sobota, 17 marca 2012

Spacerek po starej Ochocie

Starą Ochotą zawsze się przyjemnie przejść. Nie ma tu za bardzo miejsca na nowoczesne plomby, które nie będą przekłamywały prawdy historycznej. Nie ma pieprzniętych w środek szklanych balasów, które mają być atrakcyjne przez kontrowersję. Czasem zastanawia mnie tylko fakt, iż wśród tak pięknych okazów architektury międzywojennej kręci się sporo meneli, zaczepiających o kasę.

Ostatnio dzięki pomocy przyjaciół wzbogaciłem się o kolejną syrenkę z tych okolic, ale nowy zestaw syrenkowy na razie czeka w kolejce, jak obywatele za dawnych czasów. Dziś zamiast tego ochockich domków kilka.


Jedno z mieszkań Mirona Białoszewskiego mieściło się w tym domu - a w knajpce na dole obchodzone są Mironalia.










8 komentarzy:

  1. Menele to są wszędzie. Czasami myślę, że nawet pod moim łóżkiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cała Stara Ochota to menelnia. Tak jak Żoliborz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siedzą stare dziadki z profesorskimi tytułami, chleją i zanoszą ordery do puntu skupu.

      Usuń
  3. Hm, może niefortunnie ująłem tę myśl, bo menele są faktycznie w każdej dzielnicy, tylko jakoś w tej okolicy szczególnie mnie uderza ich obecność.

    OdpowiedzUsuń
  4. O, moja okolica :) A propos meneli - niech pierwszy rzuci kamieniem (w siebie) ten, kto stwierdzi, że w Warszawie jest więcej meneli niż w jakimkolwiek dużym mieście. I to nie tylko naszym krajowym.

    OdpowiedzUsuń
  5. okolica urbanistycznie na pinć, tak jak rejon Proffesorskiej.
    tzw. tytułem uzupełnienia, to nie było mieszkanie Białoszewskiego, a jakiejś rodziny demonicznego L.E.Stefańskiego, w którym urządzany był prywatny teatr wielu różnych twórców.

    OdpowiedzUsuń
  6. Obecność meneli tutaj jest tak wyraźna, bo nie pasują do dostojnego charakteru Starej Ochoty. Człowiek idzie wśród tych budynków, a co krok jakiś podejrzany nastolatek lub podpity osobnik. To miejsce kojarzy się bardziej kulturalnie. Jak tylko robi się cieplej, dłużej trwa dzień, jest to stały punkt moich spacerów z pracy do domu - od placu Narutowicza poprzez Skwer im. Sue Ryder i Kolonię Staszica. Nie ma jak wiosna.

    OdpowiedzUsuń
  7. @I am I - to się chyba rozkłada proporcjonalnie; zresztą definicja "menela" może się regionalnie różnić :-)

    @Er - uhm, może niedokładnie przeczytałem tabliczkę na budynku (przyznaję, omiotłem ją wzrokiem w pośpiechu - leciałem do syrenki na szkole).

    @Rock 60-70 - Też lubię tę okolicę, ale spaceruję po niej rzadziej niż np. po Powiślu. Tak raz na kwartał (dla porównania - po Powiślu przynajmniej raz na tydzień).

    OdpowiedzUsuń