wtorek, 13 sierpnia 2013

Kudowa Zdrój: Szlak ginących zawodów/Muzeum zabawek

Skoro dziś trzynasty, to na początek coś pechowego. Jak wiadomo, w Kudowie znajduje się kaplica czaszek (podobna jest np w Kutnej Horze w Czechach). Oto owa kaplica z zewnątrz.

A na czym pech polega? A na tym, że nie wolno we wnętrzu robić zdjęć. Bilet swoje kosztuje, wchodzi się na jakieś 10 minut, słucha zakonnicy opowiadającej historię miejsca i już. No to trudno, idziemy dalej.

Szlak ginących zawodów to niewielkie muzeum-skansen nieopodal kaplicy czaszek. Można tam obejrzeć różne przyrządy, używane - szczególnie na wsiach - przez różnego rodzaju rzemieślników: piece, krosna, maselnice itp.

To na przykład jest piec.



Są też zwierzaczki.



Atrakcją zwiedzania jest także pokaz garncarstwa (za dodatkową opłatą można spróbować samemu). Bardzo przyjemna miejscówka, szczególnie dla małych dzieci. Ale i dorośli się nie będą nudzili.

Nie będą się nudzili także dzieci, ani dorośli, w muzeum zabawek. Całkiem spora kolekcja pokazuje zabawki z różnych krajów i z różnych epok. Czasem można się wzruszyć, wyłapując "swoje" własne zabawki z czasów dziecięcych.

"Elementarz" Falskiego miałem (wydanie po lewej stronie).

To jedna z wielu sal, można dostać oczopląsu.

Taki żelazny autobusik też miałem.

I plastikowy samochód wielkości mniej więcej książki.

I nawet takiego misia z latającymi gałkami ocznymi miałem. Chyba długo nie pożył.

Nie brak też traumy dziecięcej. W moim przypadku był to głos misia Colargola. Coś potwornego.

A tego typu papierowymi lalkami do ubierania bawiła się moja babcia.

Kolejeczka była także i można sobie ją było włączyć.

Kolejki fajna rzecz. Żeby tylko szybciej jeździły... ech.

6 komentarzy:

  1. O, jak można włączyć kolejeczkę, to dłuuugo bym tam siedział. BTW - Colargola nie cierpię i chyba nie znam nikogo z mojego a nawet młodszego pokolenia, kto by tego fujarusa lubił. Koszmar!
    PS. Na zakazy zdjęć są patenty (kolega ostatnio zanabył taką minikamerkę, co robi zdjęcia poklatkowe w ustawionym interwale, a choć jest wielkości pudełka zapałek, to zdjęcia są całkiem ok), oczywiście o ile w środku kaplicy w ogóle cokolwiek na zdjęciu by wyszło (światło).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Miś Kolargol wielki cham, miał pół litra, wypił sam. Teraz sobie smacznie śpi, goła baba mu się śni."

      Usuń
  2. A jaki fajny napęd samochodów był! pudełeczko z kierownicą:) takiego miśka plastikowego pamiętam z dzieciństwa:) Zawiodłam się na muzeum zabawek w Karpaczu i w Kudowie już nie poszłam, a szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  3. Patrząc na te zabawki, zwłaszcza na kolejkę, można się rozmarzyć. Zawsze chciałem mieć taką kolejkę z miasteczkiem, drzewami i innymi ozdobami.
    I znowu nasuwają mi się skojarzenia z Tytusem, gdy w XVI księdze robił reportaż z wesołej wioseczki, w której np. można było ubijać kapustę stopami albo wydoić krowę :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. I am I - głos Colargola powodował u mnie gęsią skórkę.

    IV - to w Karpaczu widziałem tylko w starej lokalizacji. Teraz jest otwarte "na nowo" w starej stacji PKP i pójdę zobaczyć je z czystej ciekawości właśnie ze względu na miejsce.

    Rock 60-70 - pamiętam wesołą wioseczkę, a jakże!

    OdpowiedzUsuń
  5. Małe blaszane nakręcane zabawki typu kurki, autobusika, biedronki są wspaniałe, trudno zrozumieć, czemu dziś tego nikt nie robi - są tylko plastikowe, toporne z wyglądu, a te stare wcale nie tanio chodzą na Allegro (może względy bezpieczeństwa, że dziecko połknie kluczyk albo rozwali zabawkę i połknie sprężynę czy ostrą blaszkę? Plastikowe bezpieczniejsze?).

    OdpowiedzUsuń