środa, 31 sierpnia 2011

NIGHT RIDER SYMPHONY „Night Rider Symphony”, RMC 2010



Starania, by w integrować różne gatunki muzyczne, czy to z chęci spróbowania czegoś nowego, czy też z braku bieżących pomysłów w obrębie jednego gatunku, czy też z braku wódki, czynione są od lat. Łączenie rocka z klasyką znane jest już od końca lat sześćdziesiątych, czyli w zasadzie od powstania cięższego rocka. Z różnymi efektami mierzyli się wielcy i więksi – jedni wykorzystywali inspiracje muzyką poważną do tworzenia dzieł własnych (np. Procol Harum), inni (np. Emerson Lake & Palmer) poza autorskimi kompozycjami proponowali także własne wizje klasycznych utworów. I do dnia dzisiejszego to się w zasadzie dzieje, choć może już nie na taką skalę – to, co szokowało i intrygowało lat temu czterdzieści, dziś jest po prostu jednym z elementów show businessu. Wprawdzie dla bardziej wymagających, ale jednak tylko show businessu.





Siłą sprawczą przedsięwzięcia Night Rider Symphony są znani z zespołu Hetman wokalista Paweł „Kiljan” Kiljański i perkusista Jacek Zieliński, którzy po kilkunastu latach opuścili poprzednią formację, by tworzyć muzykę z gatunku rock/metal pod szyldem Night Rider. Nowy twór nie zdołał jeszcze wydać płyty, ale na jego zrębach stworzono grupę Night Rider Symphony, która chyba miała być w zamierzeniu odskocznią a stała się pierwszoplanowym, wielkoformatowym przedsięwzięciem – muzycy rockowi i symfoniczni nagrali album, na którym dokonano eksperymentu na pograniczu profanacji: znane i popularne fragmenty dzieł muzyki poważnej (Bacha, Griega, Mozarta, Czajkowskiego i innych) potraktowane zostały jako materiał wyjściowy do stworzenia hard rockowych kompozycji, w których owe „klasyczne” wtręty miały być jedynie elementem składowym – po dopisaniu reszty utworu oraz tekstu po polsku (z wyjątkiem instrumentalnego „Chopin”) . Dwóm wyżej wymienionym panom towarzyszy tradycyjny rockowy skład, do tego wyjąca wokalistka oraz muzycy symfoniczni pod dyrekcją Christophe’a de Voise.





Całość wypada interesująco – czasem znane motywy potraktowane są jako refren utworu (bachowskie „Bourree” w „Nie trzeba nieba”), czasem jako wstęp i przewodni temat w tle („W grocie króla gór” Griega) . Wybrano rzeczywiście bardzo popularne elementy klasyki, bo kojarzyłem wszystkie, prócz dwóch premierowych, których autorem jest dyrygujący symfonikami de Voise. Miejscami bardzo przekonujące próby („Z tobą na wieczność” na motywach „Jeziora łabędziego” pojawiające się tu, zresztą, w dwóch wersjach, jedna z gościnnym udziałem Marka Piekarczyka) przeplatane są mniej porywającymi – takie np. „O Fortuna” Orffa brzmi, jakby muzycy chcieli koniecznie je wykorzystać, ale nie za bardzo wiedzieli, co z nim zrobić. Na szczęście tych udanych prób jest więcej: Intrygująca „Matka noc” z motywem z „Sonaty księżycowej” Beethovena, „Carpe diem” z mozartowskim „Marszem Tureckim” lub „Rycerz”, wykorzystujący (brzydko to brzmi) „Dziadka do orzechów” Czajkowskiego. Wokalista dysponuje solidnym, rockowym gardłem a i muzycy mogą się nieco popisać (sola klawiszowe i gitarowe w „Carpe diem” – krótkie, ale treściwe).

Teksty napisał w całości (jeden z pomocą basisty) wokalista i tu może przejdźmy do słabszych punktów programu. O ile z zamierzenia mają mieć patetyczno-bajkowy klimat i w kilku miejscach to się faktycznie sprawdza, to pewne momenty wypadają trochę zabawnie, mimo iż nie takie było ich przeznaczenie. W pewnych chwilach dawka patosu przekracza granice absurdu („Torreadorem bywa każdy z nas/a życie tą areną jest/i walczy z pokręconym losem złym/jak z dzikim bykiem żądnym krwi” – proszę sobie zaśpiewać na melodię arii z bykiem z „Carmen”). Drugim minusem są niektóre popisy wokalistki, Małgorzaty Augustynów-Ujek. Dopóki śpiewa normalnie, da się to znieść – jednak gdy zaczyna frazować w pretensjonalnej manierze pseudo-operowej, ewidentnie nie mając operowego głosu i męcząc się w wyższych rejestrach, słuchacze męczą się w dwójnasób.

Należy zwrócić uwagę na staranność aranżacji – muzycy włożyli z pewnością dużo pracy w to, żeby kompozycje zabrzmiały jak najlepiej. Produkcja, mimo niszowego charakteru wydawnictwa, jest niezła. Soczyste, selektywne dźwięki produkowane przez rockmanów ładnie stapiają się z fragmentami orkiestrowymi. Nie wiem czy zespół Night Rider Symphony jest założeniem jednopłytowym czy też pomyślany został jako długofalowe przedsięwzięcie, zapewne wszystko zależy od pomysłów twórców i od odbioru przez słuchaczy.




Kuźnica wieczorową porą

Zawsze gdy patrzę na pocztówki, kalendarze i inne takie jelenie na rykowisku z zachodem słońca, wodospadem i inną tandetą, mam ochotę sięgnąć po siekierę, torebkę chorobową albo zestaw odrzutów z sesji Magdy Fronczewskiej. Jednak na żywo defekty specjalne, szczególnie nad wodą (choć bez jelenia) są tak fantastyczne, że trudno nie wziąć aparatu w łapy i nie cykać. Co żem uczynił a efekty owego cykania załączam poniżej.












Bez fotoszopa i glutaminianu sodu, ofkors.

wtorek, 30 sierpnia 2011

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

niedziela, 28 sierpnia 2011

sobota, 27 sierpnia 2011

Sopot - miasto

Nie będzie kompletnego "The best of", bo dawałem je już kilkakrotnie. Dziś tandeta sepiowa i kilka widoczków znanych bardziej lub mniej.