piątek, 9 sierpnia 2013

Jesenik - miasto

Zszedłszy - oby nie przenośnie - po wczorajszych kuracyjnych szaleństwach do miasta Jesenik zapoznajmy się z jego nieco odmienną od uzdrowiskowej estetyką.

No dobra, żartowałem. Nie jest tak źle. Większość domów jest odnowiona.



Osobną sprawą jest fakt, iż miasto jest puste. Prawdopodobnie - nie sprawdziłem tego, ale jest to prawdopodobne - gdzieś na obrzeżach grasuje sobie centrum handlowe.

Nawet pokaz Mister Jesenika nie przyciągnął tłumów.



Rynek pusty, ale na nim fantastyczna restauracja a w niej cudowne, niezdrowe, tłuste, wysokokaloryczne czeskie jedzenie- ser w panierce, svickova na smetanie z knedlikiem... ach. I hektolitry Kofoli.



A to już - na koniec - widok ze stacjo przesiadkowej w Lichkovie. W Czechach wprawdzie wszystko się spóźnia i jeździ jak chce na totalnym luzie, ale godziny otwarcia w dni powszednie są bardziej niż precyzyjne.

3 komentarze:

  1. Kofola - błe, to już polocockta była lepsza. A pociągi to u nas jeżdżą chyba jeszcze gorzej niż u braci Czechów. Za to ich miasteczka wyludnione na rynku - cudo! Wkrótce mam nadzieję jakieś nawiedzić, zgodnie z corocznym zwyczajem. Oby równie nieludzkie!

    OdpowiedzUsuń
  2. O, knedliki, mniam! Wyludnienie równie zachęcające:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyludnione miasteczka mają ten plus, że tłumy turystów nie pchają się w kadr ;)
    O rany, też jesteś fanem Kofoli?! Pytam, czy "też", choć ja osobiście nie, natomiast znam wielu. Dla mnie to okropieństwo :-0

    OdpowiedzUsuń