim przypadku, błędne. Acz nic nie przebije ścieżki rowerowej w miasteczku Wilanów.


Czemu niektóre zabytkowe lub jeszcze nie zabytkowe a wartościowe obiekty w mieście jakiś geniusz obsadził chojakami? Tu mamy Nowe Miasto, ale podobne pytanie można zadać, patrząc choćby na gmach Sejmu. Małe kiedyś roślinki - niespodzianka - stały się większe i skutecznie zasłoniły niemal całą elewację. To po co ta elewacja, jako zjeżdżalnia dla pająków?




Skoro już przy zjeżdżalniach jesteśmy. Przyznam się, jestem nienormalny i zawsze lubiłem czerń i szarości, jako dziecko także. Ale chyba nie tylko ja nie mogę zrozumieć, czemu gros budynków przedszkolnych uwalonych jest w coś, co przypomina rozbryzganą na ścianie sałatkę owocową? Rozumiem, że to takie myślenie - są dzieci, ma być wesoło. Tylko w ten sposób produkujemy osoby niewrażliwe na cokolwiek i pozbawione smaku (co, paradoksalnie, może im pomóc w życiu, ale czy o to chodziło?) albo psychopatów, którzy w następstwie nadmiernego obcowania ze wszystkimi barwami tęczy naraz mogą przejść do czynów zbyt gwałtownych, by je tu opisywać. Ciekawe czy Jason też chodził do takiego przedszkola.



 I na dziś ostatnie pytanie - czemu jakiś bardzo mądry człowiek ustawuł tablicę MSI z historycznymi zdjęciami Słodowca tak, że albo stoi się na chodniku i twarz ma na tablicy, albo trzeba kicać po upstrzonym psimi gównami trawniku, żeby móc się sensownie odsunąć i ogarnąć zdjęcia wzrokiem... bo to, co powstaje po przeciwnej stronie Żeromskiego, może po prostu uznam za spam i przemilczę.


5 komentarzy:

  1. już Ci mówię
    1) podziały własnościowe
    2) względy bezpieczeństwa
    3) co kolorowe, to wesołe i estetyczne. co monochromatyczne - już nie.
    4) ...
    ...
    ...

    OdpowiedzUsuń
  2. "Spółdzielcze punktowce"!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem czy wiesz, ale niektórzy ludzie bardzo popierają DDR w miasteczku Wilanów, bo przecież dziecko nie będzie jechać ulicą. Tylko że dziecko do lat 10 nie ma prawa jechać DDR, tylko powinno chodnikiem. I tak to. Wbijanie rowerzystów w przestrzeń pieszą to najgorsze, co może być. Przy ruchliwych arteriach ma sens, ale nie przy wąskich osiedlowych uliczkach.

    OdpowiedzUsuń