piątek, 31 lipca 2015

Wrocław - widoki z "Renomy" + defekt specjalny

"Renoma" to taki elegancki dom handlowy we Wrocławiu, do którego niedawno dobudowano nowy kawałek. Na górze róże... nie, to nie tak. Na górze jest parking a z parkingu ładny widok na miasto. Akurat było po deszczu i pokazała się bardzo ładna tęcza; dawno takiej nie widziałem. A że zupełnie przypadkowo miałem ze sobą aparat... to co ja się będę...

czwartek, 30 lipca 2015

Wrocław - Ostrów Tumski, czyli landryna z kłódkami

Wrocławski cukieras lśni pełnym blaskiem, otoczenie jest odnowione, a most dosłownie ugina się pod ciężarem kłódek (o ile ten idiotyczny zwyczaj był na początku nawet sympatyczny i nieszkodliwy, to obecnie na niektórych mostach, a na tym szczególnie, w ogóle nie widać kratownicy). Spacerek po cukierasie, oczywiście, zwieńczyło kilka zdjęć, zatem cieszmy oczy.


środa, 29 lipca 2015

Wrocław - Nadodrze oraz kilka pytań natury okulistyczno-psychiatrycznej

Nadodrze to jedna z dzielnic Wrocławia, położona wprawdzie niedaleko Śródmieścia, ale na tyle daleko (trzeba wykonać nadludzki wysiłek i podejść lub podjechać tramwajem), że większość turystów tu nie dociera. Ponieważ już prezentowałem najładniejsze miejsca Nadodrza, w bieżącym wpisie pokażę także te, eee, których po prostu nie rozumiem. No ale może ktoś mi wytłumaczy.

 Gdzie są pieniądze, tam są wyklepane na płasko garnki aluminiowe.

Schorzenia siatkówki i rogówki a architekura - wykład. Zapraszamy 32.XIII o godz. 25:61.



 E?

 Tortowy zabytek dla odprężenia.

 Czy ktoś mi jest w stanie... e, nie, chyba nie.

To może teraz parę staroci dla uspokojenia oczu.





I tramwaj. Też stary.



wtorek, 28 lipca 2015

Wrocław - ZOO, czyli osiołek i inne stworzenia, przetwarzające siano na nawóz, na którym rośnie trawa, przetwarzana na siano

Nie samym Afrykarium człowiek żyje i skoro już się zapłaciło za bilet ciężkie pieniądze, trzeba też zwiedzić resztę ogrodu zoologicznego. Przyznam jednak, iż kilka atrakcji musiałem odpuścić, bo oglądanie morskiego życia tak mnie wysiekało, że po jakimś czasie miałem jedynie przemożną ochotę opuścić ten radosny przybytek z powodu przesytu. Pamiętam, że podobną sytuację miałem dawno temu w British Museum w Londynie - nie byłem w stanie obejrzeć wszystkiego, co oferowało to właśnie muzeum i po jakichś trzech godzinach umarłem i uciekłem. Dziś kilka uroczych zwierzaczków, które mówią "me", "be", "iiiaaaiiiaaa" oraz w wolnych chwilach się czochrają.