niedziela, 31 lipca 2011

Ještěd

Ještěd to taka duża góra w Czechach, niedaleko miasta Liberec. Ma owa góra 1012 m. n. p. m., zamontowany na szczycie nadajnik tv i przede wszystkim hotel-restaurację w kształcie stożka czy, jak kto woli, lejka. Na górę można dostać się pieszo oraz kolejką linową (skorzystałem z tej drugiej opcji). Byłem tam do tej pory raz, zimą. Latem niby w porządku, ale mgiełka unosząca się tego dnia nad okolicą zdecydowanie psuła zdjęcia. Mimo to fajnie było.

To wita turystów, wysiadających z tramwaju. Nie chcę wiedzieć, co to miało przedstawiać.


Widok na miasto z góry.




A teraz uwaga...

...witamy w CSRS !




sobota, 30 lipca 2011

Karpacz - Krucze Skały

Krucze Skały to teren na obrzeżach Karpacza, popularny ze względu na szlaki spacerowe nieopodal rzeczonych formacji skalnych. Więcej o tym miejscu można dowiedzieć się tutaj, bo nie chce mi się przepisywać, a ja zapraszam na zdjęcia.












Późno już, koniec spacerowania na dziś.



Dobranoc.

piątek, 29 lipca 2011

PIOSENKI HENRYKA WARSA „Już nie zapomnisz mnie” MTJ 2010


Henryk Wars to postać wybitna - kto twierdzi inaczej, niech sprawdzi Wikipedię i najbliższe wizyty u laryngologa. W latach dwudziestych i trzydziestych skomponował (Wars, nie laryngolog) tyle przebojów, że mało który kompozytor może się z nim równać. Wszyscy nucili „Miłość ci wszystko wybaczy”, „Ach jak przyjemnie”, „Sex appeal” czy „Tylko we Lwowie”. Przeboje Warsa śpiewały największe gwiazdy polskiej sceny i filmu. Po wojnie pracował w Hollywood, odnosząc i tam sukcesy, ale niewątpliwie największe swoje skarby podarował polskiej estradzie. Ponieważ tego typu repertuar rzadko jest przypominany (ewentualnie w jakichś masakrycznych wersjach), warto czasem sięgnąć do tak zwanego lamusa i wydobyć z niego to, co wartościowe i ciekawe.


Dla miłośników piosenki przedwojennej oraz osób zainteresowanych polską muzyką rozrywkową w ogóle zestaw „Już nie zapomnisz mnie” to pozycja niemal obowiązkowa. Czyż nie wspaniale mieć w jednym pudełku takie szlagiery, jak „Umówiłem się z nią na dziewiątą” i „Już taki jestem zimny drań” Bodo, „Pierwszy znak” i „Miłość ci wszystko wybaczy” Hanki Ordonówny, „Już nie zapomnisz mnie” Żabczyńskiego, „Jak za dawnych lat” Witasa albo „Panie Janie” Astona? Na trzech dyskach zebrano łącznie 62 takie perełki, nazwiska – poza wspomnianymi wyżej – mówią same za siebie: Tola Mankiewiczówna, Tadeusz Faliszewski, Chór Juranda, Adolf Dymsza, Zula Pogorzelska, Mieczysław Fogg, Chór Dana, Szczepko i Tońko, Albert Harris… cudowny zestaw. Wśród znanych szlagierów znaleźć tu można wiele innych miłych dla ucha melodii oraz niespodziankę w postaci znanego utworu „Sex Appeal” wykonanym przez Menasze Oppenheima w języku jidysz. Szkoda, że nie zamieszczono tej piosenki w wersji tradycyjnej, znaczy się z damskim wokalem i po polsku, ale nie można mieć wszystkiego.


Większość piosenek nie odbiega od tego, co robiono w tym samym okresie na świecie, ze wskazaniem na Hollywood. W rozkwicie kina dźwiękowego na ekranach zagościły musicale, które lansowały jednocześnie gwiazdy i przeboje. Nie inaczej było u Warsa - tanga i walczyki przeplatają się z bigbandowym brzmieniem, popularnym za Oceanem. Sentymentalne ballady w stylu „Tylko ty” czy „Tyle miłości” kontrastowane są przez żwawsze „Czy tutaj mieszka panna Agnieszka” (z wokalnymi popisami chóru Juranda) i „Na cześć młodości”. Jest blichtr, jest rewia ale i mnóstwo niezapomnianych melodii. A jeśli nawet trochę zapomnianych, to na tyle wpadających w ucho, że odświeżenie ich nie powinno nastręczać wielu problemów.



Wkładka płyty po rozłożeniu po jednej stronie zawiera szczegółowy opis utworów: nie tylko, kto napisał i wykonuje, ale z którego roku i z jakiego filmu, wodewilu czy rewii dana piosenka pochodzi. Po drugiej stronie znaleźć można obszerną notkę biograficzną o Henryku Warsie autorstwa Ryszarda Wolańskiego oraz wykaz filmów, w których wykorzystano muzykę Henryka Warsa. Trochę nie rozumiem, czemu grafikę tła stanowią powojenne syrenki z budynku przy placu Zamkowym, ale ja nie muszę wszystkiego rozumieć.




Co może odrzucić potencjalnych słuchaczy, nieobeznanych z ówczesnymi technikami nagraniowymi, to jakość dźwięku. Faktem jest, iż wytwórnia MTJ kilkakrotnie, delikatnie mówiąc, nie spisała się, remasterując stare płyty z analogów, ale tu istotnie nie było innej opcji. Można sobie zresztą porównać ze składankami „Lata dwudzieste, lata trzydzieste” (Pomaton EMI, seria Złota Kolekcja) czy „Każdemu wolno kochać – i inne piosenki z polskich filmów” (Polskie Nagrania). Niektóre najbardziej popularne kawałki pojawiają się na wszystkich trzech składankach i są tak samo złe jakościowo. Głos Eugeniusza Bodo w „Umówiłem się z nią na dziewiątą” przeskakuje na początku utworu, „Jak za dawnych lat” Stefana Witasa nieco trzeszczy, coś tam innego dudni a coś szumi. Niestety, przedwojenne szlagiery nie zachowały się w lepszych wersjach i chyba technika nie doszła jeszcze do tego stopnia, żeby można to było wyczyścić idealnie. Ale i tak warto się przemóc, żeby zobaczyć – w zasadzie to usłyszeć – jak wielka była klasa i kultura wykonawcza polskiej muzyki rozrywkowej przed II wojną.




Dziś może nieco śmieszyć archaiczne, sentymentalne brzmienie i teksty, ale miałem w ogóle nie pisać o tej płycie, tylko że przypadkowo wpadła w moje ręce najnowsza płyta Urszuli i po walnięciu twarzą w biurko (autentycznie zasnąłem), postanowiłem, że na resztę dnia cofam się do czasów przedwojennych.

Staniszów

Pałac w Staniszowie powstał w XVI wieku, ale był wielokrotnie przebudowywany. Otacza go piękny park krajobrazowy ze stawikami, mostkami, różnymi gatunkami roślin i takie tam. Obecnie w pałacu mieści się hotel i restauracja.









A ta przybudówka powstała już w XX wieku, przed wojną, oczywiście.

czwartek, 28 lipca 2011

Dwór Czarne

Kolejny ze skarbów Doliny Pałaców i Ogrodów niezupełnie jak skarb wygląda. Jest ruiną, choć od niedawna odnawianą. Kiedyś Dwór Czarne był całkiem ładnym, renesansowym budynkiem i otoczony był fosą. Dziś fosa jest pusta a budynek nie ma tynku. Po wojnie w pałacu umieszczono PGR i budynek pałacowy popadł w ruinę (PGR zapewne też). Istnieje szansa, że za czas jakiś będzie można przywrócić Dworowi Czarne pierwotny wygląd. Wewnątrz znajduje się dość droga restauracja z homarami, które pływają w akwariach, dopóki klient nie wskaże konkretnego delikwenta do konsumpcji. Brrr.












Tyle pozostało z folwarku...



Przypałacowy teren służy jako przechowalnia, nie wiem jak to nazwać, kłopotliwych zabytków. Leżą sobie w trawie przez nikogo nie pilnowane i git.

środa, 27 lipca 2011

Pałac w Wojanowie

Kolejna rezydencja dolnośląska to prawdziwy full wypas. Składa się z pałacu, zabudowań folwarcznych, malowniczego parku z fontannami i rzeźbami - i szkoda jedynie, że nie bardzo można wchodzić do środka, ponieważ mieści się tam hotel.

Oryginalnie pałac był renesansowy, ale w okresie baroku uległ przebudowie. Potem przebudowano go na neogotyk a ostatecznie w XIX wieku otrzymał kształt, który możemy oglądać dziś. Podczas wojny na terenie pałacu urządzono obóz pracy a w okresie PRL w pałacu mieściło się PGR. Wykupiony przez prywatnych właścicieli doczekał się restauracji, choć nie bez pecha (w 2002 w częściowo już odnowionym budynku wybuchł pożar).