środa, 10 lutego 2016

Gdynia - Muzeum Emigracji

Tak się przypadkowo złożyło, że dziś mamy 10 lutego, dzień dla Gdyni szczególny (otrzymała prawa miejskie dokładnie 90 lat temu), jednak wpis dotyczy otwartego w ubiegłym roku Muzeum Emigracji. Mieści się w budynku dworca morskiego w gdyńskim porcie i jest to kolejna bardzo ciekawa inwestycja kulturalno-oświatowo-historyczna. Poza dawką niezbędnej na temat polskiej emigracji wiedzy zwiedzający podróżują z autentyczną rodziną Sikorów, która w poszukiwaniu lepszego życia znalazła się w Stanach Zjednoczonych. W kolejnych salach można przeczytać fragmenty rodzinnych wspomnień. Sale zaaranżowane są tak, by przypominały a to wnętrze transatlantyku, a to stację kolejową, można obejrzeć jak budowano okręt "Batory", są też wspomnienia z PRL (bo mowa także o emigracji w okresie stanu wojennego) i na szczęście nie zostało to zinfantylizowane ani poddane radosnej obróbce w stylu MPW - emigracja nie jest tu wspaniałą, wesołą przygodą, tylko losem, przed którym czasem nie było ucieczki. Dyskretnie jednak zminimalizowano efekt zetknięcia z rzeczywistością, bo jak wiadomo, podróż za chlebem kończyła się różnie i nie zawsze ambicje i nadzieje miały ujście w faktycznej realizacji. Poza efektownymi nowoczesnymi salami warto zwrócić uwagę na przedwojenne wnętrze głównej hali dworca. I na zewnętrze także.



















8 komentarzy:

  1. A my mamy Muzeum Wychodźstwa ;-) Nikt go nie zwiedza zapewne z powodu trudności w wymówieniu nazwy.

    Czy na piątym zdjęciu, to jest słup konstrukcyjny, który "wypadł" po środku sali i został oklejony, aby zwiedzający nań nie wpadali? (albo gdy wpadną i zrobią sobie kuku, nie mogli dochodzić odszkodowania "bo przecież był oznakowany"?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co to za słup konstrukcyjny, co się kończy dwa metry od podłogi? to chyba słup "graniczny" :-)

      Usuń
    2. Muzeum Wychodźstwa to jest to niemożebnie nudne coś w Łazienkach, prawda? Jednorazowa wizyta w nim naprawdę mi wystarczy - ostatni raz tak się nudziłem, stojąc w korku przy Galerii Mokotów.

      Usuń
  2. Coraz modniejsza Gdynia staje się:)

    OdpowiedzUsuń
  3. interesujące. może się czepiam, ale razi trochę ta angielszczyzna w podpisach. od kiedy to jest językiem urzędowym? ze skrajności w skrajność: kiedyś naród ani be ani me, a teraz wszystko bilingułal.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat w tym wypadku to nawet ma uzasadnienie - w końcu muzeum emigracji ;)

      Usuń
    2. Jeśli odwiedzam państwo, którego językiem nie posługuję się płynnie, i zwiedzam tam jakieś muzea, z ulgą przyjmę angielskie tłumaczenie opisów.

      Usuń
    3. Niech się chamy uczą polskiego:
      "V shchebzhesheenye khshonshch bzhmee v tshcheenye, oh yea"

      Usuń