wtorek, 20 września 2011

„Pieśni łagodnych – koncert piosenek Wojciecha Bellona” Pomaton EMI 2011






W moich płytowych zbiorach znajduje się wiele wyjątków, które w zupełnie niewytłumaczalny sposób funkcjonują tam, nie pasując do większości. Taki też wyjątek sprawiłem sobie niedawno. Od razu pragnę nadmienić, że nie znoszę tzw. piosenki turystycznej, że „Kraina łagodności” kojarzy mi się z nawiedzonymi harcerzami przy ognisku i że ten typ twórczości wcale mnie nie wycisza i nie uspokaja a odnosi przeciwny skutek, powoduje agresję i chęć zniszczenia, względnie mdłości. Z jednym wyjątkiem właśnie. Wolna Grupa Bukowina to na pozór jeden z takich zespołów, co to „chodzimy po górach, siedzimy przy ognisku, śpiewamy o niebie i górach a czasem nie pijemy wódki”, ale – w odróżnieniu od niestrawnych dla mnie wykonawców tego nurtu – tej grupie udało się jakoś senną, rozmarzoną atmosferę i poetyckie teksty przełożyć na ciekawe utwory muzyczne ze starannymi aranżacjami i ładnie rozpisanymi partiami czwórki wokalistów i instrumentalistów zarazem. Harmonie wokalne w refrenach wypadają naprawdę efektownie. I o ile nie przyjmuję całego repertuaru WGB jak leci, to są pewne utwory, które darzę wielką sympatią.

Wolna Grupa Bukowina została założona w latach siedemdziesiątych XX wieku przez Wojciecha Bellona, który stał się niekwestionowanym liderem zespołu i dostarczycielem większości repertuaru. Grupa istniała do połowy lat osiemdziesiątych - w maju 1985 Bellon zmarł w wieku zaledwie 33 lat. Pozostali towarzysze z WGB zamilkli aż do następnej dekady, kiedy to postanowili wskrzesić przykurzone już nieco pieśni. Paradoksalnie, w okresie działalności z Bellonem WGB nie wydawała płyt a repertuar pozostawał w przekazie ustnym czy na jakichś amatorskich, kasetowych nagraniach. Dopiero od lat 90 XX wieku Bukowina zaczęła wydawać płyty – zarówno retrospektywne, jak i z bieżącym materiałem (choć nie do końca premierowym, bo wykorzystała niezarejestrowane wcześniej utwory, częściowo napisane przez Bellona). Popularność WGB ugruntował cykl koncertów „Kraina łagodności”, prezentujący dość skuteczny zestaw dla cierpiących na bezsenność.

Ponieważ od śmierci Bellona minęło, jakby nie patrzeć, ćwierć wieku, jego krakowscy przyjaciele postanowili zorganizować koncert „ku czci”. Materiał zarejestrowano w C.K. „Rotunda” w Krakowie. Jak to zwykle z tego typu składankami bywa, część wykonawców podeszła do repertuaru bellonowskiego z nabożeństwem, inni pokusili się o własne, często odmienne od oryginałów interpretacje. Duży pokłon należy tu oddać na pozór nie przystającej do reszty towarzystwa Małgorzacie Ostrowskiej, która z sennej „Nocnej piosenki o mieście” uczyniła dynamiczny majstersztyk, eksponując melodię tego kawałka. Artystka podobnie potraktowała „Piosenkę o zajączku”, choć tu akurat wolę oryginał ze względu na brzmienie wokali. Z bardziej oczekiwanych gości na scenie pojawił się Grzegorz Bukała (eks-Wały Jagiellońskie), przyjaciel Bellona, który wykonał dramatyczną „Balladę o Cześku Piekarzu” oraz nieco irytującą pretensjonalnymi rymami piosenkę dla Bellona, „Małą piosenkę o niebie”. Tomasz Wachnowski zaprezentował trochę „ucountrowione” wersje „Bez słów (chodzą ulicami ludzie)” i „Piosenki wiosennej”. Jacek Kleyff, którego głos ma absolutnie nieprzyswajalne dla mnie brzmienie (coś jakby gęś zakrztusiła się gwizdkiem), niestety dostał jeden z moich ulubionych utworów, „Nuta z Ponidzia”, którego w jego interpretacji po prostu słuchać nie mogę. Świetnie za to wypadł Maciej Balcar z Dżemu – nie wypominając nikomu wieku, chyba najmłodszy wykonawca na koncercie – który doskonale odnalazł się w lekko bluesującym „Majstrze Biedzie” i „Pejzażach Harasymowiczowskich”. Wystąpiła także Anna Treter, znana z zespołu Pod Budą, która w ogóle zorganizowała całą imprezę, wraz z mężem, Janem Hnatowiczem, także przyjacielem Bellona. Anna Treter w duecie z Grzegorzem Bukałą zaproponowała trochę uwspółcześnioną wersję „Między nami” a sama zaśpiewała poświęconą bohaterowi koncertu piosenkę „Tylko góry te same”, która ukazała się już wcześniej na solowym albumie artystki.

Nie zabrakło, naturalnie, Wolnej Grupy Bukowina. Weterani, wspomagani przez młodszych instrumentalistów i – okazjonalnie – niektórych gości, wykonali na finał pięć piosenek, z czego zdecydowanie wyróżniało się dynamiczne wykonanie „Szukać jutra co za sens” (z Jerzym Filarem) i sztandarowa „Bukowina II” z uniwersalnie brzmiącym tekstem:

Dość wytoczyli bań próżnych przed domy kalecy
Żyją jak żyli, bezwolni, głusi i ślepi
Nie współczuj, szkoda łez i żalu
Bezbarwni są, bo chcą być szarzy
Ty wyżej, wyżej bądź i dalej
Niż ci, co się wyzbyli marzeń.

Naiwna to może deklaracja, ale miło poczytać i posłuchać.

Płycie audio towarzyszy krążek DVD, na którym jest nieco więcej niż w wersji dźwiękowej. Przede wszystkim można obejrzeć konferansjerkę, wyciętą z CD. Koncert prowadził, z charakterystyczną dla siebie flegmą i ironią, Andrzej Poniedzielski, prywatnie mąż Elżbiety Adamiak, której braku na tym koncercie trochę nie rozumiem. Artystka ta występowała z Bukowiną a na swój album „Półsenne nuty” przygotowała nawet własne opracowania kilku kompozycji WGB. No ale trudno. Nie posłuchamy też na CD specyficznego wykonania „Tu przy piwie” – wszyscy artyści, zgromadzeni na scenie, śpiewają jedynie refren a zwrotki recytuje z taśmy sam Wojciech Bellon. Chyba rozumiem zamysł artystyczny, ale piosenka pozbawiona została bardzo ładnej, oryginalnej melodii. Nie ma za to na DVD obecnych na krążku audio wykonań „Maestro Bezdomnego” Jorgosa Skoliasa oraz „Jakże blisko” Wolnej Grupy Bukowina. Trochę dziwne, bo przecież spokojnie by się zmieściły. Nie za bardzo też rozumiem zupełnie inną kolejność utworów na CD i DVD – być może autorzy zestawu postanowili ułożyć utwory według dwóch różnych kluczy dramaturgii, ale nie do końca mnie to przekonuje.

Można się dziś śmiać z naiwności pewnych deklaracji w tekstach WGB, ale mimo wszystko część tych kompozycji broni się i miło czasem sobie dla relaksu włączyć. Nie za często, ale niech będzie w pogotowiu.

Dokładny spis utworów i informacja od wydawcy znajduje się tutaj.

Wydany w tekturowej okładce zestaw zawiera skromną książeczkę ze zdjęciami z koncertu i słowem od Jana Hnatowicza.



Aha, na YT jest problem – nie tylko nie ma tam nagrań z owego koncertu, ale nawet oryginałów WGB jak na lekarstwo. Urok zespołów niszowych.

1 komentarz:

  1. Hehe, mnie też "Kraina Łagodności" doprowadzała do szewskiej pasji, o ile wcześniej nie zasnąłem. A na tubę jest prosta rada - wrzucać samemu :)

    OdpowiedzUsuń