poniedziałek, 28 września 2015

Muzeum Pragi - cyki z otwarcia.

Nie, nie cycki. Cyki. Cykałem zdjęcia, ale nikt się nie rozbierał (choć było tego wieczora ciepło). 19 września miało miejsce długo oczekiwane otwarcie Muzeum Pragi, z którego kilka zdjęć przedotwarciowych już dawałem na blogu w wakacje. No ale teraz czas na full wypas. Muzeum robi dobre wrażenie, acz w tłumie, który zjawił się na otwarciu, trudno było wszystko na spokojnie kontemplować. Dlatego i tak pójdę tam za jakiś czas na spokojnie, by docenić bardziej to i owo.

Makieta, przedstawiająca Pragę baaardzo dawno temu (kościół MBL ostał się jeno).

Dużo zdjęć na ścianach (trzeba wziąć do łapy informator, dostępny w sali, bo na podpisy nie starczyło już miejca).

Są dary warszawiaków - sprzęty użytku domowego, bibeloty itp.

Jest też ekspozycja, poświęcona targowisku jako instytucji.

Ech, któż nie miał żelaźniaków. 

Oczywiście, jest nowoczesny touch. Dosłownie i w przenośni, bo trzeba pacnąć łapą w okienko.

Acz przegląd manualny także zaproponowano.

Podłoga-wykładzina w jednej z sal. Aż szkoda chodzić butami po mięciutkiej powierzchni, bo pewnie zaraz się wytrze albo rozwali, ale niezwykle efektowny jest nadruk zdjęcia satelitarnego całej Pragi, nałożonego na podłogę. 


Ekspozycja w podziemiach, poświęcona stadionowi. Również w latach, gdy był "Jarmarkiem Europa". Nigdy w życiu nie byłem na Stadionie Narodowym, ale że nie przepadam za takimi bazarami, to nie czuję, że mnie coś szczególnego w życiu ominęło. 

Wystawa, pokazująca zgłoszone przez mieszkańców Pragi (dobrowolnie, hehe) wnętrza ich mieszkań. 

Trochę portretowej nostalgii praskiej.

To bożnica, którą już pokazywałem, z odsłoniętymi resztkami malowideł.

A to działo się na dziedzińcu.

Występował Pablopavo i coś jeszcze. Ludziom się podobało (znali teksty piosenek), ale mi jest to twórczość zupełnie obca. Dlatego poszedłem na Oddział na Ząbkowską. 

Zdjęcia to skromny wycinek tego, co można zobaczyć w środku, ale nie chcę zapychać bloga setką zdjęć we wpisie. Idźcie, zobaczcie i sami oceńcie. Miłego.

16 komentarzy:

  1. Ja nie miałem żelaźniaków...

    miałem żeleźniaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie miałem żelaźniaków, ani żeleźniaków... ja miałem RESORAKI! ;-) Jednego maczboksa też miałem, ale i tak to był resorak ;-P

      nawet znalazłem je ostatnio w szafie i Kluska je powoli dziedziczy... na razie straż pożarną, bo jest na etapie ijo ijo

      Usuń
    2. A, tak, resoraki tyż. Resoraki i żeleźniaki to jak ziemniaki i kartofle.

      Usuń
    3. Nie znam żeleźniaków, miałam resoraki :)

      Usuń
    4. Ja miałam żelaźniaki, i to takie prawdziwe, z metalowym dnem, nowsze już miały metal tylko na górze, a jeszcze nowsze całe są z plastiku. Świat zszedł na psy. A resoraki to były takie, którym skakał "tył", tak jakby sprężynował. Dziedziczyłam po bracie, który przez jakiś czas wolał moje lalki, a potem po prostu biegał z kijem i udawał karatekę. ;)

      Usuń
  2. Miałem maczboksy, jeśli to się zalicza. Zresztą część mam do dziś, może faktycznie kiedyś jakąś fotę im zrobię, bo nadal są śliczne.
    Muzeum robi bardzo pozytywny efekt zdjęciowy, nawet mimo tłumów. Spodziewam się, że za niedługo tłumy o(d)padną, i będzie można na spokojnie odwiedzić, i wtedy chętnie się też wybiorę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pablopavo pogodził mnie z muzyką rozrywkową. Natomiast ekspozycja MP jest, oględnie mówiąc, słaba.

    OdpowiedzUsuń
  4. H_Piotr: u mnie w szkole mówiło się "żelaźniaki" właśnie.

    I am I - meczboksy też!

    Iwona - też mam taki plan, bo na otwarciu był tłum jednak.

    Piotr H - de gustibus, niemniej o ile może fajerwerków na wystawie nie ma, uważam ją za ciekawszą niż muzykę jej towarzyszącą ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę tam dotrzeć, pamiętam, że mówiło się Praga i Praga II

    OdpowiedzUsuń
  6. A żadnych cycków tam naprawdę nie było? Może po prostu nie znalazłeś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Była syrenka z cyckami, to się liczy?

      Usuń
  7. Oj, Chyba trza się wybrać, zanim wykładzinę zadepczą. :)

    OdpowiedzUsuń