piątek, 28 lutego 2014

Gdańsk Kokoszki i lotnisko czyli offowo, alternatywnie i niemainstreamowo

...no bo kto normalny jedzie w cholerę daleko, żeby zobaczyć nowe lotnisko oraz od lat nieczynny przedwojenny dworzec kolejowy w peryferyjnej dzielnicy? Nikt, zatem ja pojechałem.


To jest stary budynek Lech Walesa Erport.




 A to budynek nowy.

Mimo wszystko od pojazdów latających wolę szynowe a od lotnisk - dworce kolejowe. Zatem udajmy się do Kokoszek, które z lotniskiem mają tyle wspólnego, że kokoszkowska linia kolejowa będzie w pewnym sensie rozbudowana i skierowana do lotniska. Co by był tam nieco wygodniejszy dojazd. Czy szybszy, to zobaczymy.







A o dworcu w Kokoszkach nie będę się rozpisywał, bo znalazłem bardzo ciekawy blog o tym miejscu, więc pozwolę sobie zalinkować. http://kokoszki.blogspot.com/

A z okazji wizyty w Kokoszkach zjadłem jajka na twardo.

czwartek, 27 lutego 2014

Gdańsk - Główne Miasto, czyli po prostu Starówka

Wczoraj był Gdańsk niekonwencjonalny,  więc dziś coś bardziej tradycyjnego. Przy okazji wpisów wakacyjnych zwrócono mi uwagę, że ta część Gdańska, którą automatycznie zwiemy "Starówką", wcale nie jest Starym Miastem (bo to leży obok), ale Głównym Miastem. Człowiek przez całe życie się uczy. W Zgorzelcu, najobrzydliwszym miejscu na kuli ziemskiej poza moją byłą pracą, są dwa dworce kolejowe - Zgorzelec oraz Zgorzelec Miasto, przy czym żaden nie leży w Śródmieściu. Też się można nabrać. To tak na zasadzie wolnych skojarzeń. A my zaczynamy od kawki (a w zasadzie sówki) i na spacerek, gubić kalorie.












Gdyby nie brak rozgogolonych tłumów na zdjęciach, to można by pomyśleć, że powstały w środku lata a nie w lutym. Pogoda była zacna.

środa, 26 lutego 2014

Gdańsk - Dolne Miasto













Ponieważ w Gdańsku jestem mniej więcej raz na rok, a czasem i dwa, postanowiłem w tym roku zwiedzić miejsca nigdy wcześniej nie odwiedzane bądź takie, w których kiedyś byłem raz, ale było to dawno, w początkach kina dźwiękowego, i nic nie pamiętam. Na pierwszy ogień idzie Dolne Miasto, do którego na Starówkę (czyli Główne Miasto, jak zostałem - słusznie - pouczony) piechotą może się zejdzie z pięć minut... ale świat zupełnie inny. Tak, jak prezentuje się Dolne Miasto, wyglądała część polskich miast pod koniec lat osiemdziesiątych XXw. Teren o wielkim potencjale, ale i wymagający wielkich nakładów. Na granicy Dolnego i Głównego miasta zbudowały się dizajnerskie bloki, tu i ówdzie wykwita Wielka Sztuka, ale turystów ze świecą szukać. Lokalsów też, szczerze mówiąc, za dnia nie było wiele, co widać na zdjęciach - to nie tak, że powiedziałem wszystkim, że mają się odsunąć. W każdym razie, kto zawita do Gdańska po raz tysięczny i odczuwa lekkie znużenie kolejnym spacerem nad Motławą, niech zrobi parę kroków za Stągiewną...

poniedziałek, 24 lutego 2014

KOMBI ŁOSOWSKI „Live” MTJ 2013





Jeśli wyjeżdżam gdziekolwiek, zazwyczaj przywożę sobie souvenir w postaci płyty. Ponieważ byłem w Trójmieście, zakupiłem CD rodowitego gdańszczanina, Sławomira Łosowskiego, który niedawno – moim zdaniem, całkiem słusznie – powrócił do nazwy Kombi. Ze starym logo.

W wielkim skrócie – Sławomir Łosowski z powodów rodzinnych zmuszony był wycofać się z życia muzycznego na początku lat dziewięćdziesiątych i przez ponad dziesięć kolejnych lat nie był obecny na rynku. Dopiero kilka lat temu nagrał pierwszą od dawna solową płytę „Zaczarowane miasto”. Nie wziął także udziału – co znamienne, zwłaszcza że był dostarczycielem repertuaru – w reformacji Kombi z panami Skawińskim, Tkaczykiem i ś.p. Plutą, którzy postanowili, mimo braku lidera, nazwać swój twór Kombii i produkować szambo, podobne do disco polo i gatunków ościennych. Ostatecznie Łosowski wrócił do nazwy Kombi, do której chyba ma prawa jako założyciel.

Do Kombi (tego starego) mam bardzo duży sentyment z czasów dzieciństwa – fajne przeboje, ciekawe dźwięki, świetna produkcja… czego chcieć więcej? Nie byłem wprawdzie nigdy zwolennikiem śpiewu Grzegorza Skawińskiego, ale same kawałki typu „Inwazja z Plutona”, „Nie ma zysku”, „Nietykalni (skamieniałe zło)” czy instrumentalne „Bez ograniczeń energii” (słynny sygnał z programu TVP „5-10-15”) i „Wspomnienia z pleneru” bardzo lubiłem.

Płyta „Live” to trzy dyski. Zasadniczy krążek to 16 nagrań z koncertu w Grudziądzu, na który składa się sporo kawałków Kombi (w tym tych instrumentalnych, które nie są prezentowane na żywo przez byłych kolegów Łosowskiego) oraz sześć kompozycji z ostatniego krążka pana Sławomira. Cieszy mnie, że nie oparł repertuaru jedynie na znanych, ogranych kawałkach, bo niby kto ma teraz zagrać na żywo „Wspomnienia z pleneru” czy „Przytul mnie”, o premierowych pieśniach nie mówiąc. Łosowskiemu towarzyszy na perkusji syn Tomasz a za mikrofonem stanął znany z „Jaka to melodia?” Zbigniew Fil. Barwa jego głosu kojarzy się, niestety, ze Skawińskim z lepszych lat, choć historia pokazała, że dobieranie sobie zastępstwa za wokalistów kimś o innym brzmieniu głosu lepiej działa niż klon. Ale może to specyfika tych kompozycji, że brzmią tak a nie inaczej, i wokalizy w nich także.


Drugi dysk, „Drogą czasu”, to archiwalne nagrania Łosowskiego z lat 70 sprzed powstania Kombi, zarejestrowane z grupą Akcenty. Jest to psychodeliczny jazzrock z wiodącą partią klawiszy, kojarzący mi się nieco z soundtrackiem do „Brudnego Harry’ego”. Jest też wczesne instrumentalne nagranie Kombi z 1978 oraz to, co nie zmieściło się na zasadniczym CD, jeśli chodzi o materiał koncertowy z czasów obecnych.

A trzecia płyta to amatorsko, ale całkiem solidnie zrealizowany koncert z pierwszej płyty w wersji audiowizualnej. Montaż z kilku kamer i podłożony dźwięk, mimo dość siermiężnej produkcji, daje się całkiem dobrze oglądać i słuchać, choć oczywiście sposób realizacji jest w tyle za dzisiejszymi standardami. Ale wolę to, niż Kombii i ich „Electro-Acoustic”.

Płyta Łosowskiego zapewne wielkim hitem nie będzie (w sumie nie ma tu nowości, zwłaszcza dla kogoś, kto zaopatrzył się już w „Zaczarowane miasto”, któremu także towarzyszyły bonusowy CD live oraz DVD), ale bardzo miło, że wyszła. Widać – a w zasadzie słychać – kto odpowiadał za charakterystyczne brzmienie Kombi. Mam cichą nadzieję, że albo panowie pogodzą się, albo do głosu dojdzie frakcja Łosowskiego, bo to, co prezentują panowie Tkaczyk i Skawiński woła o pomstę gdziekolwiek. Gdy usłyszałem „Gdzie jesteś dziś” i zobaczyłem dance’owe wygibasy starszych panów do „Awinion”, myślałem, że śnię.

Album „Live” wydany jest w formie digipacku bez książeczki, wszystkie informacje wydrukowane są na opakowaniu. Jak na trzy płyty w cenie jednej, to i tak nie ma co narzekać. Fajnie jest.


niedziela, 23 lutego 2014

Widoki z góry z restauracji rodzinnej innej niż wszystkie

Wszyscy lubimy zjeść zdrowo w miejscu, w którym chcielibyśmy być zobaczeni, jak się zdrowo odżywiamy. Dlatego właśnie poszedłem do nowootwartego Makdonalda dwadzieścia cztery ha na Dworcu Centralnym i wykonałem parę fot zz szyb. Smacznego!












sobota, 22 lutego 2014

Wawrzyszewska zima, której ni ma

No więc właśnie. Zeszłoroczna trwała do połowy kwietnia a tegoroczna skończyła się w styczniu. Na razie.