niedziela, 5 lutego 2012

URSZULA – „Czwarty raz” Budka Suflera Production 1988/2011



Dziś czas na małą dawkę sentymentów z dzieciństwa i okolic.

Urszula pojawiła się we wczesnych latach osiemdziesiątych jako wokalistka związana z Budką Suflera – drapieżny, nowoczesny image i może mniej drapieżny, ale piekielnie przebojowy repertuar uczyniły z Urszuli jedną z wiodących gwiazd popu w tamtych czasach. Komponował dla niej od początku Romuald Lipko, lider wyśmiewanej dziś niestety – trochę na własne życzenie – Budki, który wówczas miał niezwykle lekką rękę do pisania przebojów dla swojego macierzystego zespołu, jak i dla wielu innych mniej lub znanych artystek estradowych (Izabela Trojanowska, Basia Sikorska, Anna Jantar, Zdzisława Sośnicka). Urszula w okresie największej popularności wydała z Budką trzy płyty: „Urszula”, „Malinowy król” i „Urszula 3”, z czego na dwóch pierwszych znalazła się większość jej wielkich hitów, takich jak „Malinowy król”, „Totalna hipnoza”, „Fatamorgana’82”, „Bogowie i demony” czy nieśmiertelne „Dmuchawce, latawce, wiatr”.


Pod koniec lat osiemdziesiątych zmieniły się nieco gusta muzyczne na świecie, czego echo można było zaobserwować także w Polsce. Odszedł do lamusa syntezatorowy pop, na listach przebojów królowały grupy pokroju Bon Jovi, Poison czy Def Leppard… Urszula poznała podczas pracy w Budce swojego przyszłego męża, Stanisława Zybowskiego i oboje postanowili po pierwsze osiągnąć nieco bardziej światowe, ostrzejsze brzmienie, odchodząc od cukierkowych i już nieco niemodnych kompozycji Lipki, po drugie – po serii koncertów dla Polonii amerykańskiej – spróbować kariery w Stanach. Co z kariery wyszło, wiadomo, natomiast pozostała po tym okresie wydana przez Polskie Nagrania w 1988 roku ciekawa i moim zdaniem niesłusznie zapomniana płyta „Czwarty raz” – także sygnowana Urszula & Budka Suflera - która miała jeszcze na początku lat 90 wersję kasetową firmy Phonex i w zasadzie od tej pory była pozycją niedostępną. Aż do teraz.


Album składa się z dziesięciu piosenek. Dokładnie po połowie obowiązkami kompozytorskimi podzielili się Romuald Lipko (artystce towarzyszą we wszystkich nagraniach muzycy Budki Suflera) i Stanisław Zybowski. Utwory Lipki i Zybowskiego są ze sobą przemieszane, ale płyta jest na tyle spójna, że nie odnosi się wrażenia chaosu. Już w otwierającym zestaw „Gdzie złota mieć nie trzeba” zasygnalizowana jest zmiana wizerunku – bardziej rockowe brzmienie, mniej lukrowanych syntezatorów i sam śpiew Urszuli, która na „Czwartym razie” jawi się chyba najbardziej rockowo spośród swoich wszystkich wcieleń. Znamienny jest refren pierwszej piosenki, do której słowa napisał budkowy perkusista, Tomasz Zeliszewski:


Biegnę więc tam gdzie złota mieć nie trzeba
Szkoda mi sił żeby przespać swe dni
Biegnę więc tam gdzie nie warto się sprzedać
Muszę spróbować choć raz spróbuj i ty


Warto zaznaczyć, iż były to czasy, gdy nawet w muzyce pop część tekstów była o czymś. Nie że wielka poezja i ę ą, ale przynajmniej słuchając tego, odnosi się wrażenie, że teksty nie były pisane w pośpiechu między zupą a drugim. No i ciekawostką jest także fakt, iż to właśnie na tej płycie Urszula zadebiutowała jako autorka tekstów („Doganiając krótki dzień” i „Niebanalne życie”).



Krążek zdominowały dynamiczne, szybkie utwory z gęstą gitarą rytmiczną, nie uciekające jednak od pewnych rozwiązań klawiszowych, typowych dla Lipki („Już nie mam nic do stracenia”). Urszula, obdarzona raczej wątłym głosem, na „Czwartym razie” stara się wydrzeć niczym rasowa wokalistka rockowa, co – przynajmniej w wersji studyjnej – brzmi przekonująco, ale, jak się okazało potem, było to raczej wypadkiem przy pracy. Inne wpadające w ucho kawałki to „Zanim eksplodujesz”, „Czy to miłość to co czuję”, „Sam wiesz” i wielce hitowe „Niebanalne życie”. Piosenki to proste, ale rytmiczne, chwytliwe, świetnie zrealizowane i profesjonalnie zagrane. Są solówki, są ciekawe motywy, są chórki, no w zasadzie wszystko jak być powinno. Niektóre utwory mają nawet coś na kształt riffów, choć nie stanowią one wyróżników poszczególnych kompozycji.



Ballada na płycie jedna, ale tylko częściowo - utwór „Raz” zaczyna się słodko i zwiewnie, niczym „Dmuchawce…” z debiutanckiego albumu, Urszula śpiewa łagodnie i spokojnie aż do refrenu, w którym mamy już typowy gitarowy pop-rock. Bluesowy posmak ma „Zobacz sam”, w którym łagodny głos wokalistki kontrastuje z gitarą Zybowskiego w tle. Całość kończy żartobliwe, nagrane w trochę dziecinnej, bajkowej konwencji „Tam za rogiem”.


Brak promocji, okresowa nieobecność wokalistki w kraju i inne czynniki spowodowały, że „Czwarty raz” nie okazał się wielkim hitem na miarę pierwszych płyt Urszuli z Budką. Wprawdzie stacje radiowe grały single „Raz”, „Czy to miłość to co czuję”, „Doganiając krótki dzień” i „Niebanalne życie”, i wówczas znalazły się one na listach przebojów, ale znacznie niżej niż swego czasu „Hipnoza” czy „Dmuchawce”. Zresztą, sama zainteresowana też rzadziej wraca do repertuaru z czwartego albumu podczas koncertów czy wydając kolejne składanki.


Ponieważ wydawca nie dotarł do taśm-matek, remasteringu dokonano z winyla. Nie jest to może najlepszy sposób, ale jeśli jedyny, to innego wyjścia niet. Nie brzmi to nawet źle a o procesie wznawiania płyt Urszuli i „odzyskiwaniu” oryginalnego dźwięku poczytać można w najnowszym Teraz Rocku (2/2012) z Piotrem Nykielem, którego firma tym się zajęła.


Przy okazji naszła mnie pewna refleksja. Gdy miałem lat kilka, kilkanaście, popowe, spokojne produkcje typu Urszula, czy – z Wysp – The Bangles lub Kim Wilde były w moim mniemaniu tyleż nieszkodliwe, co mało ciekawe. Dziś, gdy słucham tych wykonawców po latach, odkrywam że w warstwie zarówno muzycznej, jak i produkcyjnej, dzieją się tam czasem fajne rzeczy. W związku z powyższym nasuwają mi się trzy wnioski: a) niedokładnie słuchałem kiedyś a dokładniej słucham teraz, b) starzeję się c) obecne produkcje pop sięgnęły dna, przy którym większość rzeczy, stworzonych dwadzieścia parę lat wcześniej, to arcydzieła. Ech, nieważne.


Reedycji – na co czekali od lat fani – doczekały się także pierwsze trzy albumy Urszuli. Niestety, są one pozbawione jakichkolwiek bonusów, przez co nadal wiele popularnych nagrań wokalistki jest niedostępnych (np. oryginalna, studyjna wersja „Rysy na szkle” – na składankach pojawia się tylko ta z albumu „Supernova”). Nie wznowiono także anglojęzycznej płyty „Urszula & Jumbo”. Może kiedyś…


Wznowienia płyt Urszuli są wydane standardowo, bez żadnego komentarza od wydawcy: reprodukcja okładki, w środku teksty wszystkich piosenek, żadnych dodatkowych zdjęć i ciekawostek – widocznie robiono je po kosztach, bo są dość tanie. Można nabyć je jedynie w sieci Empik.


Ktoś zamieścił w sieci unikaty w postaci teledysków z płyty – jakość fatalna, ale nie o to chodzi…


5 komentarzy:

  1. Zupełnie nie moja bajka - z Budki cenię głównie Cugowskiego, o ile nie przegina z popisami, oraz dawnych gitarzystów - "Mechanika" Jureckiego, którego miałem okazję poznać osobiście (mega pozytywny gość) i Marka Raduli (wysmakowana, nienachalna gra). Kompozycje Lipki były o tyle zgrabne, co wtórne, a bezczelne 'cytaty' z klasyków rozrywki dziś byłyby karalne. A już Urszula to konfekcja na maxa - okładka doskonale to oddaje ;)
    PS. Zawsze się dziwiłem, co tam robił tak znakomity gitarzysta, jak śp. Zybowski. Widać jednak nie wytrzymał takiej dawki muzy rozrywkowej i szybko przeniósł się do krainy wiecznego łojenia...

    OdpowiedzUsuń
  2. No naczekaliśmy się i zrobili nas w balona! Dałem się nabrac kupiłem sobie reedycje, myslałem, ze tego nie odczekam i zastanawiałem sie jak to bedzie gdy jakimś "cudem" płyty Urszuli z lat 80 - tych bedzie można zakupic na CD. Wyszło kiepsko...tekst Marcina jasno to okresla...
    echhh

    OdpowiedzUsuń
  3. To ja się chyba też starzeję, bo również odkrywam muzykę z lat 80. i mógłbym się podpisać pod tym, co napisałeś. Tzn. nie żebym zaraz biegł do sklepu i kupował całe płyty, ale lubię tego i owego posłuchać. Czuć, że to było robione z sercem.
    Przy dzisiejszych wypocinach wszystko wydaje się być lepsze.

    Co do Urszuli. Mnie się wydawało, że ona miała długi moment zawieszenia i dopiero powróciła z zupełnie innym wizerunkiem w połowie lat 90. Dobrze kojarzę?

    OdpowiedzUsuń
  4. @Rock60-70: Tak, po "Czwartym razie" wyszła wspomniana przeze mnie anglojęzyczna "Urszula & Jumbo", z której nie udało się wylansować żadnego przeboju - była wprawdzie grana w tym okresie "Rysa na szkle", ale nie ma jej na płycie w polskiej wersji. I potem Urszula zniknęła aż do połowy lat 90, kiedy to ukazała się "Biała droga", ale te nagrania nie wzbudziły już mojego zainteresowania.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna płyta, zupełnie niedoceniona.

    OdpowiedzUsuń