poniedziałek, 20 kwietnia 2015

GTWB XC - "Moja mała Warszawa"

Powiedzmy, że mała. Ale wiadomo, że nie będę toczyć sporu czy małe jest dwumilionowe miasto, czy też nie. "Małą" Warszawę, zwłaszcza że ma być "moja", pozwolę sobie odnieść do swojego prywatnego życia. Często zdarza mi się, robiąc zdjęcia tu -  czy nawet chyba częściej na "Wczoraj i dziś" - wspominać pewne miejsca z dzieciństwa, z okresu szkolnego, studenckiego itp. Ponieważ wszystkie szkoły i uczelnie miałem okazję "zaliczyć" w Śródmieściu Południowym, nie dziwne że do tej części Warszawy mam szczególny sentyment, mimo iż nigdy w niej nie mieszkałem. No to czas...



To moja była szkoła przy Hożej. Chodziłem do niej przez osiem lat w okresie radosnego kryzysu w Polsce Ludowej. Nosiła kiedyś owa szkoła imię Małgorzaty Fornalskiej, która jednak w 1989 roku okazała się postacią niesłuszną i jej patronat zniknął natychmiast. Dziś mieści się tu także gimnazjum i chyba pracują jeszcze dwie panie, od rosyjskiego i historii, które i mnie uczyły. Szczególnie tę drugą darzę niezwykłą sympatią i bardzo miło wspominam jej lekcje. Łezka się w oku kręci. Podobno szkołę mają zamknąć. Żeby było zabawniej, szkołę w której uczyła się moja mama, także czeka niepewny los. Signum  temporis.


Może tego nie widać, ale to zdjęcie naprawdę wykonałem w Parku Kultury, zwanym później parkiem im. Rydza-Śmigłego. Chodziłem tutaj ze świetlicą szkolną w młodszych klasach - a w starszych to już na wagary... podobnie w liceum i na studiach.


A tu, w podcieniach, mieściła się fajna lodziarnia "Palermo", która zniknęła wraz z pojawieniem się kapitalizmu.

A to już moje liceum przy ulicy Polnej.

Tu konsumowałem po lekcjach różne trunki, w innych okolicznych podwórkach i na skwerach także. No co, młodość ma swoje prawa.

A tędy jechałem codziennie tramwajem przez cztery lata, które zajął mi pobyt w LO.


W miejscu, gdzie widnieje niebieska tablica MSI, znajdował się niegdyś kontener (też niebieski), w którym sprzedawano tzw. fast food. Na początku lat 90 nie było jeszcze sieciówek fast foodowych (pierwszy McDonald's otwarto w 1992 r.), więc czasem po lekcjach jadłem takie nasze rodzime fast foody - i jakoś żyję. A zapiekanki lubię do dziś, tylko czasem muszą je spieprzyć jakimiś udziwnieniami, np. szczypiorkiem.


 No i dochodzimy do końca dzisiejszej wędrówki - czasy studenckie. Mój wydział znajdował się dokładnie po przekątnej placu Trzech Krzyży w stosunku do mojej podstawówki, ale już go tam nie ma. W momencie gdy skończyłem studia, moje relacje ze Śródmieściem w stopniu formalnym rozluźniły się mocno, ponieważ nie musiałem tam już bywać, natomiast bywam tam teraz często, bo mam na to ochotę. Przyciągają mnie z jednej strony wspomnienia i sentyment, z drugiej niewątpliwa sympatia do wielkomiejskiej, przedwojennej Warszawy, której kawałek zachował się w tej części miasta.

Uff, rozpisałem się.

13 komentarzy:

  1. A czy pamiętasz czasy sprzed tego blokiszcza za Twą podstawówką (pierwsze zdjęcie)? Wygląda ono na późne lata 80.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, Zasiedlono je gdzieś w okolicach mojej V-VI klasy. Do klasy doszła dziewczyna, która tam mieszkała, również moja polonistka mieszkała tam z mężem. To tzw. "blok wojskowy" - mieliśmy jako dzieciaki ubaw, słuchając bluzg żołnierzy, którzy budowali to coś.

      A poza tym mieliśmy dość "zaangażowanego" pana od plastyki, który wyglądał jak Lenin i kazał nam narysować pracę plastyczną pt: "Żołnierze pomagają w budowie dróg i mostów". Narysowałem pijanych, rzygających żołnierzy, facet się wściekł, zaniósł do wychowawczyni a ona (co było wyjątkową sytuacją) mnie nie opierniczyła.

      Usuń
    2. Zazdroszczę wrażeń, a raczej widoku tej sytuacji na żywo. :)

      Usuń
  2. PALERMO doskonale pamiętam. Lody były pyxgotka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobne rejony z mojego dzieciństwa/młodości - może tylko moje bliżej zachodniej granicy Śródmieścia na styku z Ochotą i Wolą (która nie jest Wolą, jak wiemy).
    PS. Palermo - mhm!

    OdpowiedzUsuń
  4. Moje ulubione zapiekanki z pieczarkami i żółtym serem na długaśnej bułce sprzedawali w budce na rogu Grójeckiej i Wery Kostrzewy (dziś Bitwy Warszawskiej 1920 r.). Żadnej zieleniny, niestety też i na szynkę człowiek niezbyt często się załapał... A czy uważacie, że Zapiexy koło Rotundy mają cokolwiek wspólnego z ówczesnymi zapiekankami...? Może oranżada jest z gatunku sentymentalnych, podobnie jak cały post, który bardzo przyjemnie się czytało :)

    VarSavskie pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej przypominające oryginały zapiekanki jadam na stacji metra pl Wilsona.

      Mam problem z dodaniem u Was komentarza, ale jutro spróbuję z innego kompa.

      Usuń
    2. O, to trzeba będzie się tam wybrać! Gdzieś pod ziemią znaczy, tak?

      Napisz, proszę, na czym polega ten problem, pojawia się komunikat jakiś?
      Bo może nie tylko Ty masz problem, a nawet o tym nie wiemy...

      Usuń
  5. "mała" to słowo, które dla wbrew pozorom sporo znaczy. Chyba nie ma lepszego słowa na "dopieszczenie" tego, co lubimy?

    OdpowiedzUsuń
  6. miłe wspomnienia, choć ograniczone przestrzennie.
    fast-foodów socjalizmu nie jadałem - nie lubię pieczarek. obecnych też nie jadam, jeżeli już, to porządną porcję glutaminianu sodu u "chińczyka".

    OdpowiedzUsuń
  7. Mmmm.. zapiekanki:) wieki nie jadłam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Warszawa to vyocha, miasto zaczyna się od 5 milionów mieszkańców.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzień dobry, a mogę zaproponować temat na wpis? Skoro Cię fascynuje przedwojenna Warszawa to może szlakami przedwojennych kawiarń? Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń