poniedziałek, 17 czerwca 2013

Park i pałac w Natolinie 2/2

Zaczynamy tam, gdzie wczoraj skończyliśmy. Czyli w pałacowych wnętrzach.




Zanim jednak przejdziemy dalej, słów kilka o samej wycieczce. Pan przewodnik był super, wycieczka była nieodpłatna (bywają chyba różne, mnie się akurat trafiła taka) i bardzo wciągająca. Zastanawia mnie jednak, jak bardzo ludzie nie potrafią przyjmować do wiadomości pewnych prostych informacji. Przed wycieczką uczestnicy otrzymali maile z informacją, iż należy udać się na wycieczkę w długich rękawach i nogawkach oraz ze środkiem przeciw komarom. W wygodnych butach, takich "do zajechania". I faktycznie, o ile może nie było jakichś specjalnych wertepów (kto choć raz chodził po lesie, wie jak to jest), to pogłowie komarów o rozmiarach XXL było istotnie niesamowite. Udało mi się zostać ukąszonym tylko trzy razy pod ubraniem (nie wiem, jak to ścierwo tam dotarło), ale dzięki zastosowaniu się do wskazówek i nasmarowaniu antykomarowym żelem, bestie mnie na ogół omijały. Dlatego dziwnie mi się patrzyło na panią, która pojawiła się w topie i szortach ("bo przecież ciepło!") a wycieczkę kończyła cała pokryta bąblami.

Druga sprawa - serdecznie współczuję przewodnikowi starć z Turystą Dociekliwym. TD (Turysta Dociekliwy) wcale nie oczekuje udzielenia informacji na zadawane pytania. TD żyje tylko po to, by zadawać pytania, przerywać przewodnikowi odpowiedzi i wietrzyć spisek. TD był tym razem jeden. Już przed bramą powiedział, że "to jest chamstwo, że on nie może tak sobie wejść na teren, skoro utrzymywane jest to za JEGO PIENIĄDZE" (co akurat nie jest prawdą, o czym TD został poinformowany). Szczęśliwie pan przewodnik - zapewne przygotowany na tego typu ewentualności - dość sensownie poradził sobie z zarzutami TD, który był podejrzliwy, agresywny i wszystkowiedzący. TD domagał się jeszcze ujawnienia PRL-owskich spisków, związanych z pałacem i jego posiadaniem przez władze (tu też został, szczęśliwie, spacyfikowany przez przewodnika). TD od końca wycieczki poburkiwał coś pod nosem, ale ponieważ ani nie zyskał powodu do zadawania kolejnych pytań, ani nie doczekał się wsparcia ze strony innych uczestników, musiał bulgot i gulgot ograniczyć do działalności w trzewiach. I dobrze.

A teraz pójdziemy do parku.


Pomnik nagrobny Natalii Potockiej (Sanguszkowej z męża), na cześć której teren przyjął nazwę Natolin - wcześniej była to Bażantarnia - został podczas wojny mocno zniszczony przez hitlerowców, którzy urządzili sobie coś w rodzaju strzelnicy, gdzie rzeźba była głównym celem. Natalii utrącono kawałek twarzy, nie licząc oczywiście śladów po pociskach w otoczeniu. Szkody te zostały naprawione po wojnie.

A to most mauretański. Poręcz, widoczna na jego górze, to ta sama poręcz, która tworzy perspektywę na pierwszym zdjęciu z nagrobkiem Natalii Potockiej.

A to świątynia dorycka.

Pałac od strony skarpy - zalatuje Królikarnią, czyż nie?

A to ledwo widoczna - i to na baaardzo dużym zoomie - brama do Wilanowa.

Ruiny akweduktu (zbudowanego już w postaci ruin, co by było ślicznie i romantycznie).

I na tym wycieczkę kończymy. Kto nie był, polecam - tylko uwaga na komary!

6 komentarzy:

  1. bardzo ładne zdjęcia. bo i miejsce piękne. choć utrzymywane z moich pieniędzy!!
    Natolin odwiedziłem ostatnio w Noc Muzeów. pierwszy raz od 17 lat...
    chętnych do obejrzenia kilku bajnajtów i wysłuchania mrożącej krew w żyłach historyjki sprzed lat zapraszam wkrótce do "sadu".

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlatego wolę indywidualne szlajanie, chociaż nie zawsze się da. Jestem mało odporna na ludzi typu TD i pewnie miałabym zepsutą wycieczkę;) A obiekty tam wielce interesujące.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chętnie zobaczę też te nocne kadry Er'owe, dla porównania. Nieborów z Arkadią mi się skojarzył, gdzie wozili nas szkolnie (na przemian z Muzeum Lenina). A upierdliwiec zawsze się jakiś znajdzie - w każdej klasie, firmie, wycieczce. Taki lafj.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale miałeś szczęście do przewodnika! ja niestety nie usłyszałam romantycznej historii o złych hitlerowcach rozwalających polskie rzeźby. Wzamian za to nasłuchałam się o (jednak nie zidentyfikowanym) oddziale powstańców (czy może partyzantów w czasie Powstania?), oddelegowanych do tego parku gdzie uczyli się strzelać do celu.
    Byłam tak zniesmaczona wersją przewodniczki, że na wszelki wypadek nawet nie pogrzebałam żeby dociec jak to było naprawdę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. można by ich wówczas usprawiedliwać maksymą "cel uświęca środki".

      Usuń
  5. Widzę, że komary musiały Ci nieźle dopiec :)

    OdpowiedzUsuń